Paryski architekt, recenzja

Paryski architekt (Fragmenty Ubrane, cz. 23)

O drugiej wojnie światowej napisano i powiedziano już chyba wszystko. Były wstrząsające reportaże, niezapomniane dzienniki, niezwykłe powieści i szokujące filmy, które wykorzystywały najnowocześniejsze efekty specjalne.

Ale wyobraźnia ludzka nie zna granic. Dowód? Chociażby książka „Złodziejka książek”, która zrobiła furorę w literackim świecie, doczekała się ekranizacji, a w dodatku już zaliczana jest do klasyki. Choć sama w sobie straszna, to wojna była i będzie nadal bardzo wdzięcznym tematem dla powieści. Z wojną w tle nawet najbardziej nieprawdopodobne metamorfozy bohaterów są możliwe, tak samo wiarygodnie można przedstawić ich jasną i ciemną stronę, wyeksponować największe słabości, najsubtelniejsze emocje, żale i cierpienia.

Paryski architekt recenzja

Jakiś czas temu w polskich księgarniach pojawiła się książka „Paryski architekt” Charlesa Belfoure’a. Powieść trafiła na listę bestsellerów, docenili ją krytycy z New York Timesa. Doczekała się wielu tłumaczeń. Chociaż opowiada o wojnie, to nie jest tylko kolejną powieścią o drugiej wojnie światowej.

Przede wszystkim ciekawe jest już w niej samo miejsce akcji. To nie Warszawa znana z naszych rodzimych reportaży, filmów i powieści, lecz Paryż. Stolica mody, ukochane miejsce intelektualistów, artystów i przedstawicieli wyższych sfer. A jednocześnie stolica wolności. Miasto nierozerwalnie związane z walką o szczytne ideały.

Paryski architekt recenzja

Bohaterowie też nie są zwyczajni. To towarzyska śmietanka. Pojawia się projektantka mody, zainteresowani sztuką niemieccy oficerowie, architekci, bogacze, od których los nagle się odwrócił i odebrał wszystko, na co pracowali przez wiele lat.

Wojna jest dla nich raczej niedogodnością, ale nie ma znamion tragedii. Dopiero wraz z akcją zaczynają się stopniowo zmieniać, rozumieć, ujawniać szlachetne lub odrażające cechy charakteru. W powieściach wojennych najbardziej lubię, kiedy bohaterowie nie są jednoznaczni i stereotypowi. W “Paryskim architekcie” właśnie takich wielowymiarowych postaci nie brakuje. Nie wiadomo do końca, kto jest dobry, a kto zły, a autor wielokrotnie potrafi nas zaskoczyć. Chociaż Belfoure to zawodowy architekt, to jednak potrafi wkraść się w głąb umysłu bohaterów, odmalować ich lęki, obawy, nadzieje, smutki i radości. Nie tylko wiarygodnie, ale również lekko, z uśmiechem, albo tak, że po plecach przechodzą ciarki.

Paryski architekt recenzja

O czym właściwie jest ta powieść? Jak sam tytuł wskazuje o architekcie. Który właściwie przez przypadek zaczyna pomagać Żydom, konstruując dla nich kryjówki w domach w całym Paryżu. Początkowo tajna misja miała być dla niego trampoliną do nowych i dużych zleceń, z czasem jednak przez przypadek zaczyna poznawać osoby, którym ratuje życie, rozumieć, współczuć, a nawet chronić ich, mimo że sam naraża przez to swoje życie. Dzięki tym nowym doświadczeniom nie tylko poznaje siebie, odzyskuje szacunek do siebie, ale i zaczyna dostrzegać cienką linię jaka oddziela to, co dobre, od tego, co złe.

Paryski architekt recenzja

I jakże by inaczej, również na kartach „Paryskiego architekta” pojawiają się miłość, przyjaźń, poświęcenie, szlachetność. Bohaterom tej powieści się kibicuje, drży się razem z nimi. Przyprawiają o szybsze bicie serca, kiedy tylko wpadają w tarapaty. „Paryski architekt” to wyjątkowa powieść. Przyjemna, wciągająca, momentami zabawna i wzruszająca, ciepła, mimo trudnej tematyki. Taki trochę klasyk, w bardzo dobrym wydaniu.

Paryski architekt recenzja

***

Paryż, nawet ten z lat wojennych ma w sobie jakąś wewnętrzną elegancję, a pojęcia paryski szyk nawet nie trzeba specjalnie wyjaśniać. Paryżanki nigdy nie starają się za bardzo, jeśli chodzi o sposób ubierania się (albo przynajmniej sprawiają takie wrażenie). Mają też szczególny sentyment do wielu ponadczasowych i eleganckich fasonów. Jednym z nich jest na pewno trencz, który tej wiosny niepodzielnie króluje na wybiegach i ulicach. Z trenczem jest właściwie tak, jak kiedyś ze spodniami u mężczyzn. Do tych z długą nogawką trzeba dorosnąć.

Paryski architekt recenzja

Chociaż moda na trencze wróciła już dobrych kilka lat temu, to do niedawna lansowane były krótsze, młodzieżowe modele, sięgające zaledwie do połowy uda. W tym sezonie się to zmieniło. Najbardziej pożądane są trencze dłuższe, do połowy łydki lub nawet do kostek, które okrywają niczym peleryna, a stylizacji, nawet tej codziennej, dodają nieprawdopodobnej elegancji. Właśnie taki model, tym razem w ładnym odcieniu khaki, wybrałam do mojego zestawu.  Żeby całość nie była zbyt ponura, dodałam do kompletu czerwony golf i śliwkowe jeansy. Klasyki casualu, których kolory świetnie się ze sobą łączą i wzajemnie podkreślają swoją wyjątkową energię. Do tego dodałam jeszcze jeden klasyk – czarne czółenka z lekko zaokrąglonym noskiem, na klasycznej, smukłej szpilce. Et voilà! Paryski look gotowy :)

  • opowiem ci

    Zachęcił mnie ten post, muszę koniecznie sięgnąć po tą książkę. Zdjęcia sprawiają, że jeszcze bardziej tęsknię już do wiosny :)

    • Jeszcze troszkę i będzie już nie tylko w kalendarzu :)

  • Z chęcią przeczytałabym tę książkę. Zazdroszczę pięknej pogody

  • zapowiada się ciekawie

  • Piękny płaszcz, o takiej długości to można pomarzyć, długo szukałam swój trencz, ale długość ledwo do kolana znalazłam 😉

    • Też mam krótki, ale nie mogłam sobie odmówić dłuższego :)

  • Uwielbiam “Złodziejkę książek”, jak i ogólnie książki z wojną w tle. Zainteresowałaś mnie kolejną i na pewno po nią sięgnę :)

    • To i “Złodziejka książek” i “Paryski architekt” wyróżniają się w tej grupie. Jeszcze od jakiegoś czasu chodzi za mną książka “Krawcowa z Dachau”, ale jeszcze do niej nie dotarłam.

  • O ile nie jestem fanką powieści wojennych, to tej mogłabym dać szansę ;). Bardzo podoba mi się połączenie tego golfu i płaszcza – eleganckie, ponadczasowe, ale nie nudne!

  • Z chęcią przeczytam. Lubię takie klimaty w książkach. Ładna stylizacja, ogólnie lubię trencze a Ty masz boskie włosy 😁🌞