Nowy początek

Nowy początek

Filmowe nagrody, wyróżnienia, nominacje. Wszyscy o nich wiemy, pamiętamy, czasami dajemy się im zwieść. Po wielkim rozczarowaniu zeszłoroczną „Zjawą” i wieloma innymi, świetnymi, bo z Oscarami na koncie, filmami, do nominacji w tym roku podchodzę trochę sceptycznie.

Mimo to w oscarowy weekend zdecydowałam się obejrzeć coś z propozycji członków Akademii Filmowej. Warunek przy wyborze filmu był jeden – miał mnie zaintrygować. Padło na „Nowy początek” i historię lingwistki, której przyszło porozumiewać się z przybyszami z innej planety.

Nie jest to film łatwy. Nie ma jasno określonej fabuły, która ma swój początek i koniec. Wszystko się w niej zapętla, przeszłość przeplata się z przyszłością i teraźniejszością, a wraz z rozwojem całej historii jest coraz więcej pytań i zaskakująco mało odpowiedzi. Ale zapewne właśnie o to w tym filmie chodzi. Zostawia pole dla nas i tego, co jesteśmy w stanie z niego wyciągnąć.

„Nowy początek” to filmowa perełka dla filologów. Lingwistów. Zafascynowanych porozumiewaniem się, komunikacją, nauką języków obcych. Już dawno temu zaczęłam się zastanawiać czy w myśleniu można pominąć język. Intrygowała mnie światowa mieszanka języków. Zawsze uderzało mnie podczas zagranicznych wyjazdów, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni, jak bardzo podobnie żyjemy, ale chcąc już nawiązać bliższy kontakt, trzeba zawsze wracać do korzeni. Nauki alfabetu, podstawowych słów i zwrotów. Mozolnie i cierpliwie się uczyć, szukać elementów wspólnych, w nieskończoność upewniać się, że dobrze zrozumieliśmy.

Wiele osób w „Nowym początku” zwraca uwagę właśnie na to. Język, który z założenia miał być narzędziem do porozumiewania się, jest jak broń. Nie służy porozumieniu, szukaniu kontaktu, ale potrafi ranić, budować mury, czynić bardzo samotnym. Korzystamy z niego po omacku, bez określonego celu, zapominamy o jego głównej istocie. To, co miało nam służyć, w jakimś sensie nas zniewala, wtłacza w konkretny sposób myślenia, determinuje to, w jaki sposób patrzymy na świat i wszystko to, co bezpośrednio i pośrednio nas dotyczy.

„Nowy początek” to jednak nie tylko historia o nas. Jedyny w swoim rodzaju klimat do tej historii wprowadzają obcy. Pasażerowie tajemniczych statków kosmicznych, którzy są być może tajnymi agentami, być może turystami, a być może naukowcami, którzy z zainteresowaniem chcą zbadać naszą planetę. I właśnie na tej płaszczyźnie pojawia się strach, zafascynowanie, charakterystyczne napięcie, które każe nam oglądać dalej, z nadzieją, że dostaniemy interesujące odpowiedzi na intrygujące pytania. Dowiadujemy się, że nie jesteśmy sami we wszechświecie, ale nie wiemy już czy to dobrze, czy źle. Mimo setek lat rozwoju, jesteśmy bezradni przy próbach porozumiewania się, nie potrafimy zadawać pytań, ba, nie wiemy, czy obcym znana jest idea samego pytania…
Jesteśmy ograniczeni naszym sposobem myślenia, żeby znaleźć wspólny język z nieznanymi istotami.

Ale to jeszcze nie wszystko. Dość istotnym elementem w „Nowym początku” jest czas, a właściwie sposób, w jaki go postrzegamy. Od zawsze żyjemy w przekonaniu, że wszystko ma swój początek i koniec. Są narodziny i jest śmierć. Jest myślenie i działanie. Przyczyny prowadzą do skutków. Ale wszystko to jest mimo wszystko naszym, zdeterminowanym przez ludzki sposób myślenia, wycinkiem większej całości, która pozostaje mimo lat badań i dociekań wciąż wielką niewiadomą.

Człowiek funkcjonuje liniowo, od radosnego punktu A, do nieuchronnego i tragicznego końca w punkcie B. W świecie przyrody wszystko zatacza koło. Kolejno po sobie wracają pory roku, od tysięcy lat ziemię tworzą wciąż te same związki i pierwiastki. Planety wciąż przebywają tę samą drogę po swoich orbitach. Ludzki umysł nie jest w stanie pokazać ich początku, ani tym bardziej nie jest w stanie przewidzieć, jaki będzie ich koniec. O ile w ogóle nastąpi.
Niby się rozwijamy, przemy do przodu, zadajemy pytania i znajdujemy na nie odpowiedzi, ale oddalamy się od tych najistotniejszych kwestii. Gdy przychodzi do zadawania pytań o świat, sens i życie, wciąż jesteśmy tak samo bezradni. A jacy bylibyśmy, jakbyśmy to wszystko wiedzieli?

W „Nowy początku” pada pytanie, „Co byś zrobił, gdybyś wiedział, jak potoczy się twoje życie?” Zaraz po nim słyszymy mniej więcej taką odpowiedź: „jeszcze mocniej chciałbym przeżyć każdą z chwil”. I zawiera się w niej właściwie wszystko.
Akceptacja, tego co się wydarzy. Uważność. Ale jednocześnie i niezwykły spokój. Niezakłócony przez naukowe pytania, które i tak od setek lat pozostają bez odpowiedzi.
I zapewne o to właśnie w tym chodzi. Trzeba ten cykl wiele razy przeżyć, doświadczyć, żeby wreszcie zrozumieć.

W recenzjach spotkałam się z opiniami, że „Nowy początek” jest pusty. Że jego twórcy mieli ciekawy pomysł na film, ale nie potrafili opowiedzieć historii i sami się pogubili. A może to w odbiorcach zadziałało wewnętrzne, ludzkie ograniczenie? Zamknięcie na to, czego nie chcemy widzieć? To jak ze spoglądaniem w niebo. Niektórzy widzą tylko gwiazdy. Inni pokazują palcem całe konstelacje i potrafią opowiadać o nich długie historie.

Jeszcze inni znajdą w tym obrazie rys geniuszu. Doszukają się odniesień do synchroniczności i fizyki kwantowej. Będą rozprawiać, że to obraz o tym, że nie ma początku i końca, a wszystko jest jedynie energią o wysokich albo niskich wibracjach.
Dopowiedzą jeszcze, że całe życie, to jedynie projekcja umysłu, która ma nam pomóc zrozumieć. Poczuć pełnię. I niezwykłą jedność z nieskończonym światem.
A reszta jest już tylko milczeniem. I dziecięcą radością z małych chwil.

  • We wszystkich filmach, ludzie przedstawiają przybyszów z kosmosu w ten sam sposób. Zawsze mają oni głowy (może nie zawsze jedną), kończyny (może i kilkanaście) etc. Jednak zawsze zakładamy, że są stworzeni w podobnym schemacie i z tej samej materii, co człowiek. Z białka i węgla. Ich komunikacja może być zupełnie odmienna do ludzkiej i wykraczająca poza wyobraźnie. Wiem… trochę to filozoficzne rozważania. A do Oscarów. Wydaje mi się, że obecnie jest to tylko konkurs na popularność.

    http://brewilokwencja.blogspot.com

    • Zgadza się. Oscary ostatnio zrobiły się bardzo komercyjne, ale na szczęście sporo im jeszcze brakuje do Eurowizji.
      A co do kosmitów to hmm, masz wiele racji. Wszystkie te wizje to jedynie nasze wyobrażenia podkręcone fantazją, lękami i naszym na wskroś ludzkim sposobem postrzegania rzeczywistości.