elvis

Elvis żyje

Króla przedstawiać nie trzeba. Nażelowane włosy, lekko skrzywiony uśmiech, sceniczny kombinezon i nieodłączna gitara tak typowe dla Presleya stały się wkrótce znakiem rozpoznawczym tysięcy Elvisów. Spotkać ich można najpewniej w Stanach Zjednoczonych, a najliczniej w rodzinnym mieście Elvisa – Graceland. Okazała rezydencja, jak przystało na króla, jest drugim, po Białym Domu, amerykańskim obiektem najchętniej odwiedzanym przez turystów. Dziś przeżywa pewnie prawdziwe oblężenie, bo właśnie mija 36 rocznica śmierci Elvisa.

Król popkultury zamiast tradycyjnego monarchy

Amerykanie własnych królów nie mieli. Królów zastąpiły ikony popkultury, które cieszą się znacznie większą popularnością niż kiedykolwiek koronowane głowy. To ich podobizny są na tysiącach gadżetów, a nawet po śmierci gwiazdy takie jak Elvis zarabiają jeszcze grube miliony dolarów i zdobywają kolejnych fanów. W dodatku ich sukces wcale nie wydaje się dziełem przypadku. Mówiąc o Elvisie, spojrzeć wystarczy na jego artystyczny dorobek: 72 albumy studyjne, 19 ścieżek dźwiękowych, ponad 100 singli, miliard sprzedanych płyt, jeśli wierzyć Wikipedii, ponad 1000 koncertów, 52 trasy i to w niespełna 10 lat. Może sława i tytuł króla rock&rolla przyszły szybko, jednak Elvis aż za dobrze udowodnił, że nie otrzymał tego wszystkiego na wyrost.

Elvis

Słodko-gorzką biografię Elvisa znaleźć można dziś praktycznie w każdej encyklopedii i leksykonie muzycznym. To on przecież ukształtował muzyczny świat, nadał mu kierunek, zwrócił oczy a raczej uszy świata na muzykę Afroamerykanów. Przy tym podbił serca swoim zadziornym sposobem bycia. Zarówno na scenie, jak też i w filmach wykreował siebie na sympatycznego dowcipnisia o nieodpartym uroku, któremu właściwie nikt nie potrafił się oprzeć. Przebojowe piosenki zdawał się tworzyć na zawołanie i wyciągał je za każdym razem niczym czarodziej z kapelusza. Love Me Tender, It’s Now Or Never, Heartbreak Hotel, Suspicious Minds, Teddy Bear, Hound Dog, Blues Suede Shoes, Jailhouse Rock, Surrender, Are You Lonesome Tonight, Return to Sender… i setki innych, które rozbrzmiewały nie tylko w stacjach radiowych, ale również z szaf grających i gramofonów w prywatnych domach. Piosenek Elvisa nie wypadało nie znać.

O deprawowaniu młodzieży

Po Elvisie jednak zostały nie tylko same piosenki, ale również wspaniałe anegdoty. Przykłady? Znany ze swojego charakterystycznego, pełnego energii tańca, Elvis zabawnie komentował, że według niektórych ruchy jego bioder mają rzekomo deprawować nastolatków. Media jednak znalazły na to sposób i w telewizji miano pokazywać króla jedynie od pasa w górę. Z typowym dla siebie uśmiechem król dodawał, że dojdzie do momentu, kiedy dostanie zakaz poruszania palcem.

Ze śmiechem o samotności

Do historii przeszła również jego wersja piosenki Are You Lonesome Tonight, powstałej jeszcze w latach 20. XX wieku. Podczas samych koncertów Elvis dodawał do niej swój własny komentarz i okraszał go swoim perlistym śmiechem. Raz jednak sytuacja zupełnie wymknęła się spod kontroli, kiedy piosenkę przyszło zaśpiewać mu ze śpiewaczką operową. Kiedy Elvis już raz zaczął się śmiać, nie był w stanie opanować się już do końca piosenki. Takich rozbrajająco szczerych momentów, które niewątpliwie sprawiały radość Elvisowi, było znacznie więcej, jednak z perspektywy czasu i w odniesieniu do samego Elvisa ta piosenka wcale nie miała sentymentalnego, ani tym bardziej zabawnego wydźwięku. Co jak co, ale uczucie samotności znał chyba aż za dobrze, a scena w jego przypadku zrobiła się pusta, kiedy Elvis miał zaledwie 42 lata.