Stary wspaniały świat

Stary wspaniały świat, Tom Hodgkinson, recenzja

Kolejna książka z serii z żukiem wydawnictwa W.A.B. i kolejna pozycja, która wyszła spod pióra Toma Hodgkinsona. Wywrotowca, który wcześniej rozpisywał się o zaletach lenistwa, a potem proponował, by wywrócić świat do góry nogami i tłumaczył, czym jest prawdziwa wolność.

„Stary wspaniały świat” to kolejna dziwaczna pozycja, w której wyzwolony już z konsumpcyjnych szponów autor z różnym skutkiem przekonuje, do powrotu do korzeni i samodzielnego życia zgodnie z naturą i porami roku. Raz opowiada o swoich porażkach, raz o małych sukcesach, innym razem dzieli się swoimi wątpliwościami, a praktycznie bez przerwy sypie z rękawa anegdotami i zgrabnie opowiada o swoim sielskim życiu na wsi.

Książka jest jak jeden wielki eksperyment i liczy 12 rozdziałów. Każdy z nich odpowiada jednemu z miesięcy w roku, a Hodgkinson rzetelnie zdaje relacje, jakie święta i zajęcia przypadały na konkretne dni i opowiada, jak udało mu się wprowadzić zwyczaje ze starego świata do swojego życia. Nie jest łatwo ani lekko, ale Hodkinson nie rezygnuje, uparcie trwa, walczy, próbuje i wielokrotnie szczerze przyznaje, że jest znacznie mocniejszy w tworzeniu teorii niż praktyce.

I tak w książce można przeczytać:

– jak rozpalać ogień i jak najlepiej zdobywać i suszyć drewno,
– kiedy najlepiej sadzić warzywa i owoce,
– jak hodować pszczoły, by mieć pyszny miód i nie paść ofiarą pszczelich żądeł,
– jak piec chleb i jak wyglądała kiedyś i obecnie polityka chleba,
– o narzędziach, bez których nie można obyć się w gospodarstwie, a które dziś właściwie są już zapomniane,
– o polowaniach,
– o gromadzeniu zapasów,
– o olbrzymiej roli odpoczynku i świętowania.

Wreszcie autor dzieli się z czytelnikami pewnym sekretem – zdradza swój przepis na warzenie piwa z pokrzywą…

Wszystko teoretycznie fajnie, ale… No właśnie. Interesująco czytało się spostrzeżenia na temat wad nowego wspaniałego świata w „Jak być wolnym”. Uwagi Hodgkinsona prowokowały, obruszały, zmuszały do zmiany punktu widzenia. Jakkolwiek jednak zły ten nasz nowy wspaniały świata by nie był, zapewne tylko garstka gorliwych zwolenników Hodgkinsona byłaby skłonna, żeby wszystko rzucić i rozpocząć nowe życie po staremu. Z dala od wielkiego miasta, korporacji, kart kredytowych i wielkich marketów, które obiecują wygodę i niezależność, a dają tylko wątpliwej jakości wyroby, na które jesteśmy zmuszeni zarabiać niewolniczą pracą.

Eksperymenty z odrzucaniem zdobyczy cywilizacji są modne. Niektórzy odrzucają internet i nowoczesne technologie. Inni przekonują się do minimalizmu, filozofii mniej, ograniczania się i stanowczego mówienia nie nowinkom konsumpcyjnego świata. Hodgkinson z nich wszystkich jest najbardziej radykalny, a jego wizja idealnej rzeczywistości niestety bliższa jest utopii niż realnego świata. Stary wspaniały świat nie wróci. Nie będzie już tak jak dawniej. Trzeba iść do przodu. Wyciągnąć wnioski, nazwać współczesne bolączki i wytrwale wprowadzać zmiany.

„Stary wspaniały świat” nie jest moim pierwszym spotkaniem z Hodgkinsonem. Znałam go już wcześniej z książki „Jak być wolnym” i wstępu do innej książki z serii z żukiem „O wolnym podróżowaniu”. Niestety muszę stwierdzić, że w porównaniu z nimi, „Stary wspaniały świat” wypada niestety trochę blado. Całkiem możliwe, że kiedyś być może zmienię zdanie i porady autora zacznę wykorzystywać. Ale póki co książka utwierdziła mnie w jednym – w ten nowy wspaniały świat jestem bardziej wrośnięta niż mi się wydaje. I chociaż nie jest idealny, serwuje rozczarowania, stawia przed trudnymi wyborami i nieustannie czymś kusi, to ani myślę z niego rezygnować.