Dzień Ojca

Ojcowie, Tatusie, Tatusiowie

Ten wpis siedział mi w głowie, zanim jeszcze stworzyłam tekst na 26. maja. Miał być jego naturalnym dopełnieniem. Ciągiem dalszym. Spojrzeniem z innej perspektywy. Ale kiedy tylko usiadłam do pisania, zdałam sobie sprawę, jak trudno jest napisać coś właśnie z tej jakże odmiennej, ojcowskiej perspektywy.

Matki są naturalne, oczywiste, bezwarunkowe. A z ojcami jest zupełnie inaczej. Są albo ich nie ma, niby są, ale są nieobecni. Albo są i to nawet aż za bardzo. Zawsze w jakiś sposób dalecy, na swój sposób samotni. Z wysoko postawioną poprzeczką. Bo z jednej strony oceniani przez matki, a z drugiej wcale nie mniej surowe dzieci.

Standardowo to ojciec jest głową rodziny. I to od niego się sporo wymaga.
Ma zarabiać.
Ma mieć pozycję.
Ma być autorytetem.
Ma być wzorem do naśladowania.
Wyrocznią. Kimś, kto zawsze powie coś mądrego. Wskaże kierunek i zainspiruje.

Matki takie czasami bywają. Ale one raczej są od tego, żeby utulić, pocieszyć, załagodzić, nauczyć ciepła.
To ojciec powinien pokazać jak być silnym. Jak sobie radzić. Jak zacisnąć zęby i iść dalej. Jak odpuścić. I jak walczyć.

Podział cech i obowiązków zlewa się coraz bardziej. Nie ma już jasnych granic, sztywnych ról, drogowskazów, które prowadzą w dobrym kierunku. W szybkich czasach, kiedy rodzinne relacje cierpią najbardziej, znacznie częściej się kluczy, błądzi, dochodzi do celu bocznymi dróżkami, a często okrężną drogą. Czy to gorzej niż kiedyś? Może tak, może nie. Ale jedno jest pewne. Na tym kluczeniu zaskakująco dużo można się nauczyć. Wiele razy zbłądzić. Wyciągnąć wiele ważnych wniosków. Cenniejszych niż mądrości przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Tatusiowie.
Powściągliwi.
Oszczędni w okazywaniu emocji.
Wymagający.
Wcale nie tacy skorzy, żeby chwalić i nagradzać.

Ale jednak kochani. Bo uczą nas świata.
Bo oglądają z nami pierwszy mecz.
Bo cierpliwie tłumaczą zasady wcale nie aż tak trudnej gry.
Bo uczą jazdy na rowerze.
Bo pokazują jak obchodzić się z własnym zwierzakiem.
Bo bezskutecznie próbują z nami upichcić coś w kuchni, kiedy mamy nie ma jeszcze w domu.
Bo są.

Pozycja współczesnych kobiet zmienia się coraz bardziej. Ale wraz z nimi ewoluują też i mężczyźni. Zmieniają się matki i ojcowie. Niektórzy mawiają, że na gorsze. A ja mimo wszystko uważam, że na lepsze.