Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris recenzja

Tatuażysta z Auschwitz, Heather Morris

Ona miała błyszczące oczy. On romantyczną duszę, która kazała mu kochać kobiety, przynosić im kwiaty i czekoladki. Oboje byli młodzi, a kiedy ich spojrzenia się spotkały, czas się zatrzymał, a potem wszystko nabrało zupełnie nowego sensu. Para idealna jak z obrazka. Tylko tło trochę nieudane. Pasiaki zamiast zwiewnej sukienki i garnituru. Baraki i druty kolczaste zamiast krętych, wąskich uliczek letnią porą, którymi można spacerować trzymając się za ręce godzinami. Jednak nawet w miejscu takim jak Auschwitz zdarzyła się miłość.

„Tatuażysta z Auschwitz” to książka o upiornym tytule, przygnębiającej okładce, ale w środku kryje jedną z najpiękniejszych i najprawdziwszych historii o miłości, jaką kiedykolwiek zdarzyło mi się czytać. Dodatkowe wrażenie robi jeszcze to, że oparta jest na faktach i tym samym potwierdza, że to właśnie życie potrafi pisać najbardziej zaskakujące i piękne scenariusze.

Kiedy miejscem akcji książki jest obóz koncentracyjny, raczej nie można się spodziewać, że cała opowieść będzie miła, lekka i przyjemna. Autorka i wydawca już jednak na samym początku zdradzają, że ta historia ma dobre zakończenie, a jej główni bohaterowie, chociaż los ich nie oszczędzał i wiele razy stawiał w poważnym niebezpieczeństwie, to jednak na przekór wszystkiemu, żyli bardzo długo i to w dodatku szczęśliwie. Pomimo doświadczeń, a może właśnie dzięki nim. Jak nie spojrzeć życiowa trauma, która złamała niejeden kręgosłup moralny, tę dwójkę oszczędziła, a w dodatku jak na dłoni pokazała im, co w życiu liczy się tak naprawdę i jest najcenniejsze. Ta opowieść w wielu miejscach zawstydza. Przynajmniej mi kazała zadać sobie wiele razy pytanie, co ja właściwie wiem o miłości, jej wyzwaniach, mocy i głębi? Że nie wspomnę o samej umiejętności kochania, mocno, prawdziwie, bezwarunkowo, której wciąż jeszcze tak bardzo daleko do ideału.

Ale wracając do samej książki. „Tatuażysta z Auschwitz” to mimo wszystko ciepła powieść, w której chociaż to miłość wybija się na pierwszy plan, to jednak pięknie opowiedziano w niej też o przyjaźni, oddaniu, solidarności, ludzkiej życzliwości, która jest prawdziwym skarbem. Tytułowy bohater to Słowak, zdolny, bystry, szlachetny nagle wrzucony w sam środek brutalnej wojny, która rozdziela rodziny, sieje zniszczenie, a najbliższych już niejednokrotnie na zawsze zamyka w świecie pieczołowicie pielęgnowanych wspomnień. Powieściowy Lale już na dzień dobry jest sympatyczny. Nie sposób go nie polubić, a z każdym kolejnym rozdziałem pokazuje coraz to nowe szlachetne odcienie swojego charakteru. Jednocześnie to nie jest postać napuszona, nadmuchany do granic możliwości bohater bez skazy, a zwyczajny człowiek, który w każdej chwili, właściwie instynktownie dokonuje ważnych wyborów, które pozwalają mu chodzić wyprostowanym i wciąż śmiało spoglądać innym w oczy. Nic dziwnego, że do człowieka, który tak kocha życie i ludzi, los uśmiecha się szeroko. Daje w prezencie wspaniałą miłość, która jednocześnie dodaje sił, a jednocześnie ogromnej troski.

Książkowi Lale i Gita są właściwie jak każda młoda para. Uczucie zaczyna się u nich od nieśmiałych spojrzeń, potem są pierwsze listy, marzenia przed zaśnięciem, skradzione pocałunki podczas pierwszych spacerów. Ten, pierwszy etap zakochania również w tej powieści ma swoją niewątpliwą magię, wyjątkowy urok, chociaż autorka w pastelowe, liryczne wręcz wydarzenia potrafi brutalnie wpleść takie elementy, które natychmiast sprowadzają czytelnika i tych dwoje na ziemię, ale nigdy rzucają ich na kolana.

Opowieść z „Tatuażysty z Auschwitz” krzepi, chociaż nie wszystkie opowiedziane w niej historie mają szczęśliwe zakończenie. W końcu to Aschwitz, w którym z krematoryjnych kominów regularnie wydobywa się dym, a posiadający imię, nazwisko i wyjątkowe życie ludzie sprowadzani są do tatuowanego na ręce numeru. U Heather Morris to jednak cały czas są ludzie. Dobrzy ludzie, których charakterów nie są w stanie zmienić okoliczności i doświadczenia.

Fajnie ożywione na kartach książki postaci i wzruszająca historia miłosna to niewątpliwie najmocniejsze, chociaż nie jedyne, zalety tej powieści. Kawał dobrej roboty zrobiła autorka, Heather Morris, która wysłuchała wspomnień Lale’a Sokołowa, a potem z wyjątkową wrażliwością i empatią przelała je na papier. Nie dziwię się, że od zawsze widziała tę historię jako scenariusz do filmu, chociaż cieszę się, że w moje ręce trafiła właśnie książka i te wyjątkowe obrazy mogłam wyreżyserować sobie w głowie sama. Morris fajnie buduje napięcie, prowadzi akcję, sprawia, że od tej książki wręcz nie można się oderwać, bo tak mocno się kibicuje bohaterom. Morris wielokrotnie naraża ich na poważne niebezpieczeństwo, rozdziela i potem ponownie łączy, przez co cała opowieść jest jeszcze bardziej emocjonalna i wzruszająca. Jak mało która historia, „Tatuażysta z Auschwitz” pozwala uwierzyć też, że dobre zakończenia zdarzają się nie tylko w romantycznych filmach, ale również i w życiu, nawet jeśli okoliczności wcale na to nie wskazują.

  • Rzadko poruszany temat w tym kontekście… Dobrze ,że książka na ile jest możliwe kończy się optymistycznie, przynajmniej tak zozumiałam z recenzji..

    • Tak, ma dobre zakończenie, a mimo samej tematyki jest też na swój sposób krzepiąca.

  • książka zapowiada się na bardzo wzruszającą. przyznam, że to sa dla mnie zawsze trudne lektury, ale zapowiada się pięknie

    • Taka właśnie jest. Co najmniej kilka razy zakręciła mi się łezka w oku w czasie czytania.

  • Przepiekna historia :)

  • Danuta Brzezińska

    Jestem zachęcona, sporo juz przeczytałam na temat II wojny, bo to dla mnie interesujący temat. ta ksiązka będzie dopełnieniem.

    • Na pewno, różne czytałam książki o tematyce wojennej i obozowej, a “Tatuażysta z Auschwitz” bardzo się wśród nich wyróżnia.

  • Dziękuję za podrzucenie ciekawego tytułu. Książki dotyczące Auschwitz (czy to beletrystyka, czy podręczniki i pozycje naukowe) zawsze mnie ciekawiły. Może z racji miejsca urodzenia…

    • Zachęcam do przeczytania. Niesamowita książka :)

  • Kasia

    Ufff, tytuł książki jest tsk nacechowany traumą wojny, że na pewno bym po nią nie sięgnęła, a Twoja recenzja go odczarowuje.

    • Też jak pierwszy raz zobaczyłam tytuł i okładkę, przeszły mi ciarki po plecach i pomyślałam sobie, że nigdy po to nie sięgnę, ale zmieniłam zdanie i bardzo się cieszę. To wspaniała, krzepiąca książka, chociaż tematyka do lekkich nie należy.

  • Malisalia

    Nie ukrywam, że tematyka wojenna jest dla mnei bardzo ciekawa. Nie słyszałam o tej książce, ale bardzo zachęciłaś mnie tym wpisem. Dziękuję!

    • Polecam do czytania, ta książka naprawdę się wyróżnia wśród pozycji o tematyce wojennej i obozowej.

      • Malisalia

        wpisałam na listę :))

  • Aneta Bigoszewska

    Bardzo kontrowersyjny tytuł, słyszałam już o tej książce, ale przyznam, że moja świadomość otaczającego tych ludzi nieszczęścia nie pozwoliłaby traktować mi jej w kategorii pięknej historii.

    • Też początkowo myślałam, że na pewno jej nie przeczytam, na szczęście zmieniłam zdanie. Tematyka owszem nie jest prosta, ale na całą historię, kiedy już ma się świadomość, że będzie miała dobre zakończenie, patrzy się już z troszkę innej perspektywy.

  • Chyba musze przeczytac ta ksiazke. Niewiarygodna historia. W ogole, ze w takich ekstremalnych warunkach potrafila zdarzyc sie taka romantyczna milosc.