Shantaram, Gregory David Roberts recenzja

Shantaram, Gregory David Roberts

Rzadko wpada mi w ręce taka książka jak „Shantaram”. Im dłużej jednak się nad tym zastanawiam, tym częściej dochodzę do wniosku, że to jednak dobrze. Lepiej nie zarywać za często nocy przez czytanie, ani znikać za często z codzienności. Bo właśnie taki jest „Shantaram”.
On nie wciąga, tylko pochłania. Sprawia, że zapomina się o całym świecie, a ważniejsze od planów na każdy dzień staje się to, co wydarzy się na następnej stronie. Czytania tej książki nie da się po prostu przerwać. A kiedy już dotrze się do końca, robi się smutno, że to już koniec.

„Shantaram” ciężko jest mi porównać do jakiejkolwiek współczesnej książki. Ale śmiało mogę już powiedzieć, że to powieść awanturnicza nowej generacji. Nazywanie jej „opowieścią z 1001 nocy nowego tysiąclecia” również nie jest ani trochę przesadzone i fantastycznie oddaje klimat i urok tej historii. „Shantaram” jest wyjątkowo męski, ale nie na tyle, żeby nie przypadł do gustu kobiecie. Momentami jest brutalny, chwilę później namiętny, nasycony smakami, kolorami i zapachami Indii. Przede wszystkim jednak ta powieść jest zaskakująca, nieprzewidywalna, na swój sposób baśniowa i magiczna, nieprawdopodobna, a jednak osnuta na prawdziwej historii.

Główny bohater, Lin niejedno ma za skórą. Na dno zaprowadziły go narkotyki. To przez nie stracił bliskich, trafił do więzienia i zniszczył swoje dotychczasowe życie. Gdzieś głęboko tli się w nim jednak jasna iskierka, która każe zawalczyć o wolność i nowe, lepsze życie. Lin ucieka z więzienia, a ponieważ w Australii nie ma już czego szukać, jedzie do Indii. Na swój sposób dziki i egzotyczny kraj staje się szybko jego nowym miejscem na ziemi, domem, za którym tak tęsknił. W gigantycznym Bombaju Lin znajduje przyjaciół, zakochuje się, prowadzi filozoficzne dyskusje o życiu z ludźmi mafii, a przy okazji pakuje się w tarapaty, które powieści dodają niesamowitej dynamiki.
„Shantaram” to jak dla mnie niepowtarzalna opowieść o człowieku, który sięgnął dna, ale znalazł w sobie na tyle siły, żeby odkryć siebie na nowo, rozpocząć wszystko na nowo, stać się nowym człowiekiem, wyciągnąć wnioski z przeszłości, żeby stać się kimś chociaż trochę lepszym. Tej postaci chyba nie można nie polubić, chociaż trudno ją ocenić. Lin pod wpływem własnych doświadczeń dojrzewa, staje się mądrzejszy, mniej skłonny do wyrażania powierzchownych opinii, a kolejne wydarzenia pomagają mu odkryć w sobie niesamowite pokłady wrażliwości i empatii. Wiele razy zdarzało mi się czytać kolejne strony, a nad kolejnymi przemyśleniami zgrabnie ubranymi w słowa zamyślić się głęboko i pomyśleć, wow, właśnie tak jest, po raz kolejny autor trafia w sedno.

Ale „Shantaram” to nie tylko niezwykła opowieść o nietuzinkowym człowieku, którego stylu życia lepiej nie naśladować. To przede wszystkim niezwykła opowieść o Indiach. Właśnie tak wyobrażałam sobie ten kraj, a dzięki książce zaczęła mi się marzyć podróż do pełnego kontrastów Bombaju. Indie na kartach powieści „Shantaram” są barwne, pełne kontrastów, zapachów, energii, muzyki, niepowtarzalnych, egzotycznych smaków. Tutaj granice między dobrem i złem są płynne, bieda sąsiaduje z nieprzyzwoitym wręcz bogactwem, egzotyczny, wakacyjny klimat raz zachwyca, a innym razem męczy. Bo pogoda w Indiach jest jak żywioł, zwłaszcza kiedy przychodzi pora monsunów. Swoją drogą zupełnie jak ludzie z Indii. Lin poznaje mieszkańców slumsów, biedaków i bogaczy, wciąga go niesamowita energia Bombaju, daje się uwieść magii indyjskiej prowincji.

Ta książka pokazuje w Indiach wszystko to, co nieodmienne fascynuje w nich ludzi Zachodu. To świat, do którego się ucieka od pustoty konsumpcjonizmu, w poszukiwaniu wolności, przygody, siebie.
W tych Indiach każdy, nawet największy wyrzutek społeczeństwa może się wreszcie poczuć na swój sposób dobrze, jak u siebie. Odkryć, że to w tym pulsującym ciekawymi wibracjami kraju jest jego miejsce na ziemi.

Sama opowieść i bajecznie kolorowe Indie to taki materiał, z którego chyba nie można stworzyć złej książki. Robertsowi to jednak na pewno nie groziło. Co jak co, ale ten autor ma wybitny talent, historie opowiada z fantazją, lekkością, poczuciem humoru, a wiele błyskotliwych myśli wyjątkowo celnie potrafi ubrać w słowa tak, że trafiają prosto w serce i nie dają o sobie zapomnieć. Roberts genialnie prowadzi akcję. Fenomenalnie buduje napięcie. Ma do sprzedania niesamowitą historię i jak nikt inny potrafi opowiedzieć ją w niesamowity sposób. W trakcie czytania można się cieszyć, niepokoić albo poczuć ciarki na plecach ze strachu. To robi naprawdę mocne wrażenie. „Shantaram” autentycznie mnie wciągnął. Przez kilka dni dosłownie żyłam tylko tą książką i na pewno będę jeszcze nie raz do niej wracać z niekłamaną przyjemnością.

***

Kampania społeczna Wakacje z książką

Każda pora jest dobra na czytanie, ale nic temu nie sprzyja bardziej niż lato, leniwe dni, urlopy spędzane poza domem, z dala od codziennych obowiązków. Jeśli zdarzają mi się przerwy w czytaniu, to w wakacje zwykle nadrabiam zaległości. Letnie miesiące to również doskonała pora, żeby zarazić czytaniem i temu właśnie ma służyć kampania społeczna promująca czytelnictwo #wakacjezksiążką, zorganizowana przez SAVE THE MAGIC MOMENTS oraz Klub Książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ.
W ramach akcji, w lipcu (a być może dłużej), codziennie (oprócz dni weekendowych) na biorących udział w akcji blogach pojawia się recenzja książki idealnej na wakacje. Gatunek nie gra roli, ważne, by książka autentycznie wciągała i zarażała manią czytania. Szukasz czegoś na wolne, leniwe dni? Koniecznie zajrzyj do recenzji, a na pewno znajdziesz niejedną perełkę. Znasz już taką pozycję? Dołącz do akcji i podziel się własną recenzją, żeby ta wspaniała akcja trwała jak najdłużej :)

  • Nie wiem zbyt wiele o Indiach, nie znam kompletnie tego kraju, jego mieszkańców ani zwyczajów. Może należałoby się poznać bliżej z tą książką? 😉

  • Elwira Górska

    Świetna recenzja- aż zachęca po sięgnięcie do tej książki 😉

  • MangoMania

    Zachęciłaś mnie tą recenzją, lubię ostatnio czytać na plaży więc ta pozycja powędruje ze mną.

  • Przyznam, że znacznie łatwiej zabrać mi się za książkę, którą ktoś mi zachwalał. Zawsze wyciągam ją jako pierwszą z mojego książkowego stosika. Fajna akcja :)

    • Dziękuję i jeszcze raz polecam “Shantaram” :)

  • Ten opis bardzo mnie zachęcił. Od dłuższego czasu w zasadzie, jeśli w ogóle mam czas na czytanie – czytam kryminały. Ale w liceum, kiedy jeszcze byłam święcie przekonana, że zostanę studentką filologii polskiej sięgałam po wszystko co składało się z liter 😉 Książka, o której mi przypomniałaś, taka, którą bardzo ciepło wspominam to Majtreji autorstwa Eliade. Akcja też rozgrywa się w Indiach i też dużo w niej różnych filozoficznych przemyśleń, choć ta, jak sądzę, jest bardziej kobieca. Będę musiała się zastanowić, czy nie powinnam w najbliższej przyszłości sięgnąć po Shantaram 😉

    • “Majtreji” akurat nie znam, ale już widzę, że mnie zainteresuje :) Uwielbiam latem sięgać po książki, których akcja dzieje się w egzotycznych krajach, bo dzięki temu sama zaczynam mieć wrażenie, że zaczynam podróżować. Dzięki za literacki trop :) A do “Shantarama” oczywiście bardzo gorąco zachęcam :)

  • Olga Dąbrowska

    Książka od Dubaju jest na moj j liście!

  • czyli sporo emocji wywołuje ta książka:)

  • Do “Shantaram” podchodziłam z rezerwą i nieufnością, tyle stron i autor jest w stanie coś naprawdę fajnego pokazać. Książka wciągnęła, pochłonęła, niby nic tam nie ma, niby ciągle się dzieje, ale czytelnik nie umie się od niej oderwać.

    • Uwielbiam. Zawsze mam dziwne uczucie, że jak tylko otworzę “Shantaram”, to od razu przenoszę się do Indii i wcale nie mam ochoty wracać 😉

  • Słyszałyśmy o tej książce wiele dobrego. Mamy ją raczej w późniejszych planach.

  • Pierwszy raz słyszę o tej książce, ale zachęciłaś mnie by przyjrzeć się jej bliżej :)

  • Brzmi bardzo ciekawie, na pewno będę jej szukać przy kolejnych książkowych łowach :)

  • Twoja recenzja brzmi bardzo zachęcająco, ale to nie do końca moje klimaty.