patchwork

Patchworkowe wykształcenie – czyli rzecz o studiach licencjackich

Studia licencjackie. Wykpiwane, zbywane, traktowane po macoszemu właściwie przez wszystkich ze studentami włącznie. Taki trochę bękart w systemie edukacji, który jak gimnazja przynosi więcej szkody niż pożytku. Ale czy faktycznie?

Wady licencjatu

Tak jak na początku września ożywa dyskusja, żeby zlikwidować gimnazja, tak na początku października budzą się głosy, które suchej nitki nie zostawiają na studiach licencjackich. Bo niepotrzebne, bo robią niepotrzebne zamieszanie, bo nabijają kasę uczelni (przecież dwa razy trzeba płacić za rekrutację i za dyplom), bo niepotrzebnie stresują. Nie wiadomo do końca też jak je zakończyć. Krytykuje się przecież i prace licencjackie, i egzaminy licencjackie, które mają sprawdzać wiedzę z trzech lat studiów.

Licencjat – kozioł ofiarny systemu edukacji?

A intencje przecież były dobre: system boloński miał stać się mocnym fundamentem do stworzenia europejskiego szkolnictwa, a studenci wszystkich krajów mieli jeździć po Europie, uczyć się języków, przebywać w różnych ośrodkach akademickich. Nie tylko stawać się intelektualną elitą, ale również znacznie zwiększać swoje szanse na lepszą przyszłość i przede wszystkim karierę zawodową. Aż się chce powiedzieć miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle. Wydaje się jednak, że studia licencjackie obrywają nie tylko za swoje winy, ale również i obnażają wszystkie bolączki studiów wyższych w Polsce. A tych akurat nie brakuje. Masówka, obniżenie poziomu kształcenia, oderwanie od rzeczywistości to tylko niektóre z nich.

Słabe strony 3-letnich studiów

Wady studiów licencjackich wyliczyła Ewa Wilk w Polityce (nr 40, 2013). Problematyczny jest sam sposób uzyskania dyplomu. Pomijając to, że pracę można łatwo kupić, to nawet ta własnoręcznie napisana też pozostawiają wiele do życzenia. Do naukowości najczęściej jest jej daleko, a bardziej od treści liczy się dobrze skonstruowana bibliografia. Zresztą tytuł “lic-a” ponoć i tak nie robi na nikim wrażenia i wszędzie wolą i tak magistrów. W dodatku problem wcale nie kończy się wraz z odebraniem tego niechcianego właściwie tytułu. Również i na studiach uzupełniających kłopotliwe staje się zróżnicowanie studentów. Z reguły ci z prywatnych, słabszych uczelni radzą sobie na uczelniach państwowych znacznie gorzej niż studenci, którzy studiują tam od początku. I gdzie tu sprawiedliwość, skoro i tak wszyscy dostają taki sam dyplom na zakończenie?

Każdy medal ma dwie strony…

Jednak pojawia się też światełko w tunelu. Wraz z wprowadzeniem systemu bolońskiego możliwe stały się wymiany studenckie, to zaś świetna okazja do nauki języków. Co więcej, z osób, które skończyły studia licencjackie, 46% kontynuuje naukę, a 45,5% przenosi się na studia zaoczne i idzie do stałej pracy. To właściwie dobrze, bo razem z nauką mogą się usamodzielnić, zdobyć doświadczenie i szybciej wejść na rynek pracy.

Mimo to jednak z nostalgią wspomina się studia jednolite. Czy jednak faktycznie takie lepsze? Chociaż licencjat z pewnością ma jeszcze wiele wad, to jednak ma też sporo zalet. I właśnie na nie warto przede wszystkim zwrócić uwagę.

Niedoceniona elastyczność

Może i studia te nie robią dziś wrażenia, ale świetnie pasuje do nich powiedzenie, że lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Jeśli pracodawcy chętniej zatrudniają dziś magistra niż lica, to z pewnością też chętniej zatrudnią lica niż osobę, która ma tylko maturę.
O wiele łatwiej jest się doholować do trzeciego roku i obrony licencjatu niż do roku piątego. 5 lat to sporo, zwłaszcza dla studenta, który zazwyczaj szuka jeszcze pomysłu na siebie. Jeśli po roku studiowania uzna, że obrany kierunek to nie to, ma możliwość, że go zmieni za 2 lata i nie zostanie z niczym. Warto też pamiętać, że życie pisze przecież różne scenariusze, czasem naukę trzeba przerwać z różnych powodów, wyjechać, zacząć zdobywać inne umiejętności. Licencjat akurat daje taką możliwość, studia jednolite niekoniecznie.

Rozgrzewka przed magisterką

Prace licencjackie również mają sporo zalet, jeśli im się bliżej przyjrzeć. Fakt, trzeba napisać tych 30-40 stron, ale czy to taka wada? Równie dobrze można pracę licencjacką potraktować jak rozgrzewkę przed poważniejszą i bardziej obszerną pracą magisterską. Skoro już idzie się na studia, to wypada nauczyć się pisać, stawiać tezy, bronić ich, wytaczać sensowne argumenty, a całość uporządkować i wyciągnąć z niej wnioski. I wcale nie jest tu lepszym rozwiązaniem test na zakończenie studiów, który polega najczęściej na zaznaczeniu odpowiedzi A, B, C lub D. Testy końcowe nie dość, że są loterią, to w dodatku ośmieszają samą instytucję studiowania, bo w życiu takiego absolwenta nie zapyta się o literkę, tylko będzie się od niego wymagało znacznie więcej.

Studia w XXI wieku

Warto też spojrzeć na słowo „patchworkowe”. Taka pstrokacizna może denerwować, dawać wiedzę powierzchowną i niepełną, ale to również może okazać się zaletą. Dziś przecież wcale nie trzeba wszystkiego wiedzieć, wystarczy wiedzieć, gdzie tego szukać, a właściwie wyklikać, bo w komputerze ma się nie tylko wszechwiedzącego brata Google, ale nierzadko też multimedialne i dopracowane słowniki i encyklopedie cenionych, również i akademickich wydawnictw. Zresztą nawet po studiach jednolitych absolwentom w głowach pozostawał najczęściej sam zarys, bo od lat króluje zasada, że materiał wystarczy zakuć, zdać i zapomnieć.

Douczony magister

I właściwie skąd wzięło się przekonanie, że studenci po licencjacie mogą tylko kontynuować naukę na innych, dodatkowych kierunkach? Równie dobrze można trzymać się jednych studiów, do których dobierze się drugi kierunek studiowany od początku. Przecież absolwent historii, może iść dodatkowo na zajęcia z np. z historii sztuki, a podana w pigułce na studiach licencjackich wiedza świetnie uzupełni jego wykształcenie. Tych spokrewnionych, dopełniających się wzajemnie kierunków można mnożyć.

Licencjat nie taki straszny

Może więc jednak warto spojrzeć na studia licencjackie z większym optymizmem, przestać na siłę wyszukiwać w nich kolejnych wad i w końcu zacząć wykorzystywać nowe możliwości, których jest naprawdę sporo?