Rozmaryn i róże Agnieszka Maciąg recenzja

Rozmaryn i róże, Agnieszka Maciąg

Agnieszka Maciąg popularność zdobyła jako modelka, ale naprawdę zaczęłam się nią interesować, kiedy jedna po drugiej zaczęły wpadać w moje ręce jej książki. Doceniłam ją za „Smak szczęścia” i „Pełnię życia”. Lubię jej proste przepisy na pyszne dania i pozytywną energię, którymi dzieli się na łamach „Urody Życia”. Właściwie tylko kwestią czasu było więc, kiedy sięgnę po „Rozmaryn i róże”.

Dotychczasowe książki było jak swego rodzaju pozytywne kompendia jak odnaleźć siebie w pędzącym życiu i niebezpiecznym świecie. Tym razem nie mogłam jednak oprzeć się wrażeniu, że przypadła mi rola czytelnika-podglądacza, bo w „Rozmarynie i różach” Agnieszka Maciąg dla odmiany zaprasza do swojego świata. Zamiast doradzać jak żyć, pokazuje, jak ona sama żyje, a przy okazji udowadnia, że szczęście to wybór i stan umysłu.

„Rozmaryn i róże” to przede wszystkim relacja z niezwykłej podróży po Ligurii, Prowansji i Lazurowym Wybrzeżu, w której przystankami są tak samo słynne kurorty, jak i oddalone od utartych szlaków magiczne miejsca, które trzeba tylko odkryć i docenić ich magię. Na trasie pojawiają się bajeczne Monte Carlo, Saint Tropez, Nicea, Portofino, jezioro Como, ale i klimatyczne wille z ogrodami ukryte za zakrętem, które można wynająć na nocleg. Na kartach książki odwiedzamy urokliwe knajpki i restauracje, w których można pysznie zjeść i poczuć niezwykłą atmosferę miejsca, w którym czas płynie wolniej, radośniej i spokojniej. Szybko jednak okazuje się, że posiłki tak samo dobrze smakują jedzone w ekskluzywnej restauracji, jak i na ławce nad morzem, nie tylko dlatego, że są pyszne i świeże, ale przede wszystkim dlatego, że są spożywane w towarzystwie kochanych osób.

Agnieszka Maciąg wielokrotnie wspomina, że podróż na południe była jej wielkim marzeniem od lat. Chciała oderwać się od polskiej rzeczywistości, po prostu się spakować i pojechać przed siebie, poczuć niczym nieskrępowaną wolność i odkrywać w swoim rytmie nowe, wspaniałe miejsca. Jak sama wiele razy przyznaje, to marzenie leżakowało w jej głowie przez wiele lat. Przeszkodą początkowo było późne macierzyństwo, zawodowe obowiązki, a prędzej czy później doszła do wniosku, że również i ona sama. Dopiero z czasem dotarło do niej, że marzenia same się nie spełniają, a trzeba po prostu się za nie brać i wplatać w codzienne życie, bo trzeba wyjść im naprzeciw.

Książka „Rozmaryn i róże” jest więc trochę jak bardzo osobisty i intymny pamiętnik, trochę jak zbiór przemyśleń, trochę jak kartka z podróży po Ligurii, Prowansji i Lazurowym Wybrzeżu. Podróży, która nie zawsze układała się po myśli podróżników, ale niezmiennie sprawiała im mnóstwo przyjemności i radości, bo tak chcieli i tak wybrali. Do pozytywnego, przesiąkniętego dobrą energią języka przyzwyczaiły mnie już wcześniejsze książki Agnieszki Maciąg. W „Rozmarynie i różach” jest jeszcze jeden wspaniały bonus, którego nie mogło zabraknąć w takiej książce – wspaniałe, wakacyjne zdjęcia, które same w sobie są jak pocztówki zachęcające do odwiedzenia tych mniej i bardziej popularnych miejsc.

Kiedy czytałam „Rozmaryn i róże” przypomniała mi się „Manufaktura codzienności” Joanny Matusiak, w której nawet małe, codzienne chwile mają w sobie coś z magii. Ta książka ma też w sobie coś z „Wolnego podróżowania” Dana Kierana, w którym każda podróż jest nie tylko wyprawą przed siebie, ale i w głąb siebie. U Agnieszki Maciąg jest podobnie. Nie zalicza kolejnych miejsc i atrakcji, nie zwiedza na wyścigi, nie zatrzymuje się w dużych hotelach z bezosobowymi pokojami, ale szuka miejsc niezwykłych, z historią, wozi ze sobą własne bibeloty, które pozwalają jej w każdym miejscu stworzyć domową atmosferę. Chociaż na swojej liście marzeń ma mnóstwo miejsc do odwiedzenia, znajduje czas na poranną i wieczorną medytację i przygotowanie śniadania. Bo całkiem słusznie wychodzi z założenia, że podróż nie ma męczyć, nie ma jeszcze bardziej przyspieszyć i tak szybkiego na co dzień tempa życia, a sprzyjać wypoczynkowi, relaksować, przynosić mnóstwo przyjemności i pięknie zapisać się we wspomnieniach.

O wszystkich miejscach z „Rozmarynu i róż” czytałam trochę z nostalgią, bo niektóre z nich wiele lat temu miałam już okazję odwiedzić. Ta książka jednak mi uświadomiła, że podróży w takie miejsca chyba jednak nigdy nie można dość i prędzej czy później zaczyna się za nimi tęsknić. Za słońcem. Za błękitnym niebem. Za piękną przyrodą. I niespiesznym, słodkim życiem.

  • Brzmi ciekawie, chociaż nie do końca mój styl. Jak przez przypadek wpadnie mi w ręce to pewnie przeczytam.

  • Marlena Hryciuk

    Ciekawa jestem książki Agnieszki Maciąg. Nawet nie wiedziałam że taka została wydana. Chciałabym też zobaczyć zdjęcia w środku. Saint Tropez…chciałabym kiedyś zobaczyć 😉

    • Jest ich kilka i były dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem :)