Slow Fashion. Modowa rewolucja, Joanna Glogaza recenzja

Slow Fashion. Modowa rewolucja, Joanna Glogaza

Różne widziałam już książki o modzie i poszukiwaniu swojego stylu. Niektóre były bajecznie kolorowe, naszpikowane zdjęciami z ciekawymi stylizacjami, kolorowymi poradami na marginesach. Żaden z tych poradników nie był jednak taki jak „Slow Fashion. Modowa rewolucja” Joanny Glogazy.

Pierwsze, co w tej książce rzuca się w oczy, to maksymalnie ograniczona ilość zdjęć, które najczęściej pojawiają się tylko na początku i to w dodatku nie każdego rozdziału. Początkowo mnie to dziwiło, ale z czasem koncepcja autorki zaczęła do mnie coraz bardziej przemawiać. Ta uboga w zdjęcia forma daje pole do rozwoju wyobraźni, pozwala się zastanowić nad sobą, tym, co się lubi, bez oglądania się na to, co aktualnie lansują kolorowe magazyny i trendsetterki.

Glogaza nie tylko konsekwentnie unika zdjęć. Namawia również do zakupowego detoksu, który jak nic innego pozwala nabrać właściwego dystansu do szybkiej mody, przemijających trendów i pozostawiających wiele do życzenia ubrań. Łatwo jest utonąć w świecie efektownych trendów, sezonowych hitów, które wyróżnią w tłumie. Glogaza jednak całkiem nieźle przekonuje, że kupowanie ubrań i dodatków na potęgę albo chowanie się za logo luksusowej marki to zawsze droga na skróty, która prędzej czy później okazuje się ślepą uliczką. Z celem mija się podążanie za trendami, podkręcanie wyglądu na siłę, inwestowanie w przedmioty, na które nas nie stać albo które zupełnie nie pasują do naszego stylu życia.

Według Glogazy własny styl jest zupełnie czym innym i co innego o nim decyduje. To nie metka, to nie elegancki ubiór na specjalne okazje, który większość czasu spędza zamknięty w szafie. Styl to odzwierciedlenie sposobu życia, subtelne podkreślenie atutów swojej sylwetki, ubieranie się w kolory, które dodają całej postaci blasku, a jednocześnie pokazywanie przez detale swoich pasji, zainteresowań i wyjątkowej osobowości.
Glogaza na ponad dwustu stronach przekonuje, że „definiowanie swojego stylu to raczej wycieczka w głąb siebie i zawężanie pola wyboru niż szukanie coraz to nowych inspiracji.” Co więcej, każdy swój styl już ma, musi tylko go zauważyć i podkreślić, a do tego właśnie potrzebne są detoks, potem gruntowne porządki, a wreszcie zabawa w poszukiwanie swoich fasonów i kolorów.

W „Slow fashion” warto docenić to zdroworozsądkowe podejście. Glogaza nie zachęca do kupowania oszałamiających kreacji na specjalne okazje, jeśli te nie zdarzają się zbyt często. Zamiast tego, radzi żeby mieć jedną, szałową stylizację na wielkie wyjścia, a resztę pieniędzy przeznaczyć na podkręcenie codziennych stylówek. Fajnie tłumaczy, że warto zwracać uwagę nie tylko na pochodzenie ubrań i dodatków, ale przede wszystkim na ich skład materiałowy, który w największym stopniu decyduje o komforcie noszenia. Zdradza triki, jak ocenić jakość ubrań w sklepie, podpowiada, kiedy warto iść do krawcowej, a kiedy lepiej odpuścić zakupy, bo promocje to tak samo okazja, żeby zaoszczędzić pieniądze, jak i ryzyko, że wyrzuci się je w błoto.

Jakiś czas temu czytałam drugą z książek Joanny Glogazy – tym razem o życiu w stylu slow. I podobnie jak w przypadku tego drugiego poradnika, dochodzę do wniosku, że „Slow fashion” również nie jest do końca przeznaczone dla mnie. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele ze wskazówek autorki chętnie wcielę w życie, żeby jeszcze bardziej podkręcić swój styl.
Na zakupach od dawna staram się myśleć zestawami. Zanim coś kupię, muszę mieć pewność, że dana rzecz sprawdzi się w co najmniej kilku ciekawych zestawieniach. Ale w przeciwieństwie do autorki, nie buntuję się przeciwko klasykom, które warto mieć, bo wiele z nich naprawdę świetnie wygląda. Staram się tylko dodać im coś od siebie. Podkreślić nietypowym kolorem, ciekawym detalem, oryginalnym zestawieniem.
Od dawna denerwuje mnie też reguła, która niestety sprawdza się również i w moim przypadku. Zgodnie z zasadą Pareto, przez 80% czasu noszę zwykle 20% z moich ubrań. Glogaza chyba znalazła świetny sposób, który pozwala to zmienić. Zachęca, żeby tworzyć garderobę od razu na cały sezon, tak dobierać kolory i fasony, żeby ze stosunkowo niewielkiej ilości ubrań, stworzyć dużą ilość stylizacji. Dzięki temu można nie tylko uniknąć wrażenia, że chodzi się cały czas w tym samym, ale również sprawić, że cała garderoba będzie bardziej spójna, harmonijna, a tworzenie stylizacji będzie zajmowało dosłownie tylko chwilę, bo wszystko będzie do siebie idealnie pasowało.

I jak w przypadku wielu poradników o modzie, które wpadały mi w ręce, miałam wrażenie, że nie wniosły niczego nowego w moje życie, tak w przypadku książki „Slow fashion” mam nie tylko ochotę, ale również i mnóstwo pomysłów na to, żeby coś w mojej garderobie pozmieniać i zrobić to od razu. Jakie będą tego efekty? Czas pokaże. Na razie z zapałem ruszam do tworzenia mojej własnej, wyjątkowej kolekcji na jesienny sezon. Bo tym razem, to ja będę swoim dyrektorem kreatywnym i sama sobie wyznaczę trendy na najbliższe 3 miesiące.