Przesilenie Katarzyna Berenika Miszczuk Kwiat Paproci recenzja

Przesilenie, Katarzyna Berenika Miszczuk

Do serii „Kwiat Paproci” mam wyjątkowy sentyment. Zresztą pisałam już o tym wiele razy. Po „Szeptuchę” sięgnęłam, kiedy szukałam pomysłów na moje słowiańskie wesele, które miało się odbyć w… Noc Kupały. Opowieść wciągnęła mnie na tyle, że po kolejną książkę sięgnęłam z przyjemnością, a następne czytałam w takich momentach życia, które będę już zawsze pamiętać. „Żercę” – w podróży poślubnej, a najnowsze „Przesilenie” w czasie, kiedy z niecierpliwością odliczam dni aż w moim domu pojawi się gaworzący szkrab.

Jednak nawet i bez tej otoczki, która sprawia, że chyba na największego książkowego gniota spojrzałabym bardzo łaskawym okiem, seria „Kwiat Paproci” sama świetnie się broni i zajęłaby stałe miejsce na mojej półce. Inna sprawa, że Katarzyna Berenika Miszczuk z każdą kolejną książką stawiała sobie bardzo wysoko poprzeczkę, bo świetną, napisaną z wyjątkowym polotem, humorem i fantazją książkę na miarę „Szeptuchy” wcale nie tak łatwo jest stworzyć. Miszczuk się to udało. I to aż 3 razy z rzędu.

Szeptuchę” recenzowałam wcześniej, podobnie jak „Noc Kupały”, natomiast „Żerca” pojawił się w jednym z wpisów z cyklu „Fragmenty Ubrane” (recenzje dostępne po kliknięciu w link z tytułem). Co mogę powiedzieć o „Przesileniu”?

Hmmm, to kawał dobrej, lekkiej literatury w kobiecym wydaniu w sam raz na ciepłe dni. Po raz kolejny wracają te same postaci, Miszczuk fajnie buduje napięcie, wydarzenia kreśli plastycznie i z typowym dla niej poczuciem humoru. Pojawiają się też nowe, typowo słowiańskie smaczki – kolejne upiory, rytuały i nowe wydarzenia w słowiańskim kalendarzu (tym razem te przypadające na jesień i początek zimy).

Nigdy nie byłam fanką horrorów. Po tych najstraszniejszych zawsze coś sobie nawkręcam i nie mogę później spać po nocach. Miszczuk, chociaż tym razem straszy mocniej niż w poprzednich częściach „Kwiatu Paproci”, osiąga bardzo ciekawy efekt. Jest strasznie, wyobraźnia może pracować, ale takie tchórze jak ja mogą mieć jednocześnie poczucie, że wszystko to jedynie wymyślona wizja i kontrolować poziom strachu. Wrażenie jest podobne jak przy oglądaniu teledysku „Thriller” Michaela Jacksona. Jest zrobiony fajnie, dobrze się go ogląda nawet po latach i nie ma konieczności zakrywania co chwilę oczu, bo upiory i demony z teledysku może i są na swój sposób straszne, ale i potrafią przyciągnąć wzrok, a nawet rozbawić.

Jedyne, czego w „Przesileniu” mi zabrakło to postaci Mokosz. Chociaż w książce pojawia się kilka razy, to jednak nie jest to już ta sama Mokosz, co w „Nocy Kupały” albo „Żercy”. Miszczuk tym razem pozbawiła ją jej blasku i nie dała za bardzo dojść do słowa. A szkoda, bo jak dla mnie stała się chyba jedną z ciekawszych postaci drugiego planu. W „Przesileniu” ma jednak też godnych zastępców, bo Miszczuk do tej powieści wprowadziła kilka zupełnie nowych, wyrazistych postaci, które z miejsca potrafią wzbudzić sympatię i nieźle rozbawić.

Ale, wracając już do głównych postaci. Miszczuk trochę igrała z ogniem, wybierając na jednego z głównych bohaterów cyklu postać historyczną. Ożywienie Mieszka I to naprawdę niezłe wyzwanie. Autorka nie tylko się na to porwała, ale jeszcze zapewniła mu nieśmiertelność, dała ciało zawodowego modela i uwikłała w romans z główną bohaterką. Wiele razy zastanawiałam się, jak zakończy opowieść o losach tej niezwykłej, jak na to nie spojrzeć, pary. Do finału byłam raczej sceptycznie nastawiona, ale wyszło całkiem zgrabnie. Mieszko stał się bardziej wyrazisty niż kiedykolwiek, a książkowa Gosia nie jest już tą samą roztrzepaną dziewczyną, która przyjechała w „Szeptusze” do Bielin. Kiedy zamykałam „Przesilenie”, aż szkoda mi się zrobiło, że to już faktycznie koniec.

I im dłużej o tym myślę, tym bardziej jestem przekonana, że mogę przygodę z „Kwiatem Paproci” podsumować tak jak sama autorka – że będę autentycznie tęsknić za bohaterami tego niezwykłego cyklu.

  • Przznam, że nie znam tej serii. Dzisiaj przy obowiązk, jakim jest maleństwo, nie czytam już takiej literatury. Teraz obcuję z literaturą dziecięca, ale wiem, że wrócę do czytania tylko dla siebie jak tylko młody podrośnie. :)

  • Magdalena Owczarek

    Muszę wreszcie sięgnąć po tę serię, głównie ze względu na elementy “słowiańskie”, które zostały w niej zawarte.

    • Trochę ich jest, Miszczuk w dodatku świetnie doprawia je humorem.

  • NIe znałam tej serii książek- wydaje się być interesująca :)

  • Blondynki Kreatywnie

    Ja nie jestem fanką horrorów lubie kryminały i nie koniecznie serie.

  • Blondynki Kreatywnie

    Bardzo ciekawa książka nie lubie serii ale może faktycznie warto.

  • Grafy w podróży

    Takich propozycji brakowało, nie wiem dlaczego w Polsce jest taki strach przez wciąganiem postaci historycznych do prozy, uwielbiam takie zabawy.

    • Nie wiem czy to strach akurat, chyba bardziej brak dystansu do historii i własnych bohaterów.

  • Czytał wcześniejsze tomy ,,Kwiatu paproci” i ostatnia część cyklu będzie idealna na wiosnę :) Dzięki za recenzję, chętnie sięgnę po lekkie, intrygujące czytadło, które jeszcze mnie trochę postraszy :)