wilkołak

Pluszowe misie popkultury

Wampiry, wilkołaki, upiory i demony. Cała ta plejada bestii znana jest z różnych mitologii świata. Zamiast jednak zapomnieć o nich po wiek wieków, coraz częściej się je wskrzesza, przywołuje, a nawet chce pogłaskać, przytulić i pokochać.

Thriller i lata 80.

Wiele lat temu przerażającym teledyskiem był “Thriller” Michaela Jacksona. Zmorom i strachom udało się nie tylko wydostać z grobów, ale nauczyły się całkiem sensownie tańczyć. Na lata osiemdziesiąte przypadła też premiera filmu „Wilczek” z Michaelem J. Foxem. Znacznie wcześniej, w czarno-białym kolorze powstał kultowy serial „Rodzina Adamsów”.

Plaga wampirów w epoce 2.0

Jednak to, co dzieje się dziś, przechodzi już wszelkie pojęcie. Wampirów w popkulturze namnożyło się już tak wiele, że roczna produkcja czosnku nie starczyłaby, żeby je wszystkie unicestwić. Zresztą kto by się na to zgodził, skoro wampiry nie tylko mają ludzkie uczucia, ale również i twarze, które przyprawiają nastolatki o żywsze bicie serca.

Wiedźmy  czarownicy marketingu

Wampiry są dziś właściwie gatunkiem pod ochroną, a o ich interesy dbają wytwórnie filmowe, wydawcy i producenci zabawek. W końcu na Halloween zarabia się co roku grube miliony i to na całym świecie, a zabawa wciąga nie tylko niewinne dzieci, ale coraz częściej i dorosłych, którzy z odróżnianiem zła od dobra raczej nie powinni mieć problemów.

Wampir czyli kto?

Strachy zyskują przez to całkiem inne znaczenie, pełnią inne role, ale czy ktokolwiek jest w stanie powiedzieć skąd się one tak naprawdę wzięły? No właśnie. Chociaż wampiry wydają się tworem kultury amerykańskiej, to jednak mają słowiańskie korzenie i nazywa się je też bardziej swojsko – wąpierzami czy po prostu upiorami. Wampirem mógł stać się samobójca, czarownik, osoba zmarła gwałtowną śmiercią, a nawet osoba o zrośniętych brwiach! Upiór ten był nieśmiertelny, nie zastygał, żywił się krwią, a przy okazji pastwił się nad swoimi ofiarami. Dopiero w ostatnich czasach wyprzystojniał, polubił słodycze i zaczął mieć śnieżnobiałe zęby. Śmiałkowie też musieli się nieźle natrudzić, żeby wysłać wampira w zaświaty. Cennym orężem był gwóźdź, nóż, czosnek oraz osinowy kołek.

Słowiański bestiariusz

A kto straszył poza wampirami? W słowiańskiej mitologii tych strachów i dziwadeł było sporo i w dodatku były wszechobecne. Czaiły się w rzekach, jeziorach, na brzegach, w lasach, na polach, w powietrzu i spokoju nie dawały nawet podczas snu.

Topielce, utopce i utopki

W wodach niebezpieczne były topielce i utopce, namoknięte, zimne, z wielką głową, które z lubością chwytały za nogi i pomagały nierozważnym istotom dokonać żywota. Bardziej przyjaźnie, ale do czasu, nastawione były już wodniki czyli utopki, czerpiące siłę z wody, małe ludziki o zielonych oczach i włosach. Na udobruchanie składano im różne ofiary.

Załaskotani przez wiły, uwiedzeni przez rusałki

W demonicznym światku Słowian nie mogło zabraknąć również bardziej kobiecych upiorów. Wiły lubiły tańczyć, a tego, kto odważył się im w tym przeszkodzić, czekał ciężki los. W najlepszym wypadku ginął od strzały z łuku, ale najczęściej był załaskotany na śmierć lub dopadało go szaleństwo. O wiele bardziej bezwzględne były rusałki, piękne wodne demony, które nigdy nie były zakochane. Sympatią nie darzyły nie tylko pięknych panien, ale również i urodziwych młodzieńców, których mamiły, żeby z pełnym okrucieństwem pozbawić nieszczęśników życia. Czyżby pierwowzór późniejszej femme fatale?

Południce – okrutne damy w bieli

Ciekawe istoty pętały się również w przestworzach. Południce przedstawiane jako odziane w biel kobiety miały być duszami młodych kobiet, które dokonały żywota na krótko przed lub po ślubie. Te panie nie grasowały w nocy. Przeciwnie, pojawiały się w środku słonecznego dnia, najczęściej na polach, wylegiwały się na słońcu, zadawały zagadki, a przy okazji sprowadzały śmierć, porywały dzieci i zakopywały swoje ofiary żywcem.

Na łasce  niełasce płanetnika

Bardziej przyjazny był już płanetnik (tudzież chmurnik lub obłocznik), przedstawiany jako rosły młodzieniec, którego zadaniem było przenoszenie chmur, zsyłanie deszczu i gradu. Zdarzały się jednak i przypadki złośliwe, które akurat przynosiły burzę przed samymi zbiorami…

Czort – kopytka,różki i ogonek

I tak jednak najbardziej pocieszny był zamieszkujący bory i lasy czort, z kopytkami, różkami i ogonkiem, którego obecność zapowiadał zapach siarki. Czort miał również szczególny sposób ekspresji – albo wrzeszczał, albo chichotał, w zależności od nastroju. Jedno jest pewne, nikomu, kto go spotkał, raczej do śmiechu nie było.

Wilkołak – kosmopolita

Wilkołaka trudno jest przypisać do jakiejkolwiek mitologii, bo to chyba jeden z bardziej popularnych strachów. Pojawiał się już w mitologii greckiej, stałe miejsce zajmował w mitologii słowiańskiej, germańskiej i skandynawskiej. Nie wiadomo czy nad swoimi przemianami panował czy nie ani czy księżyc w pełni faktycznie budził w nim bestię.

Plejada strachów w natarciu

Mitologiczny bestiariusz jest wyjątkowo liczny, barwny, a do jednego kotła wrzucić można jeszcze przerażające zwierzaki, kaprawe czarownice i wiedźmy. Później to wszystko razem można zamieszać, wstrząsnąć i podać na Halloween lub, jak kto woli, słowiańskie dziady.

Kiedy klątwa staje się błogosławieństwem

O ile współczesny świat kocha postaci kontrowersyjne, skomplikowane, z ciemną przeszłością, to nawet barwni ekscentrycy nie mają podskoku do bestii i strachów typowych dla mitologii różnych narodów. Choćby jednak miały one najlepszych specjalistów od PR na swoich usługach, to nic nie jest w stanie ich wybielić i zdjąć klątwy, która na nich ciąży. A może o to właśnie chodzi?

Opublikowano: 31.10.2013