Ty jesteś moje imię, Katarzyna Zyskowska-Ignaciak recenzja

Ty jesteś moje imię, Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Po fenomenalnej „Historii złych uczynków” zainteresowałam się innymi książkami Katarzyny Zyskowskiej. Trochę ich w swoim dorobku ma, ale długo nie wybierałam tytułu, który zdecyduję się przeczytać w następnej kolejność. Wybór niemal od razu padł na „Ty jesteś moje imię” z uwagi na tematykę. To fabularyzowana biografia Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a raczej piękna wojenna opowieść o jego wielkiej miłości do Basi Drapczyńskiej, z którą postanowił związać się na dobre i na złe, pomimo złych i niepewnych czasów, a może właśnie na przekór im.

Baczyński to właściwie fenomen. Wciąż wydaje się w jakiś sposób bliski, mimo że zginął już ponad 70 lat temu. To najczęściej jego nazwisko pada w odpowiedzi na pytanie o ulubionego poetę. Co rusz nawiązuje się do jego poezji. Kilka lat temu można było zobaczyć film Kordiana Piwowarskiego „Baczyński” z Mateuszem Kościukiewiczem. Jeszcze wcześniej wiersze Baczyńskiego po swojemu interpretowali Michał Żebrowski i Magdalena Cielecka. Co więcej, „Niebo złote ci otworzę…” w wykonaniu tego duetu wciąż można znaleźć w sieci. Postać poety świetnie przybliżają też książki Wiesława Budzyńskiego.
Ta popularność Baczyńskiego gwałtownie rośnie zawsze przy okazji każdej rocznicy powstania warszawskiego i wciąż w jakiś sposób ujmuje. Liczący ledwie dwadzieścia kilka lat poeta o blond włosach i niebieskich oczach był ulubieńcem na literackich salonach. Chętnie cytowali go studenci, krytycy nieustannie chwalili za wielki talent. Baczyński ujmował skromnością, autentycznością, wyjątkową jak na swój wiek dojrzałością, a jego legenda nawet po latach zdaje się nie słabnąć. Jaki Baczyński jest w książce Katarzyny Zyskowskiej? Z pewnością nieco inny.

„Ty jesteś moje imię” to przede wszystkim opowieść o miłości, opowiedziana nie z perspektywy Baczyńskiego, lecz jego żony, Barbary, która jak nikt inny znała jego mocne i słabe strony. W innych, lepszych czasach, zapewne wiodłaby u jego boku wspaniałe życie. W czasach wojny, to, co piękne i wartościowe doceniali tylko nieliczni. Zyskowska bardzo fajnie i przede wszystkim realistycznie kreśli tło historyczne w tej powieści. Fajnie buduje napięcie, oddaje klimat dawnych lat, jej postaci są w jakiś sposób bliskie, żywe, ale głęboko osadzone w czasach, w których przyszło im żyć.

Zyskowska nie tylko fajnie pokazała narodziny wielkiej miłości, ale i konflikty, z którymi Krzysztof i Barbara musieli sobie radzić, a przede wszystkim trudną relację z zaborczą matką Baczyńskiego, która nie mogła pogodzić się z faktem, że inna kobieta na zawsze odebrała jej syna.
W biografii Baczyńskiego zawsze ujmowało mnie to, że nie tylko pisał, ale kiedy przyszła taka potrzeba, po prostu chwycił za broń i poszedł walczyć o to, w co wierzył i o czym pisał. Im jestem starsza, tym trudniej jest mi go jednak zrozumieć i usprawiedliwić. Baczyński, mimo szlachetnych intencji i szczerych chęci, dobrym żołnierzem na pewno nie był. Wielokrotnie stwierdzenie to pojawiało się i w relacjach jego najbliższych i kolegów. Również w powieści Zyskowskiej właśnie te jego słabe strony są szczególnie mocno zarysowane, a sama postać staje się przez to rozdarta wewnętrznie i ciekawsza. Baczyński w „Ty jesteś moje imię” decyduje się walczyć, chociaż wie, że będzie wiązało się to z zabijaniem, że jego słabe zdrowie będzie go nieustannie ograniczać. To jednak można przegryźć i zrozumieć. Znacznie trudniejsze jest pogodzenie się z faktem, że w swoje dramatyczne wybory, mimo wszystko wciągnął spodziewającą się dziecka Barbarę. U Zyskowskiej to głównie ze względu na niego Basia została w Warszawie, to o niego cały się czas się martwiła, to jego wiersze miała zawsze przy sobie, kiedy dumna Warszawa stawała w ogniu i zamieniała się w smutne skupisko ruin i zgliszczy.

Czy to nie jest tak, że kiedy wiąże się swoje losy z drugą osobą, odpowiedzialność staje się ważniejsza od niezależności, a honorowe na pierwszy rzut oka decyzje mają w sobie coś z egoizmu? Czy szczytne ideały zgodnie z którymi wychowywali się młodzi ludzie tamtych lat faktycznie były najlepsze czy raczej wyrządzały krzywdę, bo dla wielu okazały się nieosiągalne i z miejsca przekreślały inne wartości? Jak to możliwe, że cenniejsze i bardziej godne podziwu stały się zabijanie i umieranie niż niewątpliwe talenty? Czy może na te pytania nie ma, nie było i nie będzie dobrej odpowiedzi? Tego nie umiem, a na pewno nie odważę się ocenić, bo jak historia pokazuje, są takie jej momenty, kiedy rzeczywistość i codzienne wybory potrafią przybierać aż za dużo odcieni szarości.

  • Wartości dużo zależą od czasów i społeczeństwa w jakim człowiek się wychował. Ciężko jest kogoś oceniać z zupełnie innej perspektywy. Nie wiemy co by dla nas było ważne gdybyśmy byli w zupełnie innej sytuacji. Jedni skrytykują gdy ktoś postawi rodzinę nad ojczyzna inni odwrotnie. Po książkę również chętnie sięgnę, zainteresowała mnie.

    • Masz rację, ciężko jest oceniać zwłaszcza tak trudne wybory. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym częściej dochodzę do wniosku, że są sytuacje, w których nie można podjąć słusznej decyzji, a każdy wybór w jakiś sposób będzie mocno ciążył.
      Po książkę niewątpliwie warto sięgnąć :)

  • Zuzanna Gasmej

    Mam nadzieje, ze my nigdy nie bedziemy musieli stawac w obliczu takich dylematow. Obejrze sobie film😉 bo czytajac ksiazke pewnie bym ryczala jak bobr przez dluzej.

    • Akurat mam na odwrót – płaczę najczęściej na filmach, a książki jakoś lepiej znoszę, chociaż też niektóre historie mocno przeżywam 😉

  • Katarzyna Mirek

    Bardzo zaciekawiłaś mnie tą recenzją, bo o samej pisarce nie słyszałam wcześniej

    • Warto poznać :) Ja na pewno będę sięgać jeszcze po inne książki Zyskowskiej :)

  • Zaiteresowało mnie zdjęcie, a na nim Tatuażysta z Auschwitz. Czytałam i swietna, a w recenzji o innej. Potrafisz zaskoczyć 😁 chyba skuszę się i na tą. Pozdrawiam