Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino

Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renée Carlino

„Zanim zostaliśmy nieznajomymi” to obecnie jedna z lepiej wypromowanych książek. Pojawia się w zakładkach z nowościami wszystkich czołowych księgarń internetowych, co rusz wyskakuje na instagramowych zdjęciach. Przy tym drugim zapewne duża jest zasługa samej okładki. Jest romantyczna i zmysłowa, utrzymana w jasnej kolorystyce. Świetnie wypada na zdjęciach, budzi pozytywne emocje, nie przypomina okładki żadnej innej książki.

W dodatku książka miała swoją premierę w okolicach walentynek – to idealny termin, by wypuścić do sprzedaży książkę o miłości, przeznaczeniu i spotkaniu po latach. Jeśli jednak odsunąć promocję i okładkę na bok, co pozostanie?

„Zanim zostaliśmy nieznajomymi” to wspaniałe czytadło, które błyskawicznie się czyta. Książka liczy ponad 300 stron, ale właściwie bez znużenia można przeczytać ją w niespełna jeden dzień. Jest trochę nostalgiczna, trochę młodzieńczo naiwna, doprawiona goryczą straconych lat, których nie da się już odzyskać. Szczerze mówiąc jednak, nie rozumiem fenomenu tej powieści. Z jednej strony wciąga, ale z drugiej pozostawia pewien niedosyt, coś w niej zgrzyta. Wielokrotnie miałam mocne wrażenie, że książka jest mocno przesłodzona, mało realistyczna, a przedstawiane w niej postaci zbyt jednostronne i pozbawione głębi, wręcz stereotypowe. Właśnie takie są mocno snobistyczna rodzina Matta, patologiczna rodzina Grace, a czasami również i para głównych bohaterów. Chociaż autorka losy Matta i Grace przecięła dwa razy – najpierw we wczesnej młodości i drugi raz, 15 lat później – odnieść można wrażenie, że mający już ponad 30 lat na karku bohaterowie wciąż zachowują się i reagują jak typowi nastolatkowie, którzy nie mogą się pogodzić, że tak okrutnie zostali potraktowani przez życie.

Ciekawa jest już jednak sama konstrukcja tej powieści. Zaczyna się od nieoczekiwanego spotkania po latach. Bardzo emocjonalnego, dramatycznego, wręcz nieprawdopodobnego, które sprawia, że bohaterowie zaczynają wracać wspomnieniami do przeszłości i zastanawiać się, co by było gdyby. Później autorka zgrabnie do tych wspomnień wraca, opowiada historię dwójki bohaterów, na przemian z perspektywy Matta i Grace. Są pierwsze mocniejsze bicia serca, pierwsze obawy i wątpliwości, małe szczęścia i młodzieńcze rozczarowania. Wreszcie pojawia się pytanie najważniejsze – czy dla czegoś, co wydaje się miłością na całe życie warto poświęcić własne marzenia? Ani Matt, ani Grace tej pewności nie mają. Przeciwnie, wielokrotnie dochodzą do wniosku, że poznali się za wcześnie, a dorosłe decyzje zdają się w wielu momentach ich przerastać.
Z drugiej strony jednak książkowy Matt w wielu sytuacjach wydaje się aż zaskakująco za bardzo dojrzały jak na swoich 21 lat.

Renée Carlino pisze głównie z myślą o młodych czytelnikach i kobietach. „Zanim zostaliśmy nieznajomymi” znacznie bliższa jest jednak bardzo modnemu obecnie nurtowi new adult. Książka w jakiś sposób się wyróżnia, niekiedy ujmuje zgrabnymi i bardzo trafnymi sformułowaniami, ale nie zapada szczególnie głęboko w pamięć. To bardziej materiał na filmową, romantyczną historię, żeby poprawić sobie nastrój w babskim gronie. Jedną z wielu podobnych, lekkich, przyjemnych i podnoszących na duchu. Od rasowej literatury, nawet tej typowo kobiecej, chciało by się już jednak czegoś więcej.

  • Ewa

    Zdecydowanie bardziej wolę “mocniejsze” książki :)