piłka

Strzelajcie chłopcy!

Chleba zamiast igrzysk domagano się jeszcze w czasach starożytnych. Problem jest jednak stale żywy. Protestowano przy okazji Euro w Polsce, sprzeciwiano się Zimowym Igrzyskom olimpijskim w Soczi, siłą rzeczy przeciwników musiał mieć też Mundial w Brazylii.

Dla elit czy dla mas?

Sport z założenia ma jednoczyć, dostarczać rozrywki, budzić pozytywne emocje, tylko rosnące dysproporcje społeczne wiele z tych pozytywów spychają na dalszy plan. Sukcesy cieszą, ale mimo wszystko ukradkiem wylicza się, ile one kosztują. Na sportowych wydarzeniach zyskują, ale zazwyczaj ci, którzy tego zysku aż tak nie potrzebują, czyli hotelarze, telewizje, wielkie koncerny. Tylko wybrańcy wezmą udział w samych meczach, wybrańcy też pojawią się na trybunach stadionów, by śledzić przebieg kolejnych meczy. Reszcie pozostaną tylko i aż telewizja oraz własna wyobraźnia. Dużo i mało jednocześnie.

Marzenia, emocje i kalkulacje

Zdania co do samych Mistrzostw Świata są podzielone. Dla niektórych są faktycznie świętem, dla innych banalną zabawą, którą nie wiadomo dlaczego podniecać ma się cały świat. Wielu uzna, że świat zielonych muraw to ich największe i właściwie niedoścignione marzenie. Nie brakuje też i tych, które wodzą wzrokiem za przystojnymi piłkarzami zamiast za piłką. Oddzielną kastą są skrybowie, którzy jeszcze przed rozpoczęciem igrzysk zaopatrują się w piłkarskie zeszyciki, analizują, spekulują i skrupulatnie notują wszystkie wyniki, obstawiając, kto zagra lepiej w fazie grupowej i pucharowej. Nawet laik z ulicy docenić powinien jednak emocje, których dostarczają mecze o awans. Nerwowe 90 minut, mordercza dogrywka, gra z pełnym poświęceniem, nieoczekiwane zwroty akcji, dramatyczne rzuty karne – wobec tego wszystkiego nie wypada pozostać obojętnym, a jeśli nawet nie odłoży się wszystkich zajęć na „po meczu”, to jednak zerka się co jakiś czas na wynik i słucha komentarza.

Brazylijski serial nie tylko dla panów

O ile więc o brazylijskich telenowelach rozprawia się z przymrużeniem oka, tak piłkarski brazylijski serial, na który złożą się 64 odcinki liczące po 90 minut lub więcej, żartować z siebie nie da i już z chwilą rozpoczęcia będzie stopniowo przechodził do sportowej historii, lansował nowe gwiazdy, zespoły i w jaskrawym świetle ukazywał niesprawiedliwe decyzje arbitrów. Najciekawiej zaś będzie, kiedy przechodni puchar trafi w ręce tych, którzy wcale nie byli typowani na zwycięzców, bo w końcu dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe. Zamiast więc za wszelką cenę doszukiwać się kolejnych “ale”, może po prostu lepiej jest dać się chociaż trochę wciągnąć temu szaleństwu, które znowu nie trwa tak długo, a w dodatku trafia się tylko raz na cztery lata, wytypować swojego zwycięzcę i trzymać kciuki najmocniej, jak się da, nawet tylko dla dobrej zabawy.