Oswobodzenie silnej kobiety

Oswobodzenie silnej kobiety, Clarissa Pinkola Estes

Kilka lat temu w moje ręce wpadła „Biegnąca z wilkami”. I wbiła mnie w fotel. Do dziś uważam ją za jedną z najlepszych książek, jakie przeczytałam w życiu.
„Biegnąca z wilkami” rozbudziła we mnie na nowo fascynację baśniami. Zainteresowała mnie wilkami. I zmotywowała do zakupu czerwonych butów.
Książka Estes była kojąca, mądra, wielowymiarowa, napisana z wyjątkowym rozmachem i głębią. Zresztą nic dziwnego, w końcu powstawała przez 20 lat. Aż się prosi, żeby regularnie do niej zaglądać w poszukiwaniu mądrości, drogowskazu, ale i ukojenia i oparcia.

„Oswobodzenie silnej kobiety” to już druga książka Clarissy Pinkoli Estes, która ukazała się na polskim rynku. Pięknie wydana, w grubej oprawie, z obwolutą, na fajnym papierze. A chociaż prezentuje się bardzo okazale, to jednak treść wypada blado na tle „Biegnącej z wilkami”. Albo inaczej – bardzo się różni od niej różni.

Książkę kupiłam właściwie w ciemno, nastawiona na nową porcję baśni z kojącą i mądrą interpretacją. Ale wątpliwości zaczęły się pojawiać już w momencie, kiedy zobaczyłam maryjną okładkę. Kilka stron później miałam już pewność – licząca ponad 400 stron książka Clarissy Pinkoli Estes jest poświęcona Marii, która tak ważną rolę odgrywa w chrześcijaństwie.

Temat bardzo niedzisiejszy, trudny, ale niewątpliwie intrygujący. Bo kto jak kto, ale specjalistka od psychologii etnologiczno-klinicznej mogła rzucić zupełnie nowe światło na nowotestamentowe historie i przypowieści mniej i bardziej znane. Tym bardziej, że na Biblię warto spojrzeć nie tylko jak na świętą księgę, ale i zbiór etycznych przykazań, odwiecznych prawd i fantastyczne dzieło promujące uniwersalne, głęboko humanistyczne wartości.

Estes spojrzała jednak na temat nie tyle z pomocą szkiełka i okiem naukowca, co oczyma własnej duszy. I Tak „Oswobodzenie silnej kobiety” to bardzo osobista, trudna, niszowa, żeby nie powiedzieć nawet hermetyczna pozycja, którą docenią, ale wybrańcy. Ta książka jest trochę jak świadectwo własnej wiary i modlitewnik, który wyjątkowo dużo ma w sobie z tomiku poezji.
W „Oswobodzenie silnej kobiety” trzeba mocno się w wsłuchać, wyjątkowo skoncentrować i otworzyć, żeby wynieść z książki jak najwięcej. Mi, przyznaję się bez bicia, niestety się to nie udało.
Może dlatego, że książkę najzwyczajniej czytałam. A „Oswobodzenie silnej kobiety” wymaga jednak przystanków i to długich, wyciszenia, spokoju, a niekiedy dalekich podróży w głąb siebie.

Może to błąd, że patrzę na tę książkę przez pryzmat „Biegnącej z wilkami”. Bo przez to „Oswobodzenie silnej kobiety” jest na straconej pozycji. Ale to nie do końca tak. Bo chociaż przeczytałam całość, to mam też wrażenie, że książka jeszcze nie odkryła przede wszystkich kart, ani tym bardziej nie poznałam ostatniego słowa.

To trudna pozycja. Ale jednocześnie bardzo cenna. Głęboka i wymagająca. W której jednak zdarzają się słoneczne przebłyski humoru i charakterystyczny dla Estes kojący ton, który jak mało co potrafi genialnie przemówić do głębi duszy.
Wielki plus za rozdział o młodocianych więźniarkach, który skojarzył mi się niemal od razu ze zmaganiami Michele Pfeiffer z trudną młodzieżą z „Młodych gniewnych”. I bardzo trzeźwe spojrzenie na tematy trudne – takie jak np. aborcja, na którą patrzy po ludzku, ze współczuciem, bez straszenia ogniem piekielnym.

Może jeszcze wrócę do tej książki. Z naciskiem jednak na może.

  • Do “Biegnącej z wilkami” przymierzam się już nie wiem od jakiego czasu, aż wstyd, że jeszcze tej książki nie przeczytałam… A i lektura, o której piszesz, może się okazać bardzo intersująca.