sukienki

Lanvin, Vionnet, Ricci, Grès i Schiaparelli- pierwsze projektantki haute couture

Najlepsi projektanci mody to mężczyźni, a jedynym wyjątkiem od reguły jest Coco Chanel? Nic bardziej mylnego. Chociaż panowie faktycznie potrafią ubrać kobietę z wyjątkową fantazją, to jednak nikt nie potrafi zrozumieć jej równie dobrze jak druga kobieta.

Nowe oblicze kobiecości

Początki haute couture zdają się należeć do panów, jednak bardzo szybko obok tych tradycyjnych zakładów krawieckich prowadzonych przez mężczyzn zaczęły pojawiać się marki, za którymi kryły się kobiety. Świat nie tylko żegnał się raz na zawsze z ciężką krynoliną i deformującym ciało gorsetem. Zmieniała się stopniowo również i rola kobiety, która po traumie związanej z I wojną światową uznała, że musi w końcu stać się samodzielna. Niekiedy zresztą do stanięcia na własne nogi zmuszała ją nie tyle wojna, ale zwyczajny mezalians. Uczucia parowały, kochankowie i mężowie znikali, a ich kreatywne byłe ukochane, zamiast ronić łzy, zaczynały swoją przygodę z projektowaniem. Kobieta nie była już niezaradną i zależną istotą. Coraz chętniej przyodziewała się w pióra, futra, frędzle, odważne wieczorowe kreacje i malowała usta na czerwono. Nie tylko Marlena Dietrich udowadniała, że kobieta może i potrafi być silna i niezależna.

Nowe nazwiska w świecie mody

Kobiecych nazwisk w modzie 20-lecia międzywojennego jest kilka. Mniej więcej wtedy działać zaczęła Jeanne Lanvin (początkowo specjalizowała się w modzie dziecięcej), ale jeszcze bardziej wyróżniły się Madeleine Vionnet, Nina Ricci oraz Madame Grès.

Ultrakobieca Nina Ricci

Nina Ricci urodziła się w 1883 roku w Turynie, mieszkała i uczyła się krawiectwa w Monte Carlo i Paryżu. Dom mody założyła razem z synem w 1932 roku. Zaledwie 7 lat wystarczyło jej, żeby odnieść sukces, a jej pracownia haute couture zatrudniała już wtedy 450 osób. Nina Ricci nie była rewolucjonistką. Jest kreacje odznaczały się niewymuszoną elegancją, były perfekcyjnie skrojone i przede wszystkim bardzo kobiece. Kobiety tak pokochały tę markę, że uznaniem cieszy się do dziś.

Madeleine Vionnet – Balenciaga w spódnicy

Nieszczęśliwa miłość przywiodła do Paryża Madeleine Vionnet, która z czasem zaczęła być nazywana Balenciagą w spódnicy. Krawiectwa uczyła się w Paryżu i Londynie, pracowała też, podobnie jak Poiret, dla Douceta. Swój pierwszy salon haute couture założyła w 1912 roku. Działał on w Paryżu do 1940 roku. Stroje przygotowywała w nietypowy sposób. Nie rysowała ich na papierze, lecz formowała na drewnianej lalce. Delikatne tkaniny układała, spinała i drapowała, dzięki czemu suknie zdradzały każdy ruch ciała. Właśnie dlatego jej sukienki wiele razy wywoływały społeczny skandal. Niezrażona tym Vionnet powtarzała, że dobra sukienka to taka, która uśmiecha się razem z kobietą, która ją nosi.

Madame Grès – piękno ważniejsze od wygody

Inaczej potoczyły się losy Madame Grès a raczej Alix Barton. Adeptka sztuki zainteresowana rzeźbą i grecką modą ubrania projektowała bezpośrednio na ludzkim ciele. Jej kreacje odznaczały się wysmakowaną elegancją, miały stonowane kolory, wykonane były z delikatnych, lejących się materiałów jak jedwabna krepa, muślin czy dżersej. Tkaniny krojone były ze skosu, dzięki czemu jeszcze lepiej układały się na ciele. Typowe dla marki były również plisowane draperie. Jak mawiała sama Madame Grès, moda miało wydobywać piękno ciała, nawet jeśli miało się to odbywać kosztem wygody.

Elsa Schiaparelli i surrealistyczna moda

Wszelkie modowe reguły łamała jednak Elsa Schiaparelli, bardzo zresztą nielubiana przez Coco Chanel. To, co proponowała, było prawdziwą rewolucją. Projektantka uważała, że moda jest nieodłącznie związana ze sztukami plastycznymi, inspirował ją surrealizm oraz malarstwo Salvadora Dali. Swoje kreacje szyła z syntetycznych materiałów, nie bała się kolorowych nadruków, śmiało przedstawiła nawet suknię wieczorową z nadrukowanymi na nią homarami. Nie bała się mocnych kolorów i ekstrawaganckich dodatków. Zaprojektowała m.in. kapelusz w kształcie odwróconego buta. Jeśli kierowała się jakimikolwiek zasadami, to chciała zaskakiwać, bawić się i żartować z mody. Przez wiele lat świetnie jej się to udawało. W miłości jednak również i ona nie miała szczęścia. Rodzina wyrzekła się jej, kiedy postanowiła poślubić nieodpowiedniego mężczyznę. Z mężem wyjechała do Nowego Jorku. Jak to jednak w życiu bywa, mezalians raczej nie jest wstępem do sielanki. Schiaparelli już jako samotna matka musiała radzić sobie sama. Szybko wróciła zza oceanu, zamieszkała w Paryżu, a projektowanie zaczęła od strojów sportowych. Swój dom mody założyła w 1925 roku. Jego znakiem firmowym stał się krzykliwy kolor shocking pink, który pojawiał się nie tylko na strojach, ale też i na flakonach perfum sygnowanych przez projektantkę. Schiaparelli projektowała dużo, z epickim rozmachem i wyjątkową fantazją. Stworzyła liczne kolekcje tematyczne, m.in. cyrkową, astrologiczną i muzyczną. Z czasem jednak straciła swoją intuicję w modzie, a jej kreacje wzbudzały coraz mniejsze zainteresowanie. Rewolucjonistka haute couture zmarła w 1973 roku. Nie miała następcy, który by zatroszczył się o jej markę.

photo credit: Awfulknitter via photopin cc