Tańczymy już tylko w Zaduszki, recenzja

Tańczymy już tylko w Zaduszki. Reportaże z Ameryki Łacińskiej

Ameryka Łacińska kojarzy się stereotypowo. Z prostym, radosnym życiem. Pełnymi energii ludźmi. Wielkimi miastami, które rozwijają się spontanicznie, w niekontrolowany sposób.

To dla nas kolebka telenowel. Świat, który podglądaliśmy, obserwując chodzącego boso przez świat Wojciecha Cejrowskiego. Ziemia Amazonki, soczystych owoców, pachnącej przyprawami kuchni, pięknych, ognistych kobiet i temperamentnych mężczyzn, którzy równie chętnie sięgają po gitarę, co biorą udział w ulicznych bójkach.

Ameryka Łacińska to świat kontrastów. Dynamiczny, egzotyczny, wielowymiarowy i zaskakujący. Widać to już na kartach przewodników turystycznych. A jeszcze bardziej w reportażach. Takich jak „Tańczymy już tylko w Zaduszki” Marii Hawranek i Szymona Opryszka.

Zbiór wydawnictwa Znak to 15 różnych historii z Kolumbii, Peru, Meksyku, Ekwadoru, Boliwii, Wenezueli, Brazylii i Paragwaju. O mniejszościach, prostych ludziach, którzy żyją z dnia na dzień, nie mają znanych nam pasji i wielkich marzeń.
Niektórzy z nich to ostatni przedstawiciele dawnych czasów, ostatni mieszkańcy zagubionych gdzieś głęboko w górach wiosek. Wyznawcy dawnych religijnych odłamów, których wartości i zasady nijak się mają do współczesnej rzeczywistości. Ale czy przez to są mniej wartościowi? Nie, bo to również dzięki nim kolorowa i mozaikowa Ameryka Łacińska jest właśnie taka, jaka jest.

Z 15 reportaży szczególnie spodobało mi się 5.

„Macondo” to historia ludzi, którzy żyją naprawdę w świecie pokazanym przez Marqueza w „Stu latach samotności”. Ludzi, którzy są dumni ze swojego rodaka, laureata Nagrody Nobla, ale jednocześnie nie czytają jego książek i nie chcą, by ich mała miejscowość na zawsze została nazwana słynną nazwą Macondo.

„Komendantka Mewa” to historia, która przeczy temu, że w Ameryce Łacińskiej to mężczyźni mają więcej do powiedzenia. Tytułowa Mewa to postać niezwykła. Bardzo silna i niezależna. Zaskakujące tym bardziej, że miała trudne dzieciństwo i bardzo skomplikowane relacje z matką. Ale być może to właśnie te życiowe trudy hartują najbardziej. Mewa szybko odnajduje się w nowej rzeczywistości, spełnia marzenia, realizuje się w trudnej, niebezpiecznej i pełnej wyzwań pracy. Zachowuje własną niezależność i serce, chociaż życie wcale jej nie oszczędza. Jest prawdziwa, ludzka, budzi podziw i sympatię.

„Wybieg za kratami” to już historia z pogranicza wielkiego świata mody. O realizacji pewnego modowego projektu, w którym krawcami są peruwiańscy więźniowie. Odsiadujący wyroki, pokutujący za zbrodnie, a jednocześnie pracujący, żeby zarobić na potrzeby najbliższych osób, które wciąż muszą dawać sobie radę w życiu.

„Tańczymy już tylko w Zaduszki” to tytułowy reportaż. O umierającej wiosce, która opustoszeje na dobre, kiedy umrą ostatni, bardzo wiekowi już mieszkańcy. Tytuł tego reportażu jest trochę przewrotny. W Ameryce Południowej Zaduszki są inne niż w Polsce. To radosne święto, w które się śpiewa i tańczy. W tej umierającej wiosce jest podobnie. Jedynie w Zaduszki mieszkańcy ożywają, tańczą i świętują. Żywi, a jednak w jakimś sensie już umarli i wyłączeni z tego świata.

„Daj mi” to z kolei pociągająca historia w hippisowskim klimacie. O ayahuasce i tajemnym, religijno-duchowym rytuale, który pozwala poszerzyć świadomość. Bardzo fajnie opowiedziana, bo jest w niej trochę historii, trochę sensacji, trochę mistycyzmu.

***

W jesienne wieczory zawsze przynajmniej w głowie staram się podróżować w miejsca, w których jest ciepło, egzotycznie, a słońce nie zachodzi około godziny 16. Jeśli też lubicie takie podróże, prawdziwe i wielowymiarowe, w wyjątkowe miejsca, „Tańczymy już tylko w Zaduszki”, może się Wam bardzo spodobać. I sprawić, że Ameryka Łacińska zacznie Was pociągać jeszcze bardziej.