Sekretne życie drzew, Peter Wohlleben

Sekretne życie drzew, Peter Wohlleben

Drzewo. Kawał pnia, który wyrasta z ziemi, z parasolem liści i korzeniami, o które potyka się nieuważna stopa. Czasami pięknie pachnie, czasami rodzi owoce i spokojnie szumi w wietrzny dzień.
Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do drzew. Po prostu były. Lubiłam je. Ale bardzo rzadko myślałam o nich w kategorii żywych istot, które mogą czuć, myśleć, pamiętać. Zupełnie tak jak ludzie.

Drzewa zawsze w pewnym stopniu mnie onieśmielały. Z jednej strony swoją wielkością, a z drugiej wiekiem i wytrzymałością. Wiele z nich trwa przez setki lat, nic ich nie wzrusza, człowiek wydaje się przy nich może nie ziarnkiem piasku, ale czymś znacznie mniejszym i mniej trwałym. Mimo to drzewa jak nic innego ujmują swoją pokorą i spokojem. Dostosowują się do sytuacji, akceptują ją. Są tak spokojne, że czasami mam niesamowitą ochotę, żeby je objąć ramionami, przytulić się i zarazić od nich tym spokojem.

Właśnie w taki sposób długo myślałam o drzewach. Tymczasem pod grubą, twardą, a czasami pomarszczoną korą tętni życie. Pełne, skomplikowane, a pozornie ciche drzewa wcale nie milczą. Oczy na to wszystko otworzyła mi dopiero książka „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena.

Ani trochę nie dziwi mnie jej wielka popularność. Od pierwszych przeczytanych rozdziałów zaliczam siebie do jej fanów i będę ją polecać i chwalić, chociaż dodatkowej reklamy „Sekretne życie drzew” raczej już nie potrzebuje.

U Wohllebena podoba mi się przede wszystkim pasja, z jaką pisze. Nie oszukujmy się, drzewa nie są tematem porywającym. Przeciwnie, są monotonne, zwyczajne i na pierwszy rzut oka tak różne od ludzi, że nie sposób znaleźć z nimi punkty wspólne. Wohlleben patrzy jednak szerzej, opowiada z pasją, niezwykłą wyobraźnią i w taki sposób, że drzewa i las nagle przemawiają i zaczynają się wydawać fascynujące.

Wohlleben nie ma wątpliwości, że drzewa prowadzą interesujące życie. Idzie nawet krok dalej. Pokazuje, że drzewa potrafią się przyjaźnić, walczyć o swoje życie, atakować, zdobywać nowe terytoria, a nawet cierpieć. Wielokrotnie wysuwa nawet bardzo oryginalne wnioski ze swoich obserwacji, które początkowo wydają się dziwaczne, a jednak coś w sobie mają. Bo kto by pomyślał, że drzewo ma coś na podobieństwo umysłu? Potrafi się uczyć? Ryzykować? Wędrować? A nawet troszczyć się o swoje drzewne dzieci? Wohlleben jest przekonany, że drzewa czują, mają swoje charaktery, podejmują decyzje, a kiedy się starzeją, nie tylko zwiększa się ilość słojów w pniu, ale i ich liściasta czupryna również zaczyna się przerzedzać. Opowieść o sekretach lasu w tej książce goni opowieść, a z każdą stroną jest coraz ciekawiej.

Momentami aż dziw bierze, że w „Sekretnym życiu drzew” Wohlleben jedynie uchyla furtkę do zdumiewającego świata roślin. Pokazuje, jaki jest złożony i fascynujący. W każdym rozdziale czaruje, sypie faktami i uczy, przekazując swoją olbrzymią wiedzę jak ciekawą anegdotę.

Po tej książce już chyba żadna wycieczka do lasu nie będzie taka sama. Zupełnie inaczej zaczęłam patrzeć na drzewa. Ale wciąż mam ochotę się do nich przytulić, tylko jeszcze mocniej niż zwykle.

  • Grafy w podróży

    Czytałem kilka recenzji tej książki, cały czas pozycja mnie kusi, kiedyś wpadnie mój koszyk, pewnie jak dopadnie ją przecena. Drzewa zawsze fascynowały mnie jako fotografa, do wyjątkowo wdzięczny model i nie chodzi tylko o to, że nie ucieka i stroi fochów. Drzewa są piękne.

    • To prawda, drzewa są wspaniałe, zwłaszcza te starsze, po których na pierwszy rzut oka widać, że sporo już mają za sobą. Wohlleben wspaniale pokazuje to życie drzew, a same drzewa dzięki jego opowieściom wydają się jeszcze piękniejsze i bardziej fascynujące. Ja mój egzemplarz akurat pożyczyłam, ale na przeceny już można trafić. Polecam wydanie ze zdjęciami polskich lasów :)

  • Uwielbiam tę książkę, drzewa zresztą też. Na pozór monotonne, są pełne spokoju i dobrej energii, a dzięki tej książce potwierdziłam swoje podejrzenia że ich świat jest dużo bardziej złożony, niż by mogło wyglądać :)

    • Dla mnie “Sekretne życie drzew” było zaskakujące. Wcześniej do drzew czułam szacunek, ale po książce zaczęłam patrzeć na nie z jeszcze większym uznaniem.