Kazuo Ishiguro, Okruchy dnia

Okruchy dnia, Kazuo Ishiguro

Kiedy usłyszałam, że cała Japonia cieszy się po werdykcie Szwedzkiej Akademii, pomyślałam sobie, że wreszcie Murakami dostał Nobla. Chwilę później dotarło do mnie, że jednak się myliłam, chociaż opis początkowo świetnie pasował do jednego z moich ulubionych pisarzy. Jak nie Murakami, to kto?

Kazuo Ishiguro to nietypowa postać. Podczas gdy Murakami to już światowy gwiazdor, Ishiguro ma opinię raczej skromnego pisarza, który ma w dorobku kilka utworów. Nie spieszy się z pisaniem ani z wydawaniem książek. Chociaż regularnie robi sobie kilkuletnie przerwy, i tak zyskał uznanie, a co niektórzy porównują go nawet do Josepha Conrada – bo podobnie jak on popełnił jedno po drugim aż 8 arcydzieł.

Dopiero Nobel jednak zmotywował mnie, żeby zapoznać się bliżej z twórczością Kazuo Ishiguro. Nie lubię oceniać twórczości z perspektywy jednego tylko utworu, dlatego wybrałam trzy – „Okruchy dnia”, „Nie opuszczaj mnie” i „Pogrzebanego olbrzyma” wydanego po dziesięciu latach milczenia.

„Okruchy dnia” to wielka-mała powieść Noblisty. To jej zawdzięcza popularność i Nagrodę Bookera, To również ta książka jako pierwsza z jego utworów została przeniesiona na kinowy ekran. A skoro kamerdynera zdecydował się w niej zagrać sir Anthony Hopkins, to chyba również o czymś świadczy.

Chociaż minęło już kilka tygodni od chwili, kiedy odłożyłam „Okruchy dnia”, wciąż mam problem z zaklasyfikowaniem tej książki. Na pewno nie czytałam wcześniej niczego podobnego. Książka jest niepozorna, liczy zaledwie 200 stron, a jednak jedno popołudnie i wieczór, to zdecydowanie za mało, by się z nią zapoznać. „Okruchy dnia” są przede wszystkim na wskroś angielskie. To swego rodzaju hołd na cześć nienagannych manier, arystokratycznego świata, który dostępny jest tylko dla wybrańców, ale i gorzka opowieść o człowieku, który zachwycony blaskiem wielkiego świata zupełnie zrezygnował z siebie samego.

Stevens, dystyngowany, profesjonalny w każdym calu kamerdyner uważa, że praca u Lorda Darlingtona to najwyższy zaszczyt, jaki go spotkał. W swoich najlepszych latach obsługuje największych tego świata, przysłuchuje się rozmowom o wielkiej polityce i zdaje się całkowicie na swojego pracodawcę. Bo w końcu znawca tematów wielkich i ważkich, nie może mylić się w rzeczach błahych. I tak lata mijają. Stevens bez mrugnięcia okiem wykonuje wszystkie polecenia Darlingtona, również te kontrowersyjne, budzące niepokój i niechęć, a życie przebiega mu między palcami.

Śmierć ojca, wieczorki przy kakao, kwiaty nie przez przypadek zostawione w ciemnym pomieszczeniu zostają gdzieś z boku, niezauważone, a to przecież w tym wszystkim tli się prawdziwe życie i to, co ma w sobie prawdziwą wartość.

Stevens bardzo długo tkwi w odrętwieniu. Służy Darlingtonowi aż do jego śmierci, a potem pieczołowicie odtwarza w pamięci przeszłe wydarzenia i wciąż żyje wielką przeszłością. Przebudzenie nadchodzi z czasem, kiedy wyrusza w kilkudniową podróż po Kornwalii, żeby jeszcze raz zwerbować do pracy swoją dawną współpracownicę – pannę Kenton. To ona zaczyna uświadamiać mu, jak wiele stracił i z ilu rzeczy zrezygnował. Bo w rzeczywistości służba w imię rzeczy wyższych okazała się jednym wielkim nieporozumieniem, a uwielbiany lord uznawany przez Stevensa za znawcę, był jedynie amatorem, pionkiem na międzynarodowej arenie. Tego jednak oddany kamerdyner dowiedział się dopiero po latach, kiedy historia wystawiła swój rachunek. Jak jednak nie można cofnąć czasu, tak nie można jeszcze raz przeżyć swoich złotych lat, jeszcze raz dokonać kluczowych wyborów, a życiu nadać bardziej odpowiedniego kierunku.

„Okruchy dnia” to właściwie gorzka powieść. O człowieku pozbawionym osobowości. O samotności. Braku pasji. Życiu, które w stu procentach wypełnia jedynie praca. Życiu, w którym nie ma miejsca na bliskich, miłość, radość i piękno. Życiu, w którym wszystko musi być zawsze idealnie poukładane, a popołudniowa herbata podana zawsze o stałej porze, co do minuty.
Mimo wszystko jednak „Okruchy dnia” potrafią się wyróżnić. Chociaż przesłanie jest gorzkie, to sama konstrukcja postaci potrafi już wywołać uśmiech na twarzy. Stevens jest trochę jak marionetka, ale na swój sposób zabawna. Drobne zachowania, wyrażane między wierszami przekonania wyglądają i brzmią śmiesznie na tle jego osobistej tragedii. Jednocześnie rozładowują napięcie, ale akcji dodają jeszcze więcej dramatyzmu. W wielu momentach łapałam się na tym, że wzdycham i odczuwam za Stevensa, podczas gdy on sam działał jak na autopilocie, jakby do końca do niego nie docierało, co się wokół niego dzieje.

W „Okruchach dnia” kluczowe jest zakończenie. To ono nadaje powieści charakteru i wyrazu. Jest jak gwałtowny zwrot, objawienie. Akcja całej książki jest właściwie spokojna, momentami wręcz monotonna, ale koniec dodaje tej historii energii, głębi, wraz z nim przychodzi zrozumienie.

Jeden z bohaterów „Okruchów dnia” zauważył, że najlepszym momentem dnia jest wieczór. To na niego się czeka od samego rana. To na wieczór zostawia się najciekawsze plany i najprzyjemniejsze zajęcia. Tak jest z każdym dniem, również wtedy, kiedy jest on metaforą życia. Bo wieczór życia jest dojrzały, mądry, wie, na co skierować oczy, by uchwycić z życia jak najwięcej tego, co naprawdę cenne.

Bo grunt to mieć plany i marzenia. Nie zwlekać z nimi za długo. Doceniać przyjemne, wieczorne chwile i nie pozwolić, żeby z biegiem lat stały się jak okruchy dnia, tylko były esencją życia.

  • Może w święta uda mi się znaleźć czas na przeczytanie jakieś książki, zmotywowałaś mnie 😛

  • “Okruchów dnia” jeszcze nie czytałam, ale Ishiguro gości od dłuższego czasu w moim czytelniczym życiu, podobnie jak Murakami. A moja słabość do literatury japońskiej sięga jeszcze początków liceum. Myślę, że chodzi przede wszystkim o zupełnie inne niż zachodnie podejście do opowieści, o inny rodzaj prowadzenia narracji, inny model bohaterów. Pozdrawiam :)

  • Marta Korotko

    Właśnie sobie uświadomiłam, że ten rosnący stos książek do przeczytania w sypialni, to zaledwie maleńka część tego, co powinnam jeszcze przeczytać :) Tylko skąd cholera wytrzasnąć więcej czasu?

  • Nie jestem pewna, czy ta książka sprawiłaby mi przyjemność, lubię oderwać się od swoich zmartwień, ale nie czytając o zmartwieniach innych.

  • Ha! Ja pamiętam, że słyszałam część radiowego newsa i też byłam przekonana, że Nobla dostał Murakami.
    Mega zachęciłaś mnie swoją recenzją książki Ishiguro! :)

  • Kurczę, widzę ze mam mega zaległości literackie