Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Projektantka (Fragmenty Ubrane, cz. 25)

Według Rosalie Ham „zemsta jest kwestią stylu”, a z okładki „Projektantki” zalotnie uśmiecha się Kate Winslet w eleganckim kapeluszu na głowie. Moje wydanie tej książki zbiegło się z premierą filmu „Krawcowa” stworzonego właśnie na podstawie powieści.

Siłą rzeczy zastosowałam więc moją starą, sprawdzoną zasadę i najpierw przeczytałam książkę, a potem odpaliłam film. Film jest fantastyczny.

I tak, jak to zwykle z adaptacjami filmowymi bywa, książka przerasta ją o głowę.

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Ale o czym właściwie jest „Projektantka”?
Tilly Dunnage po latach wraca do rodzinnego Dungataru, żeby zaopiekować się matką. Przez lata nieobecności wiele się w jej życiu zmieniło. Została krawcową, zwiedziła Europę i, co najważniejsze, oddała się swojej wielkiej pasji – projektowała i pracowała dla Madeleine Vionnet, wówczas czołowej projektantki, która poleciła ją samemu Balenciadze.
Ostatecznie z zawrotnej kariery Tilly rezygnuje. Głównym tego powodem jest osobista tragedia. Tilly straciła dziecko, rozstała się z jego ojcem, a jedyną bliską jej osobą jest matka w dalekiej Australii.

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

W Dungatarze jednak nikt nie cieszy się na jej powrót. Ludzie wciąż pamiętają i winią ją (oczywiście niesłusznie) za śmierć Stewarta Pettymana, wrednego bachora, który dokuczał wszystkim dzieciakom w mieście. Do Tilly uśmiecha się też i szczęście – znajduje miłość i zaczyna snuć nowe plany na przyszłość, z dala od zazdrosnych i wścibskich ludzi.

Jak to jednak w życiu bywa, nie wszystko zawsze układa się po naszej myśli. Dni i tygodnie mijają. Szczęście miesza się ze smutkiem, a w głowie Tilly z czasem rodzi się pomysł, żeby utrzeć nosa mieszkańcom Dungataru. Nie jest to trudne.

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Dungatar to uosobienie australijskiej prowincji, małomiasteczkowości, zacofania i wszystkich wiążących się z tym najgorszych cech. W mieście funkcjonuje co prawda sklepik, ale oferuje słabej jakości ubrania, normą jest plotkowanie i obgadywanie wszystkich po kątach. W Dungatarze wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich i nikt nikogo tak naprawdę nie lubi. Wszystkim rządzą interesy, interesiki i życie na pokaz. To właśnie dlatego zazdrosne o świetny wygląd kobiety najpierw się gorszą, a potem chcą się ubierać tylko u Tilly. Oczywiście zapominają jej za to płacić i w dodatku wciąż traktują jak odmieńca. Ale zemsta, jest w końcu kwestią stylu, prawda?

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Nie będę zdradzać więcej, bo historia rozwija w nieprawdopodobny sposób, co bardziej denerwujące postaci niesamowitym zrządzeniem losu żegnają się z życiem, a finał jest bardzo mocno zaskakujący.
Rosalie Ham ma talent do opowiadania. Jest zabawna, przewrotna, ma niesamowitą wyobraźnię. Początkowo trochę drażniła mnie duża ilość postaci. Trudno je było zapamiętać i umiejscowić na mapie Dungataru. Ale chociaż w tej książce jest tłum ludzi, to nie są to postaci nakreślone jedynie powierzchownie. Rosalie Ham świetnie obnaża grzeszki miejscowych osobistości. Nawet postaci pozytywne w „Projektantce” nie są bez skazy. Mają swoje małe dziwactwa, są ekscentryczne, ale jednocześnie autentyczne, bo udaje im się pozostać sobą.

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Przerażająco zabawny jest sam portret kobiet w „Projektantce”. Są nabzdyczone do granic możliwości. Kreują się na atrakcyjne i światowe, uważają siebie za intelektualistki, marzą im się wielki świat i towarzyskie wieczorki. W rzeczywistości ich uroda jest kwestią dyskusyjną, a osobowość również pozostawia wiele życzenia, skoro nie mają nawet zielonego pojęcia, kim był Szekspir. W ich przypadku szata nie tyle zdobi człowieka, co kryje jego brzydotę. Mieszkanki Dungataru to rasowe kury domowe najgorszego sortu ubrane w arcydzieła haute couture. Na myśl o czymś takim aż ciarki przechodzą po plecach albo zaczyna zbierać się na śmiech.

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Czytaniem „Projektantki” można się naprawdę delektować. Niesamowita historia wspaniale się rozwija, zaskakuje, bawi, momentami porusza. Wszystko dzieje się w idealnym czasie. Niestety nie można tego do końca powiedzieć o samym filmie. Chociaż sam w sobie jest świetny, ma genialną obsadę i przede wszystkim fantastyczne kostiumy, to jednak akcja w pewnym momencie za bardzo w nim przyspiesza, wydarzenia są okrojone, a sama historia staje się nieco chaotyczna. Mimo to jednak film „Krawcowa” wciąż jest prawdziwą filmową perełką i warto go obejrzeć.

Projektantka, Rosalie Ham, recenzja

Kiedy tworzyłam stylizację do „Projektantki”, cały czas widziałam pierwszą scenę z filmu i świetnie ubraną Kate Winslet dziarsko maszerującą przez australijskie miasteczko z maszyną Singera w ręce. Książkowa Tilly w mojej wyobraźni wygląda podobnie. Dlatego wybrałam tym razem czarne, dopasowane spodnie, musztardowy golf, botki na słupku z ozdobnymi frędzlami przy wiązaniu i granatową kopertówkę na łańcuszku. To jednak tylko tło, bo w przypadku tej stylizacji całą robotę robi płaszcz. W grafitowym kolorze, z rozkloszowanym dołem, asymetrycznym zapięciem na zamek i szerokim paskiem z dużą klamrą w talii. To klasyk, w bardzo kobiecym wydaniu, trochę w stylu new look wykreowanym przez Christiana Diora już ponad 70 lat temu.

  • Asia/ LemurPodróżnik

    Słyszałam o tym filmie i mam zamiar go obejżeć:) Poza tym bardzo fajny płaszczyk!

  • Zdecydowanie wolę książki niż filmy. Piękne zdjęcia i bardzo fajny płaszcz :)

  • Nie czytałam, nie oglądałam.. ale temat “kreacji” w dzisiejszych czasach dalej jest aktualny, może się skuszę na film. Ładne zdjęcia :)

  • Nigdy nie byłam fanką żółtego, ale w tej wersji całkiem mnie przekonuje ;). Płaszcz ma fantastyczny fason!

    • Też miałam z żółtym przez długi czas problem, ale ostatnio bardzo go polubiłam :)

  • Piekny trencz bardzo Ci w nim do twarzy :) Ksiązki nie znam, filmu też nie miałam okazji ogladać