Spectre James Bond 007

Spectre czyli nowe przygody Jamesa Bonda

Dzieci mają bajki. Dorośli mają Jamesa Bonda. Właśnie tak chciało by się rzec po premierze już 24. filmu o przygodach agenta 007. Czwartego, w którym w rolę brytyjskiego szpiega wciela się Daniel Craig. Niestety już ostatniego.

Spectre było długo wyczekiwane, właściwie już od premiery Skyfall. Duża zasługa w tym samych twórców, którzy umiejętnie budowali napięcie w mediach. Swoje zrobił też niedawny jubileusz (wszak Bond już od 50 lat walczy z najbardziej bezwzględnymi wrogami, którzy chcą zawładnąć światem).

Tym razem wrogiem jest tajemnicza organizacja, z którą powiązani są też ci „dobrzy” rzekomo stojący na straży bezpieczeństwa. Bond zaś ma nie tylko kolejne zadanie do wykonania. Po raz kolejny (jak to w przypadku filmów z Craigiem) cała historia jest w jakiś sposób powiązana z życiorysem tajnego agenta. I tak powracają postaci M., Vesper Lynd i poprzednika Bonda czyli byłego agenta 006, który w międzyczasie przeszedł na ciemną stronę mocy. Pojawiają się też starzy znajomi – Q, Moneypenny, nowy M., dzięki którym seria o brytyjskim agencie bardziej zaczyna przypominać realizowany z epickim rozmachem serial.

Bonda lubiłam zawsze:

  • za brytyjski humor,
  • za to, że podróżuje po całym świecie,
  • za jego słabość do Astona Martina,
  • za elegancję,
  • za to, że zawsze wszystko mu się udaje.

Kiedy otrzymał twarz Craiga, stał się dodatkowo bliższy, bardziej ludzki, zaczął obrywać, ale jednocześnie zjednał sobie jeszcze więcej fanów na całym świecie. Czyżby znak naszych czasów? Rysa na wizerunku nieskazitelnego i niezniszczalnego agenta, który ma też swoje słabe punkty? Być może. Pewne jest natomiast to, że ten psychologiczny rys tylko dodał całej serii dodatkowego uroku, a filmy stały się bardziej realne.

Ale wracając do samego Spectre. Film można dosłownie wciągnąć i to bez wstrząsania ani mieszania. Nawet nie wiadomo kiedy mija 2,5 godziny – bo tyle dokładnie trwa cały film. Mocne strony?

  1. Oczywiście dobór miejsc. Tym razem akcja zaczyna się w Meksyku, później przenosi się do Londynu, Rzymu, Austrii, słonecznego Tangeru i na pustynię.
  2. Aston Martin a raczej Astony Martiny, bo w filmie pojawia się najnowszy prototyp DB10 i kultowy już DB5 w srebrnym kolorze.
  3. Q. Jak tak dalej pójdzie, to również dla niego ludzie zaczną oglądać Bonda. Młody Q – haker i gadżeciarz, który nie wiedzieć dlaczego kojarzy mi się z Harrym Potterem – pojawił się już w Skyfall. W Spectre również sypie tajemniczymi przedmiotami, łamie szyfry kody, a dodatkowo popisuje się błyskotliwym humorem. A po godzinach spłaca kredyt i opiekuje się dwoma kotami. Intrygujące zajęcia jak na pracownika MI6. „Bond, miałeś zwrócić auto w jednym kawałku, a nie jeden kawałek” – to mógł powiedzieć tylko Q. Ale takich humorystycznych smaczków w Spectre jest znacznie więcej.
  4. Léa Seydoux. Nowa dziewczyna Bonda. Pani doktor po Oxfordzie, która w dodatku potrafi posługiwać się bronią. Czy tylko mi przypomina ona Scarlett Johansson?
  5. Rzym. Pokazany z najlepszej możliwej strony. Po zmroku, ze wszystkimi zabytkami i Tybrem. Stary, zabytkowy i majestatyczny. A na tym tle pościgi supersamochodów. Jakiś czas temu właśnie na tle zabytkowego Rzymu spot reklamowy kręciła marka Lamborghini… W Spectre pojawia się nawet poczciwy Fiacik 500…
  6. Prześladowca Bonda z pierwszej części filmu, który kapituluje dopiero podczas pojedynku w pociągu. Jeśli coś mnie naprawdę zaskoczyło w Spectre, to właśnie on. Zrozumie ten, kto zobaczy…
  7. Ralph Finnes. W serii o Bondzie pojawił się po raz drugi, ale mi już trudno sobie nawet wyobrazić kogoś innego w roli M. No może poza Judie Dench. Właśnie taki powinien być szef Bonda.
  8. Szczur. W Skyfall ostatnim szczurem miał być Bond. W Spectre pojawia się prawdziwy gryzoń, z którym Bond wchodzi w osobliwy dialog…
  9. Wybuchowe zakończenie. Dosłownie. Bo jak można nakręcić Bonda bez wybuchającej bomby.
  10. Monica Bellucci. Jak sama o sobie mówi „kobieta Bonda” albo nawet „dama Bonda”. Nie pojawia się na długo, ale wrażenie robi. Zwłaszcza kiedy przechadza się po zmroku po swoim domu.

A słabe punkty? Cóż, jeśli mam się czegoś przyczepić, to piosenki, która pojawia się na wejściu. Co jak co, ale nie jest to materiał na hit i do pięt nie dorasta ani Goldeneye Tiny Turner, Tomorrow Never Dies Cheryl Crow, The World is Not Enough Garbage, You Know My Name Chrisa Cornella czy Skyfall Adele, żeby wymienić tylko te najnowsze bondowskie piosenki.

W porównaniu z poprzednimi filmami nieco mizernie wypadły też same kostiumy. Jak do Bonda przyczepić się nie można, to o strój jego dziewczyny można było zatroszczyć się jednak trochę bardziej. W Skyfall Severine praktycznie co rusz pojawiała się w czymś wyjątkowym, a doktor Madeleine Swann może i była elegancka, ale tego czegoś jednak zabrakło. To jednak tak na marginesie i kobiecym okiem.

Co bardziej spostrzegawczy pewnie dostrzegliby też za dużo lokowania produktu, ale co tam. Można przymknąć na to oko i oglądać. A przede wszystkim dobrze się bawić.