książki

Polacy i książki. Czyli czego nie powiedzą nam statystyki.

Już kilka lat temu wydawało się nam, że czarne chmury zawisły nad polskim czytelnictwem. To jednak był dopiero początek złych wieści. Statystyki spadają na łeb na szyję. Nie tylko u nas. Na całym świecie.

Badanie polskiego czytelnictwa przeprowadziła Biblioteka Narodowa. Wyniki rozpowszechnia w sieci Gazeta Wyborcza. Już teraz wiadomo, że:

  • po co najmniej jedną książkę w roku sięgnęło ostatnio zaledwie 37% Polaków,
  • 2,4 mln Polaków uważa, że czytanie to strata czasu,
  • biblioteki coraz bardziej się wyludniają,
  • wśród nieczytających w ostatnim roku są też osoby, które nie czytały nigdy w swoim życiu.

Na czytanie nie mają czasu nie tylko statystyczni Polacy. Ale i bohaterowie naszych filmów. Postaci z naszych seriali.

***

W tym miejscu można by napisać kolejną opinię, że to straszne. Szukać związków między wynikami badania a sytuacją w kraju. Znaleźć naście innych powodów do narzekania.

Nie dołożę do tego cegiełki. Po przeczytaniu artykułu z Gazety Wyborczej (link) miałam zupełnie inne odczucia.

Uświadomiłam sobie, jaką jestem szczęściarą, że:

  • wychowałam się w domu pełnym książek,
  • od dziecka czytałam baśnie,
  • od zawsze odkrywałam dla siebie zupełnie nowe światy, które dostępne są tylko dla tych, którzy zdecydują się sięgnąć po książki.

Nie zamierzam przypisywać się do kategorii „nie jestem statystycznym Polakiem, bo czytam książki”. Dla mnie nie ma takiego wyboru.
Czytanie jest czymś oczywistym. Naturanym. Niezastąpionym.

Nawet nie potrafię postawić się w sytuacji odwrotnej. Ale znam też osoby, które nie czytają, a mimo to są interesującymi partnerami w dyskusji, są kreatywne, pomysłowe i wcale nie są zamknięte na świat.

Podział Polaków i świata na czytających i nieczytających jest za dużym uproszczeniem.
Tak samo jak dobro i zło.
Biel i czerń.

Bo są książki i Książki. Tak samo jak ludzie i Ludzie.

photo credit: 1/366 via photopin (license)