Noc Kupały recenzja

Noc Kupały, Katarzyna Berenika Miszczuk

O tym, że „Noc Kupały” będzie książkowym hitem było już wiadomo dawno temu. A ściślej po pierwszych, dobrych recenzjach „Szeptuchy”.

Katarzyna Berenika Miszczuk zauroczyła swoich czytelników, wciągnęła w lekką i zabawną historię, urzekła wizją fantastycznego, równoległego, a jednak bardzo odległego świata.
I zrobiła coś jeszcze. Przerwała opowieść w najmniej odpowiednim momencie, kiedy napięcie rośnie, a pytań jest więcej niż odpowiedzi.
Licząca ponad 400 stron kontynuacja tej historii to jednak wystarczające ukojenie dla czytelników. Tym bardziej, że to nie koniec cyklu „Kwiat paproci”.

Cykl „Kwiat paproci” może zaintrygować już główną historią. Wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby Polska ponad 1000 lat temu nie przyjęła chrztu, a Mieszko znany z 10-złotowych banknotów chodził po świecie i w dodatku nie starzał się ani trochę.
Jest rok 2000 któryś, z Zachodu przejmujemy modę na galerie handlowe, ale po dobre kremy na zmarszczki i porady na miłość wciąż chodzimy do szeptuch. No i najważniejsze. Wciąż wierzymy w słowiańskich bogów albo deklarujemy się jako słowiańscy ateiści…

Miszczuk ma niesamowitą wyobraźnię i wyjątkowy talent do tworzenia świetnych postaci. Zgrabnie daje im te współczesne cechy, których raczej nie lubimy u innych. Robi to jednak w wyjątkowy sposób. Potrafi je przejaskrawić, wykpić i pokazać tak, że są wyjątkowo zabawne. I jak nie lubimy osób, które w każdej sytuacji potrafią wbijać szpile, to nie sposób nie lubić sympatycznej Baby Jagi. Nie przepadamy za gadułami, którym buzia się nie zamyka, ale nie da się odmówić dziewczęcego uroku Gosi. Nie jesteśmy fanami bezmyślnych mięśniaków, którzy wolne chwile spędzają na siłowni i w dyskotekach, ale nie sposób się dobrotliwie nie uśmiechnąć, czytając o kolejnych perypetiach Radka… Nawet nieobliczalny Mieszko ma w sobie coś magnetyzującego.

Co wydarza się w „Nocy Kupały”?
Przede wszystkim to kontynuacja wątku z kwiatem paproci. Ale żeby było ciekawiej, pojawia się kilka wątków pobocznych. Miszczuk zgrabnie wplata w historię zazdrosną ukochaną z zaświatów, rewelacyjnie też odmalowuje przygotowania do obchodów Nocy Kupały i prężnie działającą grupkę wyznawców bogini Mokosz, którzy do złudzenia przypominają hippisów szykujących się na Woodstock.

Długo zastanawiałam się nad fenomenem „Kwiatu Paproci”.
Kluczem do rozwiązania zagadki jest chyba umiejętność odwołania się do tego wszystkiego, co kojarzy się z wibrującą, młodzieńczą radością.
Miszczuk jak mało kto potrafi przypomnieć, jak to jest mieć ideały, marzenia do spełnienia, naiwne plany, uparte przekonania, motyle w brzuchu, które jak za dotknięciem magicznej różdżki potrafią wyłączyć rozum i każą iść za głosem serca. Nieważne jak daleko i nieważne, z czym miałoby się to wiązać.
Ale nie jest w tym patetyczna, kiczowata, dziecinnie naiwna. Idzie drogą humoru i może właśnie dlatego wciąga w swoją historię tak wiele osób.

Miszczuk potrafi wykpić i ukazać w zabawny sposób wszystko. Nawet miłość, tragiczne wydarzenia, straszne, mityczne postaci. Umie przefiltrować je przez słowiańską tradycję i popkulturę czasów 2.0. Zgrabnie wymieszać, doprawić i podać jako mieszankę wybuchową, która zapewnia świetną rozrywkę na wiele godzin.

Tak jak „Szeptuchę”, „Noc Kupały” czyta się błyskawicznie. Bez znudzenia. I wciąż czeka się na więcej.

Idealna książką na majówkę. Tylko brać koc. Kosz z kanapkami. Znaleźć uroczą polanę w lesie i zatopić się w lekturze.

Opublikowane: 26.04. 2017