tajemnica zaginionej ślicznotki recenzja

Tajemnica zaginionej ślicznotki, Eduardo Mendoza

Dawno nie czytałam już tak dziwacznej książki. Ale nie pamiętam też kiedy ostatnio zdarzało mi się czytać książkę z takim szerokim uśmiechem na ustach i co jakiś czas jeszcze chichotać przy opisach wydarzeń, postaci czy po prostu miejsc. W „tajemnicy zaginionej ślicznotki” absurd goni absurd, fajtłapowaci i ekscentryczni bohaterowie wzbudzają politowanie i sympatię, ale jednak jak po nitce do kłębka zbierają pozornie przypadkowe wydarzenia w jedną całość i rozwiązują mroczną zagadkę zaginięcia.

Kogo tu nie ma. Jest damski fryzjer, jego lękliwa siostra o wdzięcznym imieniu Candida, transwestyta, przedsiębiorcy, którzy w sobie tylko wiadomy i niekoniecznie opłacalny sposób prowadzą interesy. I oczywiście mnóstwo postaci drugoplanowych, które w niesamowity sposób ratują życie bohaterów.

Kiedyś czytałam o Mendozie, że lubi w swojej prozie puszczać oko do czytelnika. I faktycznie tak się dzieje. Mendoza w bardzo oryginalny sposób łączy konwencje, miesza literackie gatunki, opowiada niesamowite historie, a w cały ten niesamowity misz-masz wplata jeszcze to, co popularne w naszej kulturze – popkulturze. Pojawiają się masowa turystyka, zamiłowanie do joggingu, marzenie o imponującej karierze w świecie modelingu, sławie i pieniądzach.

Wszystko to Mendoza w niezwykły sposób przejaskrawia, udziwacznia i wyśmiewa. Tworzy kolorową planszę, stawia pionki i zaprasza do wciągającej gry. Inna sprawa, czy ten czytelnik da się jej porwać, poprowadzić za rękę, uwierzyć w zabawny, ale sympatyczny świat Mendozy. Jeśli tak, od początku do końca książki może czekać na zaskoczenia, a przede wszystkim znakomicie się bawić.

„Tajemnica zaginionej ślicznotki” to imponująca mieszanka gatunków literackich z elementami kryminału, rzewnego romansu czy po prostu wysmakowanej komedii. Zabawnej, absurdalnej, momentami zmysłowej, ale jednocześnie bardzo wyrafinowanej. Mendoza niewątpliwie ma dar, talent do rozbawiania, z wyjątkową precyzją potrafi balansować na krawędzi, ale nigdy nie przekracza granic dobrego smaku.
A to już prawdziwa rzadkość w czasach, kiedy poczucie humoru sprowadza się do prymitywnych i nieprzyzwoitych wręcz chwytów i niewybrednych żartów.
Jak dla mnie mistrz. A „Tajemnica zaginionej ślicznotki” to świetna rozrywka nie tylko na szare dni. Bo dobra literatura wcale nie musi być do bólu poważna.