Prowadź swój pług przez kości umarłych

Prowadź swój pług przez kości umarłych, Olga Tokarczuk

Lubię prozę Olgi Tokarczuk, ale wiele z jej książek, w tym „Księgi Jakubowe”, wciąż jeszcze mam przed sobą. Nie przeszkadza mi to jednak, bo wiem, że w końcu po nie sięgnę i to z niemałą przyjemnością. Właśnie tak było też w przypadku „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.

Powieść ma wyjątkowo długi tytuł, porusza trudny temat, jej akcja rozgrywa się na zahukanej polskiej prowincji, a samych bohaterów trudno nazwać atrakcyjnymi. Mają swoje lata, siwe włosy, natręctwa i starcze dolegliwości. A jednak Tokarczuk potrafiła wszystko to zebrać w zgrabną całość z kryminalnym wątkiem i metafizycznym drugim dnem.
Intrygująca jest już sama główna postać powieści. Bo Janina Duszejko, starsza pani kochająca zwierzęta i wróżąca z kart, jest też emerytowanym inżynierem mostów, a po godzinach ze swoim byłym uczniem z wyjątkową pasją zajmuje się tłumaczeniem poezji Blake’a. Wraz z biegiem samej historii poznajemy ją coraz lepiej, ale i tak starsza pani potrafi zaskakiwać i to praktycznie do samego końca.

Zgrabnie nakreślone postaci i tak jednak nie odwracają uwagi od głównego tematu powieści. Tokarczuk krytykuje w niej kłusowników i myśliwych i jasno opowiada się po stronie zwierząt. W jakimś sensie to zamach na tradycję, bo jak nie spojrzeć, Rzeczpospolita od wiek wieków polowaniami stoi.
Tokarczuk odważnie pokazuje w powieści swój punkt widzenia. Nie tylko broni zwierząt, ale pozwala im mścić za zadane przez człowieka krzywdy. I stąd właśnie morderstwo goni morderstwo, a policja jest bezradna przy próbach ujęcia sprawcy.

Tokarczuk nie boi się powiedzieć, że „O kraju świadczą jego Zwierzęta. Stosunek do Zwierząt. Jeżeli ludzie zachowują się bestialsko wobec Zwierząt, nie pomoże im żadna demokracja ani w ogóle nic.” W pewnym momencie stwierdza również, że „Z punktu widzenia natury nie ma istot pożytecznych i niepożytecznych. To tylko niemądre rozróżnienie stosowane przez ludzi.”
Sprowadza też do parteru wszystkich bogobojnych, którym wydaje się, że miłościwy Bóg wszystko im wybaczy w dniu Sądu Ostatecznego. Tokarczuk jest znacznie bardziej sceptyczna. Uważa, że każde działanie zostawia po sobie ślad, a „Każdy uczynek zmieniony w drobne drżenie fotonów wyruszy w końcu w Kosmos jak film i do końca świata będą go oglądać planety.”
Będzie jak rysa na tylko z pozoru kryształowych wizerunkach. Nie zostanie zapomniana żadna krzywda.

Tokarczuk w „Prowadź swój pług przez kości umarłych” sięga po uniwersalne wartości, porusza kwestie, które nie powinny być nam obojętne. A żeby jeszcze bardziej je nam przybliżyć, tworzy klimatyczny świat właściwie zwyczajnych ludzi. Pokazuje ich mocne i słabe punkty, słabości, dziwactwa, od czasu do czasu darząc nas zgrabnymi i udanymi refleksjami na temat życia, dorosłości i relacji międzyludzkich. W pewnym momencie dochodzi do wniosku, że „Dzieci są giętkie i miękkie, otwarte i bezpretensjonalne. I nie prowadzą small talków, którymi każdy dorosły potrafi zamamrotać sobie życie. Niestety, im starsze, tym bardziej poddają się władzy rozumu.”

Tokarczuk pokazuje też, że właściwie dla każdego funkcjonujemy jako inna osoba. Trafnie zauważa, że „każdy z nas widzi innego Człowieka w swój własny sposób, więc ma prawo nadać mu takie imię, jakie uważa za stosowne i pasujące. Tak oto jesteśmy wieloimienni. Mamy tyle imion, z iloma ludźmi wchodzimy w jakieś związki.”

Całkiem słusznie też dodaje: „Czasem mam wrażenie, że żyjemy w świecie, który sobie wymyślamy. Ustalamy sobie, co jest dobre, a co nie, rysujemy mapy znaczeń… A potem całe życie zmagamy się z tym, cośmy sobie wykoncypowali. Problem polega na tym, że każdy ma swoją wersję, i dlatego tak trudno jest się ludziom dogadać.” Prosto, a jakże dobitnie.

Wbrew pozorom jednak „Prowadź swój pług przez kości umarłych” nie jest aż tak ciężką powieścią. Bo trudny temat znakomicie równoważą niesamowite poczucie humoru, zdarzenia i zarysy postaci, które fantastycznie potrafią rozładować atmosferę i jeszcze bardziej wciągnąć w świat powieści. I chyba właśnie w tym tkwi wyjątkowa moc prozy Olgi Tokarczuk. Jest prosta, spokojna, życiowa i w znajomy, codzienny sposób opowiada niezwykłe historie.