życie jest warte życia

Życie jest warte życia

Dziwne nastały czasy, w których coraz mniej potrzebujemy Boga, a coraz bardziej postu.

Od nadmiaru.
Pośpiechu. Informacyjnego szumu.
Męczącej przyjemności. Nowoczesnych technologii.
Uzależniającego stresu i jeszcze bardziej wciągających wyzwań codzienności.

Post to podobno sztuka odmawiania w imię wyższej wartości.

Nie tylko.

Post to odejście w cień.

Zatrzymanie się.

Odbycie szczerej rozmowy z samym sobą.
Szansa, żeby na nowo poczuć smak tego, co już zaczęło tracić blask.
Okazja, żeby odkryć „tu i teraz”.
I jeszcze raz nazwać to, co naprawdę ważne i cenne.

Post wiąże się z religią. Ale ma zdecydowanie większą moc, kiedy się go od niej oderwie. Jest samodzielnie ustanowiony. Podyktowany sercem i własną chęcią. Nie kalendarzem. I nie obowiązkiem.

Bo czym właściwie jest religia? Systemem wartości? Zbiorem obietnic o lepszym, przyszłym świecie? Szkiełkiem, które pozwala patrzeć na świat w kategoriach dobre-złe i czarne-białe?
A może narzędziem, które każe budować mury, tworzyć przeciwne obozy osób, które tak samo marzą o szczęściu i nieśmiertelności? Szlachetną przykrywką dla przebiegłych polityków?

Gdy tak o tym rozmyślałam, przypomniała mi się pewna książka.
„Zaklinacz czasu”.
Czytałam ją kilka dobrych lat temu.
Jest w niej opowieść o człowieku, który chciał zapanować nad czasem i posiąść jego tajemnicę. Ta chęć urosła jeszcze bardziej, kiedy przyszło zmierzyć mu się ze śmiertelną chorobą ukochanej osoby. Spakował się więc i wyruszył w świat, poszukując dla niej ratunku.
Ale w końcu coś zrozumiał. Przestał szukać i zawrócił.
Bo nie jest ważna obietnica nieśmiertelności. Prawdy i dziwy, których nie jest w stanie pojąć ludzki umysł. To wszystko być może i tak nadejdzie. Nieuchronnie i w swoim czasie.

Jesteśmy bardzo niecierpliwi, ciekawi, ambitni.
Chcemy wiedzieć wszystko.
Poznać tajemnice. Odkryć sekrety.
Znaleźć pocieszenie i spokój.
Szukamy, pytamy, zastanawiamy się nad sensem. A umyka nam to, co właściwie najważniejsze.

Człowieczeństwo.

Możliwość przeżywania całej palety emocji. Pięknych, dobrych, wyjątkowych. Cieszenia się sobą. Szukania przyjemności w małych chwilach.

Sięgamy po to, na co nie mamy większego wpływu, a zapominamy o tym, co najbliżej. Snujemy teorie o wielkim projekcie i życiu po życiu, a nasz ziemski statek zostawiamy bez kapitana.
Nie zaznaczamy portów do odwiedzenia na naszych mapach.
Nie czujemy powiewu wiatru na twarzy.
Nie zachwycamy się wschodami i zachodami słońca.

Marzenia zostawiamy sobie do przeżycia w następnym życiu.

A ten ziemski teatr przecież codziennie wystawia scenografię właśnie dla nas.
Jego scena nie powinna zostać pusta.
Powinna mieć zawsze swojego bohatera pierwszego planu.

***

Dla ludzkich, szalonych umysłów zawsze będzie jakieś życie po życiu.
Lepsze, piękniejsze, bez bólu i cierpienia.

W tym życiu i kolejnym, jeśli istnieje.

I niech sobie będzie.
I przychodzi w swoim czasie.

Bo to życie też jest warte życia.
I jego każda, mała chwila.