tort

Polak jak trzcina na rynku pracy?

Okładka dzisiejszej „Polityki” nie pozostawia wątpliwości. Polacy zarabiają za mało. W stosunku do własnej wydajności, w porównaniu z krajami Unii. Samo dossier w środku numeru wpędza w jeszcze bardziej depresyjny nastrój.

Rynek pracodawcy

Regularnie zmniejsza się liczba nowych miejsc pracy, średnio co piąty szukający pracy znajduje zatrudnienie, a przepustką do pracy dawno już nie jest dyplom wyższej uczelni. Pracować chce coraz więcej osób: studenci, kobiety, które do niedawna zostawały w domach, osoby starsze, które chcą dorobić do pensji czy emerytury. Konkurencja rośnie, bo za darmo lub za pół darmo chce pracować absolwent bez doświadczenia czy bezrobotny, który zadowoli się piątakiem za godzinę i umową na czas określony. Nic więc dziwnego, że o stołki drżą ci, którzy je jeszcze mają, bo na ich miejsce zawsze jest 20 chętnych. Do przegryzienia są dodatkowe obowiązki, dyspozycyjność po godzinach, do przełknięcia są cięcia w premiach, obniżanie zarobków, odmawianie przywilejów. Pracodawcy się panoszą, wyzyskują, tną, redukują, a zyski zagarniają dla siebie, uzasadniając że koszty przecież można i trzeba obniżać, bo w Polsce kryzys, a płace są i tak zbyt wysokie.

Ponura wizja przyszłości

Praktycznie wszystko, co już wiemy, poparte przez tabelki i dane procentowe. Optymizmem wcale nie wieje na zakończenie tekstu. Pracy w Polsce raczej nie przybędzie, a przedsiębiorcy raczej nie podniosą pensji i nie będą zatrudniać, jeśli nie wzrośnie konsumpcja. Koło się zamyka.

Sytuacja bez wyjścia?

Po przeczytaniu można się usprawiedliwiać, że jest źle, że siła wyższa, że nie ma się wpływu na sytuację na rynku pracy, a wszystkiemu winien jest rząd i zachłanni szefowie. Dlaczego jednak zwalać wszystko na to, co od nas nie zależy i robić z tego sytuację bez wyjścia? Są przecież 2 światełka w tunelu, które są mocno przyćmione przez pozostałą część tekstu.

Więcej kreatywności, mniej krytyki

Jasno na białym stoi, że bogatsze są kraje i więcej zarabia się tam, gdzie przeważa kreatywność nad prostymi pracami. Czyli nie “pan mi da i powie jak, a ja będę kreatywny”, tylko “mam na to swój pomysł”. Takich pracowników z inicjatywą ze świecą szukać, a do cudzych pomysłów zawsze znajdą jakieś ale. Polska mentalność. Aktywność kończy się na krytykowaniu. Jeśli potrafi się “lepiej”, warto spróbować. Metodą prób i błędów pewnie w końcu znajdzie się swoją drogę w życiu.

Komputery – pomoc czy konkurent na rynku pracy?

Po drugie redukcje etatów zwala się na wprowadzanie unowocześnień. Roboty, maszyny i komputery zabierają pracę szeregowym pracownikom. Właściwie zabierają czy wyręczają? Przecież komputery to ułatwienie, które pozwala oszczędzać czas, zająć się czymś ciekawszym, bardziej twórczym, ambitnym, stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej. Dlaczego nigdy nie patrzy się na to z tej strony? Człowiek ma przewagę nad maszynami w tym, że jednak myśli, ale w wielu przypadkach jego aktywność sprowadza się właśnie do działania skierowanego na „daj mi pracę” i „powiedz mi, co mam robić”. Brakuje tylko nadrukowanego klawisza enter na czole. Technologia widać płata figla, a wyręczanie przestaje być na rękę, kiedy nie ma się ciekawszej, bardziej ambitnej alternatywy, pomysłu lub po prostu nie chce się ryzykować samodzielności, niezależności, działania na własną rękę i brania odpowiedzialności za te zadania. W kreatywności jest siła, a twórcze działanie może dodać wyjątkowej energii. Trzeba się tylko zdecydować i postawić ten pierwszy krok.

Uszczknąć z tortu jak najwięcej

Lubię metaforę o torcie. Jest wyjątkowo obrazowa i właściwie uniwersalna, można ją odnieść do wszystkiego, do sportu, do pracy, do polityki, do konkursów wszelakich. Niektórzy dostają podwójny kawałek tortu, inni zadowalają się cieńszym, bo trzeba dbać o linię, inni wygrzebują z wierzchu orzechy, a jeszcze inni czekają na okruszki. Najlepiej na wszystkim wychodzą z reguły ci, którzy są najbliżej stołu i najgłośniej domagają się swojej porcji. W pracy najwięcej zyskują szefowie, a pracownicy potulnie czekają na swoją kolej, która pewnie szybko nie nadejdzie. A przecież wszystko można rozegrać inaczej, walczyć o swoje albo “upiec nowy tort”. Nie ma sensu poddawać się pesymistycznym nastrojom, tylko działać, planować, wykorzystywać możliwości, pamiętając przy tym, że cały tort powoduje jednak niestrawność, warto się nim delektować (bo tak smakuje najlepiej) i wtedy dla wszystkich go wystarczy. Przedsiębiorca na rynku pracy jest jak gospodarz i tylko od niego zależy, jakie urządzi przyjęcie. Czy zagarnie tort dla siebie, czy zadba o to, żeby goście dobrze się bawili. Jedno i drugie może przynieść przyjemność, a im lepsze nastroje, tym większa chęć do przyjęć i więcej powodów do świętowania.