żółw

Take it slow – czyli śpiesz się powoli

To powiedzenie robi ostatnio karierę i ma wiele odpowiedników w innych językach łącznie z dostojnie brzmiącym festina lente. To również świetna przeciwwaga dla szybkiego tempa życia, wiecznego rozproszenia i permanentnego stresu, które zdrowiu na pewno nie służą.

Jeszcze do niedawna na topie było wszystko, co fast:
fast food
fast life
fast love (jak śpiewał już ładnych parę lat temu George Michael).

Na zwolnionych obrotach

Teraz to fast coraz bardziej wychodzi z obiegu na rzecz błogiego slow. Modne staje się nie tylko slow life, ale też i slow food, a uzupełnia je dodatkowo pojęcie mindfulness. Uważność i powolność zaczynają być coraz bardziej w cenie, a życie w żółwim tempie w niektórych kręgach cieszy się rosnącą popularnością, szacunkiem i uznaniem. Do łask powoli zaczynają też wracać zajęcia, które same w sobie zdają się już być slow, jak czytanie książek. Ta drukowana pożywka intelektualna pochłania czas, wymaga pełnej koncentracji i uwagi, jednak i tu zdarzają się fast foody, a kilkaset stron oprawionych w lakierowane okładki z książki nie czyni jeszcze dzieła, które na zawsze wpisze się do kanonu literatury.

Książkowe fast foody

O miano fast foodu regularnie ocierają się nowości, poczytne, chrupiące, niekiedy pikantne jak chipsy i w dodatku kaloryczne. Dostarczają rozrywki, ale jednocześnie mają szereg działań ubocznych, bo thriller czy kryminał mogą podnieść ciśnienie lepiej niż zestaw frytek, a romanse wszelkiej maści mogą okazać się bardziej przesłodzone niż kusząco wyglądające ciastko z kremem. Dobre czytadła szybko pną się po listach bestsellerów, szybko znikają z półek, jeszcze szybciej połykane są przez czytających, a chociaż smakują wybornie, to jednak są zbiorem pustych kalorii, bo może i przyjemność sprawia ich konsumowanie (=czytanie), ale jednak pożywnych treści i witamin dla umysłu w nich brak.

Niedoprawiona klasyka

Skoro więc w literaturze można znaleźć kategorię fast, to wypatrzyć też można i zupełnie jej przeciwne slow, czyli pożywne, apetyczne, smaczne książeczki, które można wsuwać do woli, bez wyrzutów sumienia i wiele na tym zyskać. Na nieszczęście absolutna klasyka, którą umieszcza się na listach lektur obowiązkowych, jest niekiedy jak przysłowiowa owsianka wduszana na siłę do gardła – zdrowa i pożywna, ale za to bardzo często też mdła i nijaka. Takie pozycje wypada pochłonąć… dla zdrowotności umysłu.

Pożywka intelektualna dla smakosza

W przypadku literatury, slow to pozycja, którą z przyjemnością czyta się przy kawie, sięga się po nią w przerwie w pracy, przed zaśnięciem, chrupie się ją, a jednocześnie znajduje się wartościowe drugie dno, które prowokuje do tworzenia nowych interpretacji, przemyśleń, refleksji. Takie książki się ani nie starzeją, ani nie nudzą, a jednocześnie pomagają znaleźć ten odpowiedni rytm typowy dla uważnego życia. Ani za szybki, ani za wolny, tylko po prostu przyjemny.

photo credit: SteveD. via photopin cc