Śmieszne miłości

Śmieszne miłości

Skradzione pocałunki. Naiwne plany. Niewinne rumieńce.
I cała gama imion, które mogły być dla nas bardzo ważne.

Zniknęły.
Zostawiły po sobie wspomnienie. Nostalgię.
Czasami złość i rozgoryczenie. A czasami pobłażliwy uśmiech.
Niektóre nawet po latach odbijają się jeszcze czkawką.
A niektóre po prostu się rozpływają. Są jak luka w pamięci.

Ale nic to, bo serce wciąż bije, a życie toczy się dalej.
I przed nami wciąż kolejne pocałunki. Bardziej realne plany. Winne lub niewinne rumieńce.
I imiona. Wciąż drogie, a być może coraz droższe.

Śmieszne są te nasze miłości.
I zabawne.
Ale nigdy głupie.

Bo czy małe czy duże, szczęśliwe czy nieszczęśliwe, to zawsze są prawdziwe.
I nasze. Zawsze z nami zostają.
Cieszą. Smucą. Ranią. Rozwijają. Pokazują, że nie zawsze jest tak, jak chcemy.

Kiedyś wydawało mi się, że miłość pojawia się tylko w określonych okolicznościach.
Tylko pod warunkiem, że jest kogo kochać.
Rośnie tylko wtedy, kiedy wszystko idzie po naszej myśli.

Ale tak nie jest. Uczucia nie są rośliną, ani ładnym obrazkiem na ścianie.
To raczej droga.
Ciągła wędrówka po różnych podłożach. Po ostrych kamieniach, piaszczystej plaży, miękkiej trawie, szumiących liściach i śnieżnobiałym śniegu.

Spojrzycie wstecz i w przód, a wszędzie zobaczycie mnóstwo śladów.
Dużych i małych. Dziecięcych i dorosłych. Ludzkich stóp i zwierzęcych łapek.
Niektóre zawracają, inne gnają do przodu, jeszcze inne to ślady po bardzo małych kroczkach.

Jeśli jednak mamy szczęście, to oprócz śladów dostrzeżemy obok siebie miłego wędrowca, który akurat zmierza w tym samym kierunku. Do jedynego słusznego portu, jakim jest prawdziwa miłość.
Uśmiechniecie się do niego, a on do was. Rozpoczniecie rozmowę. A potem będziecie tak szli dalej razem.

I tak jest dobrze. Bo to nasze szczęście zazwyczaj jest jak słońce. Prędzej czy później nieśmiało wychodzi zza chmur.

Trzeba tylko iść. I chwytać te złociste promienie.