Śledztwo w sprawie Pana Boga

Śledztwo w sprawie Pana Boga, Andrzej Horodeński

Istnieje czy nie istnieje? Dlaczego milczy? Jakie ma plany wobec człowieka? Po co żyjemy i dlaczego cierpimy?
Religie świata biorą na siebie trudne zadanie znalezienia odpowiedzi na sens ludzkiego życia i stworzenia uniwersalnego systemu wartości, który stanie się niezawodnym życiowym drogowskazem.
Jak historia wielokrotnie jednak pokazała, systemy religijne zawodzą. Nie dają odpowiedzi na metafizyczne pytania, nie są oparciem, za to miewają swoje interesy w świecie doczesnym.

O ile jednak o złych i dobrych uczynkach religii można rozprawiać w nieskończoność, tak od stuleci wciąż nie zostało rozstrzygnięte pytanie o istnienie samego Boga. Ważne tym bardziej, że bez niego religie stają się jedynie zbiorem etycznych zaleceń.

Z pomocą wierze nieoczekiwanie przychodzi nauka. Fizyka, astronomia, biologia i psychologia zaskakują. Im dalej sięga specjalizacja, tym badacze docierają do większej liczby paradoksów. Mnożą się pytania, a to „najważniejsze” wciąż pozostaje nierozstrzygnięte.

„Śledztwo w sprawie Pana Boga” to niewielkich rozmiarów książka z mojej ulubionej serii „Z żukiem” wydawnictwa W.A.B. Andrzej Horodeński podjął się w niej zadania zebrania wszystkich paradoksów i najdziwniejszych zjawisk w świecie nauki. Horodeński rozprawia w niej o światach równoległych, czarnych dziurach, horyzoncie zdarzeń, teorii względności i fizyce kwantowej. Pokazuje nawet, że próżnia w rzeczywistości wcale aż taką próżnią nie jest.
Przygląda się kodowi DNA i próbuje rozwikłać zagadkę ludzkiego umysłu.
Wreszcie pod lupę bierze koncepcje powstania świata, rozprawia się z teorią wielkiego wybuchu, wskazuje na jej podobieństwo do różnych mitycznych i religijnych opowieści o narodzinach świata.

Już w trakcie tych rozważań niczym refren powraca stwierdzenie, że im dokładniejsze narzędzia i technologie, tym bardziej sam poszukiwany zdaje się wymykać w ostatniej chwili albo dawać poszukującym prztyczka w nos.

„Śledztwo w sprawie Pana Boga” wciąga, ale jest też wyczerpującą intelektualnie książką. Niektóre akapity trzeba czytać wielokrotnie, żeby zrozumieć zawarty w nich sens. Wielokrotnie podpierać się trzeba wiedzą, którą tak niechętnie przyswajało się w szkole na lekcjach fizyki, biologii i matematyki. W dodatku trudno oprzeć się wrażeniu, że cel samych poszukiwań coraz bardziej się oddala. To zniechęca, ale rodzi też upór. Każe szukać kolejnych dowodów…

Fascynujące śledztwo trwa. I nie dziwię się, że setki badaczy i naukowców zdecydowało się poświęcić mu całe swoje życie. Pytanie tylko czy nie na próżno?
Bo właściwie jakie znaczenie ma teraz ta odpowiedź?
I czy ludzki umysł jest w stanie ją pojąć?
Czy nie szuka na próżno, zapominając o tym, co ważne tu i teraz?

Wieczność w końcu, jakiejkolwiek nie miałaby formy, nie ucieknie, ale życie prędzej czy później się skończy. Podstawa to dobrze je wykorzystać i przede wszystkim poczuć.

„Śledztwo w sprawie Pana Boga” daje do myślenia. I daje nadzieję, że jakkolwiek nie będzie, będzie dobrze.

  • Andrzej Horodenski

    Bardzo piękna recenzja. Dziękuję :)

    • To chyba najpiękniejszy komplement, kiedy na bloga zaglądają autorzy książek, które z przyjemnością czytam :)