Michel Punke zjawa recenzja

Zjawa. Książka czy film?

Podobno jeden obraz może wyrazić więcej niż tysiąc słów. Coraz częściej mam dziwne wrażenie, że w przypadku adaptacji filmowych jest zupełnie inaczej.

Znacie jakąkolwiek dobrą filmową adaptację?

Nie jestem typowym kinomaniakiem, za to jak odkurzacz wciągam książki. Naturalną koleją rzeczy więc, kiedy tylko na ekranach pojawia się film na podstawie książki, zaczynam się nim interesować. Niestety jak do tej pory widziałam jeden tylko film, który przerósł książkowy pierwowzór. Mowa o „Dziwnym przypadku Benjamina Buttona” z Bradem Pittem, Cate Blanchett i Tildą Swinton, do którego scenariusz powstał w oparciu o opowiadanie Francisa Scotta Fitzgeralda.

Zjawa. Książka przed filmem

Ale wracając do tematu. Twóców „Zjawy” zainspirowała książka Michaela Punke o tym samym tytule. Paradoksalnie to film nakręca teraz sprzedaż samej książki. Inspiracja to przy tym bardzo dobre słowo, bo książka i film opowiadają właściwie dwie alternatywne historie.
Celowo wstrzymywałam się z oglądaniem ‘Zjawy”. Za dużo było w niej Leosia. Za dużo gadania o jego Oscarze. Za dużo szumu. Pierwszeństwo wolałam dać książce. Nie żałuję.

Zjawa. Fantastyczna książka i przeciętny film

Czytałam już wiele opinii, że powieść raczej nie jest dla kobiet zaczytanych w literaturze pięknej w bardziej romantycznym i cywilizowanym wydaniu. Ponieważ jednak wiele lat temu zaczytywałam się w powieściach Karola Maya i innych indiańskich historiach, dla których tłem był dziki zachód, „Zjawa” wydawała mi się niemal podróżą sentymentalną do tych dawnych lat.
I faktycznie. Punke fantastycznie odmalowuje dzikie krajobrazy dawnej Ameryki, przedstawia codzienne życie traperów, kreśli życiorysy wielowymiarowych, wzbudzających sympatię (oprócz Fitzgeralda rzecz jasna) bohaterów. Całość składa się na wspaniałą i wciągającą opowieść nie tylko o zemście, ale i chęci przetrwania, wybaczeniu, podróży, samotności.
Znalazłam w niej też kilka wyjątkowych scen namalowanych w tak niezwykły sposób, że wciskały w fotel, wzbudzały wiele emocji, wzruszały. Ku mojemy wielkiemu rozczarowaniu nie ma ich w filmowej „Zjawie”. A to właśnie na nie najbardziej czekałam, bo była przekonana, że to właśnie one przekonały Amerykańską Akademię, by Oscar powędrował w ręce Leonarda.

Zjawa. Książka i film. Alternatywne historie o Hugh Glassie

Już podczas czytania zastanawiałam się, w jaki sposób twórcy opowiedzieli historię Hugh Glassa. W książce jest on co najmniej fascynujący, ma wiele twarzy. Robi wrażenie. W filmie niestety został uwikłany w banalną historię romantyczną jakich pełno wśród indiańskich legend, a jego losom zupełnie niepotrzebnie dodano dramatyzmu. W porównaniu z książką film wydał mi się chaotyczny, zbyt brutalny, rozciągnięty do granic możliwości, a sam bohater wręcz niezniszczalny. Z każdą minutą oglądania byłam coraz bardziej rozczarowana, zawiedziona i przekonana, że Leonardo właściwie uratował film, bo gdyby nie on, przeszedłby bez echa.

Hugh Glass – kolejny bohater amerykańskiej mitologii

Amerykanie kochają historie o swoich bohaterach. Mają swoją prawdziwą mitologię. Herosów z krwi i kości, którzy do dziś wzbudzają w nich szacunek. I właśnie takie postaci można spotkać w książce Michaela Punke. Mają twarde charaktery, wyjątkową siłę woli, instykt, który pomaga im przetrwać.
Może nie jest to beletrystyka do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Ale na pewno warto po tę książkę sięgnąć. A na pewno poświęcić czas książce i darować sobie film.