Zagubieni w Paryżu

Zagubieni w Paryżu, Anna Laura Rucińska

Paryż się nie starzeje. Jest ponadczasowy. Równie dobrze wypada w książkach spod znaku płaszcza i szpady, czasach belle epoque, szlachetny urok ma w powieściach wojennych. Ale to wszystko już było. Być może dlatego zaintrygowała mnie książka, która opowiada o Paryżu z szarych czasów – lat 80., kiedy w Polsce zaczynał się stan wojenny.

O stworzenie takiej historii pokusiła się Anna Laura Rucińska i napisała powieść o Paryżu i Polakach widzianych oczyma obcokrajowców. Pomysł i perspektywa interesujące, ale jak wygląda to w praktyce?

„Zagubieni w Paryżu” nie zaliczają się do obszernych książek. Z powodzeniem wystarczy na nią jedno leniwe popołudnie i wieczór. Nie wiem jednak czy to działa na korzyść tej powieści. Rucińska stworzyła mnóstwo postaci, których charaktery są ledwo zarysowane w książce, różne wątki są urwane, niedokończone, aż się proszą o kontynuację, której nie ma. Opowieść w dodatku znacznie by zyskała, gdyby inaczej obsadzić postaci, bo to te drugoplanowe są znacznie bardziej interesujące i mogłyby dodać powieści sporo uroku. Autorka postanowiła inaczej. Najważniejszą rolę w „Zagubionych w Paryżu” odkrywa Valerie – niezależna, zbuntowana i ambitna Australijka, którą świat rzuca w różne miejsca na świecie. Romantyczna miłość wiedzie ją z Anglii do Włoch, a potem rozpacz zmusza ją do ucieczki do Australii, by ostatecznie odnaleźć dom i miłość we Francji.

Nowa miłość Valerie, tym razem do Polaka działającego w opozycji, ma przyciągnąć czytelników i właśnie ten wątek wyeksponowany jest na tylnej okładce książki. Według mnie trochę niesłusznie, bo chociaż najbardziej interesujący, to nie zajmuje w książce wiele miejsca, a romans kończy się, zanim na dobre się zacznie. Szkoda, bo z tego wątku można było wyciągnąć znacznie więcej.

Za coś jednak „Zagubionych w Paryżu” można pochwalić. Najbardziej interesujący w książce jest motyw stanu wojennego. Polska i Polacy w książce stają się modni, a chociaż bohaterowie znajdują się w jednej ze stolic świata, to wszystkie oczy i uszy zwrócone są właśnie w kierunku Wschodu. Polska ma swoje 5 minut i świetnie je wykorzystuje. Na czasie są polskie polityka i kultura, a zakochana po uszy Valerie angażuje się w sprawę polską jeszcze bardziej – najpierw uczy się języka, a potem rusza z akcją humanitarną za żelazną kurtynę z nadzieją, że odnajdzie Andrzeja. To jednak Polacy z krwi i kości ostatecznie zdobywają jej serce, wyprawa staje się przełomowa w jej życiu, a polskich mężczyzn klasyfikuje odtąd jako oddzielną podkategorię w grupie mężczyzn.

Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Chciało by się od niej znacznie więcej. Tymczasem bohaterowie rzeczywiście zdają się być mocno zagubieni i to nie tylko w Paryżu, a sama powieść staje się przez to dość chaotyczna. Do powieści przyciągnął mnie Paryż w tytule. Mimo jednak, że zapowiadało się, że tym razem przeczytam coś innego i niewątpliwie oryginalnego, to znacznie więcej przyjemności miałabym z sięgnięcia po kolejną ale sprawdzoną opowieść wojenną albo historię spod znaku płaszcza i szpady.