Garou A milieu de ma vie recenzja

Pan od francuskich piosenek

Kiedyś na jego piosenkach uczyłam się francuskiego. Przez zupełny przypadek trafiłam na niego, oglądając francuską telewizję. Dopiero jakiś czas później pojawił się w Polsce, a popularność przyniósł mu duet z Celine Dion.

Od Sopotu do Au milieu de ma vie

To Garou udało się rozruszać drętwa publiczność w Sopocie. Kiedy to było. Wieki temu albo jeszcze dawniej. Potem wydawał kolejne płyty, ale przechodziły jakoś bez większego echa.Od dwóch dni można kupić najnowszą płytę Garou „Au milieu de ma vie”. Ósmy studyjny album, w całości po francusku. 11 piosenek, które niestety łącznie nie trwają nawet 40 minut.

Stary dobry Garou

Pierwsze przesłuchanie: ładne francuskie piosenki.
Drugie przesłuchanie: szału nie ma.

Dopiero później zaczęłam chwytać klimat. To w końcu Garou. Klasyczne piosenki pop, z wyrazistym refrenem, ładnym tekstem, charakterystycznym wokalem to przecież od lat recepta Garou na muzykę, bo o popularność zabiegać już nie musi. Ci, którzy go lubią, i tak bez zastanowienia kupią jego płytę. Wśród piosenek są szybsze i wolniejsze, bardziej popowe i bardziej bluesowe, niektóre weselsze, inne bardziej nostalgiczne, a wszystkie w najbardziej melodyjnym języku świata i przyjemne w odbiorze. Miło się słucha. Na tyle, że rośnie ochota, żeby znowu pouczyć się francuskiego.

  • Kasia

    Garou przewrócił mój muzyczny świat do góry nogami. Uwielbiam go za to.

    Myślę, że każdy znajdzie na tej płycie coś dla siebie. To bardzo refleksyjna i dojrzała płyta niezwykle dojrzałego muzyka stworzona we współpracy z najlepszymi francuskimi twórcami. Płyta porywa już od pierwszego kawałka, miejscami mocno porusza innym znów razem sprawia, że nogi aż same chodzą. Jednym słowem trudno się od niej oderwać.
    P.S. Droga Autorko, twoja recenzja bardzo mi się podoba, myślę, że jest bardzo trafiona.