tulipany i parasole

Normcore. Czyli jak się nie wyróżniać

Wśród najgorętszych trendów w modzie szczególne miejsce w tym sezonie zajmuje „normalność” czy raczej „normcore”. W skrócie: trzeba ubierać się tak, żeby się nie wyróżniać, samą modę traktować jak powietrze, a ubranie jak ubranie i nic więcej. Czysta funkcjonalność, żadnego indywidualnego rysu.

Czy moda się cofa?

O ile jednak prostota sama w sobie jest elegancka i wyrafinowana, to trend na normalność nie zakłada raczej ani prostoty, ani elegancji. Już prędzej jest kontynuacją mody na sprane i pogniecione ubrania oversize i podejrzanie asymetryczne kroje, które bardziej niż ze spontanicznością i luzem kojarzą się z powszechnym rozmemłaniem. Analizując ten trend od strony samego stylu ubierania, bardzo łatwo można dojść do wniosku, że moda się cofa i to nie ze względu na sentyment, lecz po prostu z lenistwa. Znudzeni wiecznym gonieniem za trendami ludzie nagle zaczynają odpuszczać i ten luz w ubieraniu staje się dla nich najbardziej atrakcyjny.

Eksponowanie osobowości

Sęk tylko w tym, że normals normalsowi nierówny. Jako ikonę trendu wymienia się Steve’a Jobsa, pod trend podciągnąć można Marka Zuckerberga, wielu muzyków i aktorów czy pisarzy. Ich cechą wspólną jest to, że bardziej niż na kreowaniu własnego wizerunku skupiają się na własnej pracy i to ona ich wyróżnia. Od Steve’a Jobsa, nawet gdy miał na sobie czarny golf i parę dżinsów biła szczególna energia i charyzma, podobnie jest z Zuckerbergiem, który mimo milionów na koncie poprzestaje na szarych T-shirtach, w których cały czas czuje się dobrze. I o to chyba chodzi też w całym trendzie, który nie jest zwolnieniem od kreowania siebie, tylko wezwaniem do rozwijania siebie od środka, dbania o to, by z każdym dniem stawać się coraz bardziej interesującym człowiekiem, ani lepszym, ani gorszym od innych, tylko na swój niepowtarzalny sposób wyjątkowym.

Być sobą

Rasowy normals raczej nie potrzebuje poklasku, zna swoją wartość, nie musi niczego udowadniać innym, a jeśli wygląda schludnie i skromnie, to efekt pierwszego dobrego wrażenia tylko dodatkowo wzmacnia swoją ujmującą osobowością, pasją, zaangażowaniem i energią, tym większą, im mniej dotyczy go problem dopasowania się do innych. Prawdziwy normals po prostu robi swoje, a jeśli trzeba, idzie pod prąd.

Normcore – coś więcej niż trend

Normcore jest tylko z pozoru tanią i szarą modą. Ten trend z niczego nie zwalnia, tylko zobowiązuje do poszukiwań, pracy nad sobą, rozwoju. Bo jeśli poprzestanie się na samej tylko szaro-burej garderobie, to faktycznie zrobi się krok do tyłu, nie ucieknie się przed szarością, zwyczajnością i nijakością. Paradoksalnie więc świetnie wystylizowany normals równie dobrze okazać się może ubogą wersją kolorowej, zmiennej i nieprzewidywalnej ofiary mody.