William i Kate

Po co nam królewskie rody?

Dla niektórych utrzymywanie monarchii w XXI wieku jest zbytkiem. Co bardziej krytyczni podpinają przedstawicieli królewskich rodów pod kategorię darmozjadów.
To prawda, że rodziny królewskie żyją z podatków. To prawda, że ich utrzymanie sporo kosztuje. To prawda, że wszystkie te kwoty można by przeznaczyć na cele charytatywne zamiast robić szum wokół eleganckich pań i panów w koronach, diademach i stylowych kapeluszach. Ale jednak nic nie wskazuje, żeby relikt naszych czasów, jakim niewątpliwie są monarchie, miał całkowicie zniknąć.

Nowocześni i normalni do bólu książęta

Nad fenomenem królewskich rodzin zastanawiałam się już wiele razy. Temat wrócił, kiedy zaczęłam przeglądać zdjęcia książęcej pary z wyjazdu do Indii. O ile różnie mówi się o księciu Karolu, a wokół księżnej Diany narosło sporo sensacji, to już Książę William i księżna Kate budzą znacznie cieplejsze uczucia. Lubiani są w Wielkiej Brytanii, entuzjastycznie witani są w dawnych brytyjskich koloniach, nie raz bywali już gwiazdami czerwonych dywanów. A przy tym wszystkim wydają się być tacy normalni, sympatyczni, rodzinni, bliscy…
Podobny trend można zaobserwować też i w Szwecji czy w Norwegii, gdzie książęta i księżniczki mają codzienne problemy, na co dzień starają się żyć normalnie, a korony wdziewają wtedy, kiedy wymaga tego etykieta.
Skoro więc nawet ci, w których żyłach podobno płynie błękitna krew, są coraz bardziej nowocześni i codzienni, to jaki sens jest utrzymywać monarchie?

Cena za marzenia

Odpowiedź na to pytanie wydaje się banalnie prosta. Może i staramy się być możliwie najbardziej nowocześni, ale jednak wciąż gdzieś głęboko w nas tkwi to, co pozostawili po sobie bracia Grimm, Andersen czy średniowieczni skaldowie i bardowie. By uciec od codzienności, chętnie czytamy literaturę fantasy, oglądamy seriale historyczne, z przyjemnością wracamy do baśni i słuchamy legend o onieśmielającej urody białogłowach i dzielnych rycerzach. Lubimy wierzyć, że to dobro zawsze triumfuje.
Historie królewskich rodów są dla nas jak bajka, która rozgrywa się na naszych oczach. Na popularnych serwisach internetowych czy w prasie możemy przeczytać, jak wygląda zwyczajny dzień, który mieści się w kategorii „i żyli długo i szczęśliwie”. Widzimy uśmiechniętego księcia, promienną księżną i pucułowate książęta, które kiedyś przejmą koronę po swoich rodzicach.
Te królewskie, szczęśliwe historie, które wydarzają się tuż obok to jednocześnie potwierdzenie, że bajki wciąż mają jakieś przełożenie na rzeczywistość. W dodatku jak mało co, skutecznie chronią stare i dobre wartości, które teraz wracają znów do łask. Na nowo modna staje się wierność, rodzinę stawia się ponad karierą, duży nacisk kładzie się na dobroczynność. Przedstawiciele królewskich rodów są wyjątkowo atrakcyjnymi ambasadorami wszystkich tych szlachetnych, ale do niedawna spychanych na dalszy plan wartości.
Pamiętam jak kiedyś czytałam relację z odwiedzin księżnej Kate w jednym z domów dziecka czy szkół. Najbardziej utkwił mi w głowie nie jej kosztowny ubiór, tylko notka o małych dziewczynkach, które podekscytowane czekały na moment, kiedy zobaczą prawdziwą księżniczkę… Może i ich codzienność jest zwyczajna, ale taka wizyta w ich oczach była promykiem słońca, biletem do świata baśni, o którym marzyły, kiedy słuchały historii na dobranoc, a być może punktem zwrotnym w ich życiu. Któż to wie?

Szlachetni celebryci

Coraz częściej spotkać się można ze stwierdzeniem, że księżne, księżniczki i książęta to dziś już tylko celebryci. To prawda. Dziś król ani królowa, a tym bardziej książę czy księżniczka raczej nie mają zbyt dużego wpływu na to, co wydarzy się w kraju. Ich zadaniem jest w dużej mierze przyjmować wysoko postawionych gości z innych krajów i wyglądać. Jednak to celebryctwo w ich wydaniu ma w sobie coś szlachetnego, wymaga klasy i niebywałej elegancji. Koronowane głowy nie nakręcą rapowego teledysku, nie będą brać udziału w alkoholowych libacjach (a nawet jeśli, to później muszą się gęsto z tego tłumaczyć), nie będą szokować kontrowersyjnymi stylizacjami, które więcej odkrywają niż zakrywają. Wybiorą to co kosztowne, ale jednak w jakimś sensie arystokratyczne – eleganckie ubrania, stylowe nakrycia głowy, dystyngowane sporty.
Szczerze mówiąc z o wiele większą przyjemnością oglądam księżne niż ekstrawaganckie trendsetterki i nie jestem w tym odosobniona, bo znów zaczyna się z większym zainteresowaniem czytać o damach, kobietach z klasą i dżentelmenach.

Autorytet ma znaczenie

Przedstawiciele królewskich rodów od zawsze zdają się tymi urodzonymi w czepku. Nie muszą się o nic martwić, ich rąk nie hańbi praca, mogą żyć wystawnie bez zastanawiania się nad tym, kto zapłaci rachunek. Ale ci współcześni nie kończą jednak na samym tylko wyglądaniu. Są ambitni, kończą studia, uczą się języków, z zapałem poznają świat.
I tak księżna Kate co prawda co rusz pokazuje się w drogiej kreacji od projektanta, ale też może pochwalić się dyplomem ukończenia studiów i robi podobno fantastyczne zdjęcia. Rania, królowa Jordanii zna kilka języków obcych i również posiada solidne wykształcenie w dziedzinie ekonomii, a to tylko dwa przykłady… Piękne, wykształcone, ambitne – według mnie to właśnie one mogą być atrakcyjnym wzorem, mentorkami dla młodych kobiet i dziewczyn, które wciąż szukają swojego miejsca na świecie i celu w życiu. Wzorem o wiele lepszym niż wyzwolone gwiazdki i gwiazdeczki, które ponad wszystko stawiają dobrą zabawę. Bo chociaż świat się zmienia, a nowoczesne technologie znacznie przyspieszyły nasze tempo życia, to w wielu dziedzinach wciąż nie ma dróg na skróty.

***

Jak uważacie? Zgadzacie się z tym, czy macie odmienne zdanie?

photo credit: Prince William and Catherine Middleton – First Kiss as married couple via photopin (license)