Zdobyć to, co tak ulotne recenzja

Zdobyć to, co tak ulotne, Beatrice Colin

Lubię książki, których akcja dzieje się w Paryżu. Mają szczególny, romantyczno-artystyczny klimat. Można liczyć albo na romans albo pasjonującą podróż śladami sławnych, bogatych i utalentowanych ludzi i ich dzieł. W co lepszych pozycjach jest i jedno i drugie.

Właśnie na to liczyłam, kiedy zdecydowałam się przeczytać, „Zdobyć to, co tak ulotne”. Miało być o miłości, Paryżu schyłku XIX wieku, sztuce i budowie najsłynniejszej wieży świata.
I było.
A ja bardzo mocno się wciągnęłam w opowiadaną historię. Polubiłam bohaterów, zamykałam oczy i przenosiłam się do Paryża. Niemal widziałam, jak każdego dnia Wieża Eiffela jest większa i większa, a potem dostałam zawrotów głowy, kiedy główna bohaterka zdecydowała się iść na piechotę, schodami na samiusieńką górę.

Bardzo wczułam się w tę historię, więc zdziwiłam się, że w recenzjach tak mało zachwytów i tak dużo zarzutów o banał, spłaszczanie tematów, stworzenie papierowych i mdłych postaci. Ale cóż. Dla każdego coś miłego, a mnie „Zdobyć to, co tak ulotne” urzekło.
Może za sprawą bohaterki, która jest właściwie moją równolatką.
Może ze względu na zamiłowanie do starych powieści Stendhala, Balzaca, Flauberta. Bo Paryż z tej powieści właśnie bardzo dobrze oddaje klimat Paryża z tamtych dawnych lat.
A może przypomniało mi się, jak kiedyś kibicowałam Pani Stawskiej, a mimo wszystko Wokulski wybrał Izabelę.
A może zadziałało wszystko po trochu.

Powieść ma kilka wątków. Ten główny to oczywiście romantyczna historia. Już od pierwszych stron i szybowania w chmurach w gondoli balonu można wyczuć, że romans wisi w powietrzu. I tylko czeka się na ciąg dalszy. Niecierpliwość jest tym większa, że kroi się niezły mezalians. Młoda i biedna wdowa wpada w oko zdolnego i świetnie już ustawionego architekta. Mógłby mieć każdą. Ale serce nie sługa… Zresztą nie tylko jego. Rodzeństwo Arrolów, którym opiekuje się Cait również pakuje się w niezłe tarapaty. Ale kto nie zwariowałby w Paryżu, mając 20 lat…

W „Zdobyć to, co tak ulotne” spodobał mi się klimat powieści. Jest o Paryżu, sztuce, modzie, plotkach i salonach. A między tym wszystkim zgrabnie przewija się motyw budowania Wieży – od kopania fundamentów, po wciąganie flagi Francji na sam szczyt podczas uroczystego otwarcia. Może rzeczywiście wątek roli i miejsca kobiety w świecie jest spłaszczony, trochę stereotypowy, zamknięty w wymownej, ale oklepanej metaforze kobiecego gorsetu. Może z tej historii rzeczywiście można było wycisnąć znacznie więcej. Ale pomimo tego wszystkiego, jest dobrze, a „Zdobyć to, co tak ulotne” przeczytałam z wyjątkową przyjemnością.

Wydawca, na odwrocie okładki pyta, ile można poświęcić w imię miłości? W reklamach powieści znaleźć można opinię, że książka jest dla osób, które wierzą w miłość.

Ja w nią wierzę.
Autorka chyba też, chociaż miałam co do tego poważne wątpliwości. I choćby już dlatego warto sięgnąć po „Zdobyć to, co tak ulotne”.