Pax, Sara Pennypacker

Pax, Sara Pennypacker

Pierwsze, co sobie zapamiętałam o książce „Pax” to zestawienie jej z „Małym księciem”. Potem pomyślałam o niej, że ktoś szalony w imię agresywnej promocji skazuje ją na wieczne potępienie, bo żadna książka nie potrafi oddać magii „Małego księcia”.

Ostatecznie skusiła mnie urocza okładka z narysowanym na niej samotnym liskiem pośrodku lasu, patrzącym na zachodzące słońce. Coś we mnie drgnęło, kiedy przeczytałam w zapowiedzi, że „Pax” to „opowieść o chłopcu i jego lisie (lub lisie i jego chłopcu)”. I mimo wątpliwości, postanowiłam dać „Paxowi” szansę.

Co mogę o tej książce powiedzieć? Że ten, kto przyrównał ją do „Małego księcia” miał sporo racji. Niewiele jest pozycji, które z pomocą prostych historii opowiadają o tak ważnych sprawach. A już na pewno żadna inna nie ma za swojego bohatera sympatycznego liska, którego połączyła niezwykła przyjaźń z małym chłopcem. Właśnie takie książki jak ta chciałabym czytać swoim dzieciom do poduszki, uczyć je wrażliwości, optymizmu. W prosty sposób, przez sympatyczną historię, pokazywać im, co jest w życiu ważne i, że prawie zawsze można naprawiać popełnione błędy.

Jedyne, czego zabrakło mi w „Paxie” to magicznych cytatów, które mogłyby się oderwać od książki i funkcjonować samodzielnie jako skrzydlate słowa. Pod tym względem „Mały książę” wciąż pozostaje i prawdopodobnie już pozostanie niedoścignionym ideałem.

„Pax” to ujmująca i ciepła historia, chociaż opowiada też o rozstaniu, wojnie, bezsensownych śmierciach, poszukiwaniu siebie i dawaniu sobie szansy na powrót do życia i szczęście. Po części to również opowieść o tym, co człowiekowi brutalnie odbiera dorosłość.

„Pax” rozpoczyna się dramatycznie. Wybucha wojna. Osierocony jakiś czas temu przez matkę dwunastoletni Peter musi pogodzić się również z myślą, że jego ojciec zdecydował się pojechać na wojnę. Ta decyzja ciągnie za sobą kolejną – chłopiec musi rozstać się ze swoim ukochanym, dzikim przyjacielem, małym liskiem którego przygarnął kilka lat wcześniej. To, co nierozłączne nagle zostaje rozerwane. To, co wartościowe pęka. Zostaje pustka, z którą trudno się pogodzić. Świat stworzony przez Sarę Pennypacker działa jednak na nieco innych zasadach, nawet jeśli jego codzienność jest podporządkowana wojnie. Na kartach książki chłopiec i lis rozpoczynają podróż, która ma ich na nowo połączyć, tym razem już na zawsze. Nawet nie przypuszczają jak wiele zmieni ona w ich życiu i jak wiele rzeczy o sobie i świecie dzięki niej odkryją.

Pennypacker w „Paxie” zadaje mimochodem mnóstwo pytań, nad którymi warto się na dłużej zatrzymać, a nad którymi mało kto się zastanawia. Jak bardzo można kochać? Ile można poświęcić w imię miłości? Co to znaczy okazać komuś miłość? Czy można w pełni oswoić dziką istotę? Czy rzeczywiście najlepsze, co można jej dać to wolność?

W „Paxie” ujmujące są nie tylko te pytania, ale i sposób, w jaki zbudowane są postaci. Pennypacker pięknie zarysowała charaktery nastoletniego Petera i pokaleczonej przez życie Voli. Początkowo zamknięci hermetycznie we własnych światach, obciążeni poczuciem winy, strachem, licznymi obawami, przed okazywaniem uczuć, w końcu dają sobie szansę na nowe, szczęśliwe życie, którego do tej pory sobie odmawiali. Znajdują odwagę, która każe im odnajdywać sens w każdym dniu.

Głęboki, psychologiczny rys mają również stworzone przez Pennypacker postaci lisków. Równie wrażliwych jak ludzie, równie nieufnych i podatnych na zranienia, ale mimo wszystko odważnych, dzikich, oddanych sobie wzajemnie. Szczerze mówiąc, nie wiem, ile w tych kreacjach jest powieściowej fantazji, a ile prawdy o lisach. Zapewne jedno miesza się w z drugim, ale może z drugiej strony właśnie taki sposób postrzegania zwierząt jest najwłaściwszy, żeby jednocześnie zacząć patrzeć na nie z większą empatią, a przede wszystkim z sympatią.

To wciąż jednak nie wszystko, co można pochwalić w „Paxie”. Zapewne, gdyby poprzestać na tym, można by powiedzieć, że „Pax” to chwytająca za serce, mądra książka dla dzieci, którą powinni przeczytać im dorośli. Ale tak nie jest. Drzemią w niej jeszcze sympatyczne, momentami zabawne fragmenty, które dodają całości niepowtarzalnego ciepła i uroku. Opisy psocących lisów, szczere, ale zabawne sposoby okazywania przez nie sympatii wspaniałe rozładowują napięcie, a jednocześnie wywołują serdeczny uśmiech na twarzy.

I na sam koniec zostaje jeszcze przesłanie, jakie niesie ze sobą „Pax”. Przesłanie, które mówi, że chociaż z dorosłością wiąże się wiele chorób, jak fałsz, nienawiść, nieufność czy wojna, to ta prawdziwa ma jedną zasadniczą zaletę – pozwala poznać siebie, poczuć gdzieś głęboko, co jest naprawdę słuszne i dzięki temu podejmować najlepsze decyzje bez ulegania innym. A nawet jeśli gdzieś przyjdzie zwątpić, to zawsze jest czas, żeby naprawić swoje błędy i zawalczyć w słusznej sprawie.

  • Zwykle nie czytam takich książek, ale ta jakoś wyjątkowo przypadła mi do gustu… :)

    • Od jakiegoś czasu odkrywam na nowo baśnie i książki dla najmłodszych. Mimo lat wcale nie straciły dla mnie swojego uroku. Momentami sama aż się dziwię 😉

  • Agnieszka Łopacka

    “Małego Księcia” uwielbiam, więc może przeczytam i ten tytuł :)