Slow Life, Joanna Glogaza, recenzja

Slow life, Joanna Glogaza

Ta książka mogłaby mieć różne tytuły. Są w niej przebłyski idei hygge i lagom, odrobina minimalizmu, trochę z poradników, które radzą, jak odnaleźć swoje pasje. „Slow life” ma też podobne zadanie – zachęcić do zwolnienia codziennego rytmu, wyrwania się z życia w wiecznym pędzie, stawiania na jakość i przyjemność zamiast ilość i pozorny blask, który szybko traci swój urok.

Mam jednak problem z tą książką, bo chyba nie do końca jestem jej idealną czytelniczką. Mam już swoje pasje, nie odkładam życia na później, cały czas uczę się żyć przede wszystkim dla siebie i mieć dystans do tego, co powiedzą na to inni. Nie zmienia to jednak faktu, że co jakiś czas lubię sobie o tym przypominać, żeby wziąć oddech, wsłuchać się w siebie i zebrać siły na kolejne działania. I właśnie w takich momentach książka Joanny Glogazy znakomicie się sprawdza.

„Slow life” nie wyważa co prawda otwartych drzwi, ale niesie ze sobą mnóstwo kreatywnych pomysłów na dodanie kolorów codzienności. Fajne jest w niej to, że nie jest napuszona i nadęta. Raczej napisana z perspektywy sympatycznej koleżanki, z którą chciało by się umówić na herbatę i ciastko w kawiarni, w wiosenny, słoneczny dzień. Świetne jest w niej również to, że odcina się od propagandy sukcesu, która wcale nie przynosi ani szczęścia ani satysfakcji. Podpisuję się rękami i nogami pod stwierdzeniem, że pasja nie musi być spektakularna, może być banalna, zwyczajna, tania, a wcale nie odbierać nam przy tym wartości. Dobre jest też tej książce podejście do perfekcji – w pasji wbrew pozorom wcale nie jest taka ważna, bo efekt końcowy, chociaż niewątpliwie ważny, jest równie ważny jak sam proces i radość, którą daje sama świadomość tworzenia.

„Slow life” w cudowny sposób odczarowuje też internet. Ten „zły wynalazek naszych czasów”, który zamyka ludzi w domach, czyni ich samotnymi i zdekoncentrowanymi. Wcale nie musi tak być. Glogaza i inne, bardzo inspirujące osoby wypowiadające się na kartach „Slow life” zgodnie podkreślają, że internet może być świetnym narzędziem do budowania i podtrzymywania relacji. Trzeba go tylko docenić i prawidłowo użyć. To fakt, dzięki sieci wszystko jest na wyciągnięcie ręki, wiele rzeczy przychodzi łatwiej, ale może i dlatego internet tak bardzo też rozleniwia, zamiast zachęcać do działania. Warto się nad zastanowić.

Glogaza ma wiele ciekawych przemyśleń i pomysłów, w wielu kwestiach warto jej posłuchać. Mnie na pewno zachęciła do tego, żeby próbować nowych rzeczy. Człowiek rozwija się w końcu całe życie, a poszukiwanie nowych wrażeń i bodźców jak nic innego daje zastrzyk młodzieńczej energii i radości i sprawia, że codzienność staje się wyjątkowo przyjemna.

„Slow life” warto też docenić za coś jeszcze. Wielokrotnie miałam już wrażenie, że książki pisane przez blogerów są pisane na siłę. Mało w nich treści, a dużo światła i zdjęć, które mają nie tyle ozdobić, co zwiększać ilość stron. W przypadku „Slow life” jest inaczej. Ta książka jest fajnie uporządkowana, przemyślana, dobrze wyczerpuje temat, są w niej inspirujące wywiady i ćwiczenia dla czytelnika, które mają go w jakiś sposób odblokować i zachęcić do poszukiwań. Trochę brakuje mi w niej podsumowania każdego z rozdziałów, ale właściwie wystarczy przejrzeć podtytuły i notki na marginesach, żeby odświeżyć sobie treść.

Jest też coś jeszcze – manifest slow life na samym końcu książki, który w kilku zwięzłych, sympatycznych i naładowanych dobrą energią zdaniach podsumowuje czym jest slow life i o czym warto pamiętać każdego dnia. Dobrze jest do niego wracać albo nawet wydrukować i powiesić gdzieś w widocznym miejscu, żeby o tych wszystkich zasadach nie zapomnieć tylko żyć, we własnym, idealnym rytmie.

  • może coś dla mnie

  • Holly Lu

    Temat jakiś czas temu ciekawy i nowy. Teraz mam wrażenie, że już wyeksploatowany.

    • Temat dalej jest ciekawy, modny, szkoda tylko, że tak mało osób decyduje się go wdrożyć w życie.

  • Lubię tego typu książki i z przyjemnością bym ją przeczytała :)

  • Nie czytałam, ale co nieco słyszałam. Myślę, że przynajmniej część tej książki mogłaby pozytywnie wpłynąć na moje życie, zwłaszcza fragment na temat pasji mnie zainteresował. :)