Recenzje w pigułce kwiecień

Recenzje w pigułce – kwiecień

Krótko i na temat – minirecenzje ośmiu książek, które wpadły mi w ręce w kwietniu. Są wśród nich m.in. powieści i reportaże i kilka innych perełek. Do wyboru i koloru :)

***

Pod podszewką, Sylwia Stano, Zofia Karaszewska

Właśnie taką książkę o modzie zawsze chciałam przeczytać. Bo moda to nie tylko sezonowe trendy, wyzysk szwaczek z Bangladeszu i ubrania z sieciówek, które zamiast zapewniać nam oryginalny wygląd, tylko sprawiają, że wszyscy wyglądamy podobnie. W książce „Pod podszewką” autorki oddały głos tym, którzy żyją z opowiadania historii – na co dzień piszą książki, a ubiorem opowiadają o sobie i świadomie kreują swój wizerunek. O tym, czym są dla nich moda i ubrania opowiadają m.in. Katarzyna Bonda (prywatnie posiadaczka aż 500! sukienek), Joanna Bator, Olga Tokarczuk, Janusz Leon Wiśniewski. Autorki książki dodatkowo dorzucają historię niektórych elementów garderoby, a samą modę przedstawiają w znacznie szerszym kontekście – jako sposób na kreowanie wizerunku, opowiadanie historii, pokazywanie przynależności do subkultury albo świadectwo stylu życia i spojrzenia na świat. Owocem tego niecodziennego projektu jest kolekcja literacka – oryginalne ubrania stworzone według wskazówek zaproszonych do projektu pisarzy.

Recenzje w pigułce kwiecień

Efekty uboczne: genialnie pokazuje, że moda to nie zbytek i puste słowo, a genialny środek, żeby opowiadać historie i kreować wizerunek.
Ocena: 9/10

Nakarmić wilki, Maria Nurowska

Bardzo lubię, kiedy w książkach pojawia się motyw wilka. Zwykle też ten jeden motyw wystarcza, żebym się książką zainteresowała. O książkach Marii Nurowskiej słyszałam, ale skusiłam się dopiero na „Nakarmić wilki”. Nurowska snuje tym razem opowieść o młodych naukowcach, którzy na bieszczadzkim końcu świata obserwują dziką przyrodę, podglądają wilki i z różnym skutkiem próbują do nich przekonać lokalną społeczność. To głównie wilki tworzą magiczny klimat tej powieści, ale nie mniej fascynującym, niemym bohaterem jest tu bieszczadzka dzika natura, której urokowi nie sposób nie ulec. Nurowska stworzyła wyjątkowo wciągającą opowieść z dramatycznymi zwrotami akcji, a wątek miłosny zgrabnie splotła z nietypową, wilczą pasją swoich bohaterów. Jedyne „ale” tej powieści to jej długość – ta historia aż się prosi o kilkaset stron, a Nurowska swoim czytelnikom zaproponowała tylko około 200. Szkoda, bo chciało by się znacznie więcej.

Skutki uboczne: Ta książka dokształca, a Nurowska przemyca w niej mnóstwo ciekawych faktów o wilkach. Obudziła we mnie też dziwną tęsknotę, by wszystko rzucić i pojechać w Bieszczady.
Dawkowanie: Nie da się przedawkować, bo za szybko się kończy.
Ocena: 7/10

Samsara, Tomasz Michniewicz

Do czytania książek Michniewicza nie trzeba mnie dodatkowo zachęcać. Tym razem bez czytania się jednak obyło – trochę przez przypadek w moje ręce wpadł audiobook z „Samsarą”. Zapewne, gdyby ta książka została w nim po prostu przeczytana, piałabym z zachwytu. Spotkało mnie dodatkowo miłe zaskoczenie. Nagranie „Samsary” to coś więcej niż odczytana książka. Zilustrowana jest dodatkowo dźwiękami z podróży, dzięki czemu jeszcze lepiej można poczuć azjatycki klimat.
„Samsara” urzekła mnie egzotyką. Lubię sposób, w jaki Michniewicz opowiada o swoich podróżach. Barwna relacja zwykle miesza się ciekawymi informacjami na temat miejsc, które odwiedza. Nie są to przy tym suche fakty do odnalezienia w pierwszej lepszej encyklopedii. Michniewicz nie omija, i chwała mu za to, trudnych tematów jak przemyt, kradzieże dzieł sztuki, polityka, a to, co uznaje się za tabu, tu rozpisane jest na wiele akapitów.
Nie wiem czy kiedykolwiek odważę się na taką wyprawę jak Michniewicz. Na pewno dzięki niemu ten „egzotyczny” świat stał mi się znacznie bliższy.

Efekty uboczne: Michniewicz uzależnia! Nawet jeśli napisałby książkę telefoniczną, pewnie przeczytałabym ją jednym tchem 😉
Ocena: 10/10

Swoją drogą, Tomasz Michniewicz

Nawiązując do tego, co napisałam wyżej – Michniewicz uzależnia, a ja poszłam za ciosem i przeczytałam jeszcze „Swoją drogą”. Niewątpliwie to najbardziej osobista książka Michniewicza. Tym razem w podróż zabiera trzy bliskie sobie osoby – przyjaciela, żonę i własnego ojca. Wyprawa ma im pomóc spojrzeć na swoje życie z zupełnie nowej perspektywy, a sam autor również wysnuwa kilka wniosków na swój temat. Wyprawa do Afryki, arabskiego kraju czy wreszcie do Nowego Orleanu miały być wyprawą życia i spełnieniem marzeń. Czy tak było? W jakimś sensie na pewno. Żeby nie było jednak tak kolorowo, Michniewicz pokazuje, że nawet marzenia miewają czasami gorzki albo kwaśny posmak, a podróż na koniec świata nie zawsze da odpowiedź na pytania o sens życia i czy to nasze życie ucieka nam między palcami czy wyciągamy z niego to, co najlepsze. Z tą książką, a raczej z tym, co można wyczytać między wierszami, trzeba się zmierzyć. A poza tym, to jak zawsze znakomity reportaż.

Recenzje w pigułce kwiecień

Efekty uboczne: Zdania nie zmieniłam – jestem uzależniona od książek Michniewicza na całego.
Dawkowanie: „Swoją drogą” to 3 opowieści. Idealnie jest zagospodarować na nią co najmniej 3 wieczory, podelektować się i przemyśleć treść.
Ocena: 7/10

Lawendowy pokój, Nina George

Z Niną George już się kiedyś zetknęłam (jej „Księga snów” zrecenzowana jest w cyklu „Fragmenty Ubrane”) i obiecałam sobie, że jeszcze wrócę do jej książek. Najciekawszy wydał mi się „Lawendowy pokój” – o Prowansji i książkach, które przepisuje się jak doskonałe lekarstwo na ból duszy. Jeśli dodać, że Nina George stworzyła na potrzeby tej powieści pływającą księgarnię zwaną „Apteką literacką” i opowiedziała historię o miłości, aż chce się sięgnąć po książkę i czytać. Pomysł mnie urzekł, realizacja już trochę mniej. Tropów literackich było za mało, historia miłosna aż za idealna i tkliwa, postaci mnie do siebie nie przekonały. Czytywałam fajniejsze książki, ale tej powieści również warto dać szansę. Przede wszystkim to ciekawa historia w rytmie slow life. Czytając, aż sama zaczęłam odnosić wrażenie, że moje życie zwalnia tempo, a ja oddycham spokojniej. No i jeszcze medal dla Niny George za wyczarowanie wspaniałego klimatu – ta książka dosłownie pachnie Prowansją, a na końcu ma dodatkowo zamieszczony dodatek z regionalnymi przepisami. Skusiłam się na lawendowe lody. Pycha.

Recenzje w pigułce Lawendowy pokój

Dawkowanie: Idealna książka to niespiesznej lektury
Ocena:6/10

To ja byłem Vermeerem, Frank Wynne

Vermeer był ulubionym malarzem Wisławy Szymborskiej. To zapewne dlatego zapamiętałam tytuł tej książki i zapisałam do książkowej poczekalni. Nie wiem na co liczyłam – na dokument, reportaż, ciekawą historię? I jak malarstwo było u mnie zawsze gdzieś z boku i nigdy się nim specjalnie nie interesowałam, to „To ja byłem Vermeerem” wciągnęło mnie bez reszty.
Książka opowiada historię Hana van Meegerena – genialnego fałszerza, który oszukał Hermanna Goeringa i najwybitniejszych znawców sztuki. Człowieka niewątpliwie sprytnego, utalentowanego, ale i niezmiernie skomplikowanego. Meegeren w tej historii budzi jednocześnie podziw, niechęć, sympatię i złość, a Wynne wysnuwa wiele całkiem słusznym wniosków, że np. fałszerz to człowiek renesansu i perfekcjonista, a skopiowanie dzieła sztuki albo czyjegoś stylu wymaga znacznie więcej umiejętności niż namalowanie samego arcydzieła.
To bardzo fajnie napisana książką – fabularyzowana, z ciekawymi wtrętami o sztuce i malarstwie oraz interesującą analizą psychologiczną.

Efekty uboczne: Sporo można się z niej dowiedzieć o sztuce i malarstwie
Dawkowanie: Uważać, żeby nie połknąć
Ocena: 10/10

Misiątko Magda Fres

Powiedzieć o tej pozycji książka to lekka przesada, ale tylko, jeśli myśli się o jej objętości. „Misiątko” nie ma nawet 40 stron, ale tyle w nim cennych treści, że aż muszę o tej książeczce napisać.
„Misiątko” to opowiadania, które pomagają zrozumieć dziecięce emocje. Magda Fres opowiada m.in. jak to jest, kiedy dziecko się denerwuje, boi, buntuje, tęskni, smuci, złości i cieszy. Zwraca uwagę na drobne gesty, zachowania, słowa i podpowiada, jak w takich sytuacjach pomóc maluchowi zrozumieć i przede wszystkim nazwać emocje. To cenna umiejętność, która przyda się na całe życie, a niestety tak mało uwagi jej się poświęca.
„Misiątko” urzekło mnie – w sieci łatwo znajdziecie darmowy fragment. W moim przypadku to było jak uderzenie. Magda Fres bardzo sugestywnie wyjaśnia, dlaczego dziecko na początku tak mocno płacze. Bo płacze przeraźliwie – bo jest w nowym świecie, nie ma nad niczym kontroli, atakują je nawet jego własne rączki… Polecam! Ta książeczka mocno zmienia punkt widzenia.

Dawkowanie: „Misiątko” czyta się błyskawicznie, ale kurację warto powtarzać.
Efekty uboczne: Po tej pozycji zaczyna się zupełnie inaczej patrzeć na własne dziecko.
Ocena: 10/10

Kreatywni. I masz pomysł na wszystko, Scott Barry Kaufman, Carolyn Gregoire

Ta książka jest jednocześnie teoretyczna i inspirująca. Wszyscy doskonale wiemy – dobrze jest być kreatywnym, jednak co to tak naprawdę znaczy? Autorzy pokazują, że stworzenie definicji mija się z celem. Zamiast tego proponują 10 rozdziałów, a w każdym z nich dokładnie omawiają jedną z cech, którymi charakteryzują się osoby kreatywne. Zwracają uwagę na takie elementy jak zabawa, pasja, śnienie na jawie, samotność, intuicja, otwartość na doświadczenia, uważność, wrażliwość, przekuwanie przeszkód w swoją korzyść i umiejętność myślenia inaczej. Przytaczają liczbowe fakty, wnioski z naukowych badań, ale i ciekawe anegdoty o kreatywnych osobach. Całość, chociaż mnóstwo w niej treści, czyta się wyjątkowo przyjemnie i jest niezwykle inspirująca.
Czym w końcu jest ta kreatywność? Lektura tej książki w wielu miejscach może porządnie zaskoczyć i znakomicie obala wiele mitów. Kreatywność wymyka się właściwie wszelkim schematom. Jest gdzieś między chaosem a porządkiem, szaleństwem a rozsądkiem, wysoką wrażliwością i chłodną analizą. Kluczem do sukcesu nie jest przy tym doskonalenie tych cech, ale umiejętność przeskakiwania z jednego stanu w drugi w razie własnych potrzeb. To stosunkowo nowa, ale już bardzo cenna pozycja w moim księgozbiorze.

sezon na czytanie maj książki na wiosnę inspiracja na wiosnę

Efekty uboczne: Inspiruje, sporo w niej wskazówek, co robić, żeby stać się bardziej kreatywnym
Dawkowanie: Dobrze ją czytać wolniej, po rozdziale dziennie i przemyśleć treść.
Ocena: 10/10