Tunturia, Maps

Tunturia, Maps

Mało kto zna ten zespół. Też poznałam go przez przypadek, kiedy miałam wyjątkową fazę na słuchanie tego, co nieznane, ale dobrze się zapowiada. Rozczarowania nie było. I to nie tylko u mnie. Bo komu nie włączyłam tej płyty, zawsze słyszałam komentarz w stylu „ładne, ale co to jest?”.

Zespół Tunturia znam od ładnych paru lat. Płytę „Maps”, ich pierwszy album, przesłuchałam prawdopodobnie setki, a na pewno dziesiątki razy. I jakoś nigdy nie doszłam do wniosku, że mi się znudziła. Prędzej czy później do niej wracam.

Tunturia to wcale nie taki młody zespół. Pochodzi z Kanady. Został założony w 2005 roku, a płyta „Maps” powstała w 2 lata później. Później ukazały się jeszcze 2 inne krążki, ale do żadnego nie wracam tak chętnie jak właśnie do „Maps”. Z intrygującą okładką. Kosmicznymi tytułami, w których pojawiają się satelity, chmury, roboty i wszechogarniająca cisza.

Płyta „Maps” to całkiem przyjemny muzyczny pejzaż. Ani nie za mocny, ani za subtelny. To nie jest tylko muzyka tła, ale świetny akompaniament do codzienności. Zajęć, do których aż się prosi, żeby czegoś słuchać, ale wokal rozprasza. Zestaw energetyczny, trochę nostalgiczny, wprawiający w dobry nastrój. Kompilacja miła, przyjemna, lekka, ale w jak najlepszym znaczeniu tego słowa. Na którą składają się gitary, perkusja, stłumione i powycinane dźwięki, słyszane jakby zza szyby i z bezpiecznej odległości.

Tunturii chce się słuchać.
Pod gwiazdami.
W długiej trasie.
W każdym nastroju.
W środku lata i w zimowy wieczór.

„Maps” jest tajemnicza, spokojna, ale nie monotonna. Dobra tym bardziej, że to pierwsza płyta tego zespołu.

I jak uwielbiam brytyjskich muzyków, bo ich utwory mają w sobie coś, typowo brytyjskiego, tak w utworach Tunturii jest coś zupełnie innego.
Kanada. Dokładnie taka, jaką mam w wyobraźni – z ukrytymi lasami, nieskażoną i dziką przyrodą i zawieszonymi nad tym wszystkim obłokami, które przyjmują najdziwniejsze kształty.
I jeszcze coś. Wyjątkowa przestrzeń.

Całej płyty dobrze się słucha. Ale moje muzyczne pewniaki to:
Cast Shadows on clouds,
Panic attack,
Sattelites,
Lost in the hidden forest,
October 4, 1957.

Warto posłuchać i to nie raz. Tym bardziej, że już nieśmiało zaczyna się deszcz meteorytów, a na niebie można powoli zacząć wypatrywać spadających gwiazd…