Pogrzegany olbrzym, Kazuo Ishiguro

Pogrzebany olbrzym, Kazuo Ishiguro

Spotkałam się z opinią, że gdyby Ishiguro dostał Nobla przed „Pogrzebanym olbrzymem”, nikt nie miałby wątpliwości, że ta nagroda mu się należy. Stało się jednak inaczej, a ostatnia książka noblisty wypada, jak nie spojrzeć, dość oryginalnie na tle pozostałych jego utworów. Trudno nawet ją zaklasyfikować do jakiegokolwiek gatunku. Nie jest to do końca powieść fantasy, chociaż pojawiają się w niej mityczne postaci. Nie jest to powieść historyczna, chociaż co rusz wspomina się w niej o legendarnym królu Arturze. Nie jest to też rycerski epos, chociaż w książce pojawiają się rycerze i smok.

Ale być może dlatego Ishiguro po raz kolejny stworzył coś, czego jeszcze nie było w literaturze. Pomieszał ze sobą różne gatunki, opowiedział nietypową historię, wplótł w to wszystko kilka przemyśleń filozoficznych i chyba swój ulubiony temat – ludzką pamięć – który przewija się w większości jego utworów.

„Pogrzebany olbrzym” w zasadzie nie ma potencjału na wielki, książkowy hit. Za głównych bohaterów wybrał parę staruszków, akcję osadził w głębokim średniowieczu i to w mało epickim czasie – tuż po bohaterskich wojnach. Wreszcie dziwna jest sama Anglia w tej książce. Nie dość, że wyludniona, równinna, z ukrytymi wśród gór prymitywnymi wioskami, to w dodatku zasnuta tajemniczą mgłą zapomnienia, przez którą wspomnienia nawet z tego samego dnia ulatniają się w magiczny sposób. Ale nawet z tego Ishiguro potrafił wyczarować nietypową historię, która choć nie jest porywająca, to jednak trudno się od niej oderwać.

„Pogrzebany olbrzym” ma w sobie coś niepokojącego, napięcie utrzymuje się wciąż na tym samym poziomie i, jak to u Ishigury bywa, akcja rozpędza się na ostatnich stronach, by ostatecznie zaskoczyć czytelnika.
To powolne rozwijanie opowieści ma swój urok. Trzeba mieć trochę cierpliwości do tej książki, a wysiłek na pewno nie pójdzie na marne. Im bliżej końca, tym więcej elementów układa się w spójną całość, zagadki rozwiązują się, ale Ishiguro zaskakuje aż do ostatniego zdania. Nic nie jest pewne, ani oczywiste.

„Pogrzebany olbrzym” może wydawać się napisany trochę na siłę. Właściwie we wszystkim doszukiwać się można ukrytych sensów, symboli, szukać drugiego, trzeciego i czwartego dna albo nawiązań do klasyków literatury. Nie trzeba jednak dopowiadać tego, co między wierszami, żeby ta książka miała niezwykłą wartość. Bardzo spodobał mi się nakreślony przez Ishiguro świat. Ma coś z „Imienia róży”, jest niepokojący, czasami wręcz mroczny i ponury, świetnie oddaje średniowieczne klimaty. W „Pogrzebanym olbrzymie” są i czarodzieje i wiedźmy, są rycerze oddani swojej misji, jest nawet klasztor, w którym zakonnicy w wyrafinowany i sadystyczny jednocześnie sposób umęczają swoje ciała. I wreszcie są mgła, tajemnicze rzeki i nieprzewidywalni przewoźnicy, po których do końca nie wiadomo, czego można się spodziewać.

W „Pogrzebanym olbrzymie” są jeszcze ważne pytania, które Ishiguro mimochodem zadaje swoim czytelnikom. Czy pokój jest najważniejszy? Jak daleko można się posunąć, żeby go uzyskać? Czy jest ważniejszy od prawdy? Albo niewinnych istnień ludzkich? Czy warto mimo wszystko walczyć o poznanie prawdy, kiedy z góry wiadomo, że przyniesie ze sobą wojnę, nieszczęścia i żądzę zemsty? Jak dużo można wybaczyć? I czy pamiętanie o krzywdach nie stoi na drodze do szczęścia? Czy prawda zawsze przynosi ulgę? Czy może jednak niepokój, gniew, żal i samotność?

„Pogrzebany olbrzym” nie jest łatwy. Jeszcze nie potrafię nazwać go arcydziełem. Ale nie chcę go też po prostu odhaczać na liście przeczytanych w tym roku książek. Mam z nim kłopot. Siedzi mi w głowie. Budzi nowe pytania, na które wcale nie tak łatwo jest znaleźć dobrą odpowiedź. Ale coś mi nieśmiało podpowiada, że to jedna z tych książek, które żyją razem z czytelnikiem. Zmieniają się razem z nim i za każdym razem pokazują zupełnie inne oblicze, dają się poznać z zupełnie nowej strony. A ta charakterystyka już bardzo mocno podpada u mnie pod rasowe arcydzieło. Czy jest nim „Pogrzebany olbrzym”? Tego jeszcze nie wiem, ale prędzej czy później odpowiedź przyjdzie do mnie sama.