Zimowy Ogród, Kristin Hannah Fragmenty Ubrane

Zimowy Ogród, Kristin Hannah (cykl Fragmenty Ubrane)

Jeśli znacie, „Słowika”, to pewnie na każdą kolejną powieść Kristin Hannah patrzycie przez pryzmat tej właśnie powieści. Rzadko trafiają się tak mocne i udane debiuty, a chociaż „Słowik” zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, to do kolejnych powieści Kristin Hannah jakoś specjalnie mi się nie spieszyło. Do czasu, aż nie pojawił się „Zimowy ogród”, a jeszcze dodatkowo zachęciły mnie dobre recenzje tej książki.

Tej powieści aż trudno nie porównywać ze „Słowikiem”, a podobieństw jest w niej naprawdę sporo. Hannah jak zawsze w typowo amerykańskim stylu gra na emocjach, lubi zaskakiwać, a swoją opowieść znów snuje na dwóch planach – mamy czasy współczesne i cofamy się wraz z jej bohaterami do przeszłości i czasów drugiej wojny światowej. Tym razem jednak to nie Paryż jest miejscem akcji a Leningrad. I jeszcze jedno podobieństwo – „Zimowy ogród” to kolejna bardzo kobieca powieść, w której kluczowe role odgrywają siostry, mające pokaleczonych w czasach wojny rodziców, do których trzeba dotrzeć. W „Zimowym ogrodzie” jest jednak o tyle inaczej, że tą zamkniętą w sobie postacią jest matka bohaterek, a bolesną przeszłość opowiada i jednocześnie oswaja w formie baśni, która wcale nie ma szczęśliwego zakończenia.

zimowy ogród, Kristin Hannah

W „Zimowym ogrodzie” zdecydowanie bardziej rozbudowana jest ta część współczesna, a akcja rozpoczyna się w bardzo dramatycznym dla wszystkim momencie – głowa i zarazem ostoja rodziny zaczyna chorować na serce i wkrótce umiera. Zanosi się, że wraz z jego odejściem ta krucha rodzina się rozpadnie, ale z każdym kolejnym rozdziałem okazuje się, że koniec to jednak w tym wypadku nowy początek.

Siostry w „Zimowym ogrodzie” to w zasadzie skrajne przeciwieństwa. Starsza Meredith ma poukładane, spokojne życie i z pozoru szczęśliwą rodzinę. Młodsza Nina to niespokojna dusza, którą nosi po świecie – pracuje jako fotoreporterka, a zdecydowanie najlepiej czuje się tam, gdzie dużo się dzieje. A chociaż jedna i druga są na swój sposób spełnione, to czegoś w ich życiu brakuje. Jak przekonuje Hannah, kobieta, żeby w pełni zrozumieć i poznać siebie, musi poznać historię swojej matki. I właśnie owa starsza pani – Anja – jest kluczem do serca sióstr Whitson. Jak dla mnie jest to również zdecydowanie najciekawsza postać tej powieści. Na początku Anja ukazana jest jako chłodna i niedostępna Rosjanka, która zimą ma wyjątkową skłonność do depresji i przesiadywania boso w swoim zimowym ogrodzie.

Zimowy Ogród, Kristin Hannah Fragmenty Ubrane

Jak się okazuje, wszystko ma swoją przyczynę, a z wierzchu skute lodem serce staruszki jest tak naprawdę wyjątkowo silne i czułe tak jak dzika, romantyczna i nieprzewidywalna bywa prawdziwa rosyjska dusza. Jeśli z kimkolwiek miałabym porównać główną bohaterkę „Słowika”, to właśnie z nią. Historia Anji właściwie niemal od początku mocno wciąga, a chociaż momentami wydaje się aż za bardzo naciągana, żeby wzbudzić jeszcze więcej emocji, to jednak ta jej historia jest wciąż prawdopodobna.

Zimowy Ogród, Kristin Hannah Fragmenty Ubrane

„Zimowy ogród” to nie tylko opowieść o wojnie i siostrach, ale przede wszystkim wspaniała opowieść o wielkiej sile miłości. W tej powieści ma ona swoje góry i dołki, wzloty i upadki, ale wciąż pozostaje tym samonakręcającym się motorem do działania, pod warunkiem oczywiście, że jest prawdziwa. Hannah zna jeden sposób, żeby to sprawdzić – wystarczy zadać sobie pytanie – czy gdybyś wiedziała, jak potoczy się twoje życie i wiedziała, dokąd cię to wszystko zaprowadzi, czy mimo to zdecydowałabyś się na to jeszcze raz? I jednocześnie przypomina banalną wręcz rzecz – że miłość i związki zarzynają tak naprawdę nie próby losu, wojna i cierpienie albo monotonia i szara codzienność, a brak komunikacji.

Zimowy Ogród, Kristin Hannah Fragmenty Ubrane

W zasadzie „Zimowy ogród” wypada u mnie znacznie słabiej niż „Słowik”, ale to rozczarowanie to tylko efekt wysoko postawionej poprzeczki. Kristin Hannah pisze naprawdę fajnie, a prosta i ciekawie napisana historia, jest niezłą zachętą do własnych przemyśleń. Nie wiem czy do „Zimowego ogrodu” będę jeszcze wracać. Może za kilka, kilkanaście lat, ale na pewno za jakiś czas skuszę na jedną z kolejnych powieści Kristin Hannah.

Nie wiem jak długo ta recenzja czekała na zdjęcia i obowiązkową zimową scenerię, ale w końcu się doczekała. Dziś śnieg to już tylko miłe wspomnienie na tych zdjęciach. Szkoda, ale pierwsze powiewy wiosny wyjątkowo koją ten zimowy smutek.

Zimowy Ogród, Kristin Hannah Fragmenty Ubrane
Lubię połączenie kolorów, które mam na sobie, ale dopiero kiedy spojrzałam na zdjęcia, zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę mam na sobie typowe zimowe barwy. Ubrania komponują się kolorystycznie z tłem – jest kremowy, prawie biały jak śnieg płaszcz, zielona spódnica nawiązująca kolorystycznie do zimozielonych drzew i wreszcie ciepłe, stonowane brązy, które mają w sobie sporo spokoju i ciepła.
Zależało mi na klimacie retro tych zdjęć i efekt zrobił w zasadzie… warkocz.
Kolorystyczny minimalizm przełamują fantazyjne kroje. Klasyczny jest tu tylko karmelowy golf. Reszta ma swój charakter. Płaszcz o pięknej fakturze ma wyrazisty kołnierz, zielona spódnica porusza się majestatycznie i lekko dzięki falbanom, a skórzany kuferek sprawia wrażenie, jakby skrywał w sobie niejedną tajemnice. Nawet buty, których niestety za bardzo nie uchwycił aparat, to indywidualiści. Niby sztyblety, ale na obcasie i to bardzo wysokim.