książki na wakacje

Najlepsze są książki 500+

Jednych kręcą kryminały. Innych rzewne historie opowiadane o zachodzie słońca. Spora grupa czyta odrealnione historie o nierealnych światach i jeszcze mniej realnych postaciach. A niektórzy lubią poezję…

Wszyscy kochają książki. Ale nie sposób wszystkim dogodzić. Mimo to przy okazji wszystkich wolnych dni pojawiają się rankingi książek, które warto przeczytać.
Są listy ma majówkę.
Są listy na święta.
Urlopy i wakacje.
Zazwyczaj tworzone przez specjalistów od marketingu. Albo subiektywne – robione przez czytelników.

Na wolne dni nie ma uniwersalnej fabuły. Za to jest uniwersalna książka. Jaka?
Mam kilka typów.

Książka na wakacje powinna być gruba. Bardzo gruba. Co najmniej 500+. Żeby się za szybko nie kończyła. Żeby można było się zżyć z bohaterami. Żeby jej nie zabrakło, jeśli jakimś cudem na czytaniu zaskoczy nas poranek.

Idealna książka to taka, której akcja rozwija się stopniowo. Albo taka, która ma wiele wątków, które przecinają się w różnych miejscach.
Doskonała książka na wakacje nie jest przewidywalna. Potrafi zaskoczyć. Ma nagłe zwroty akcji, kiedy wydaje się nam, że domyślamy się ciągu dalszego.

Wakacyjna książka powinna być trochę jak podróż. I to nie tylko w tym geograficznym sensie. Taka, która po otwarciu zaprasza nas do nieznanego, a nawet egzotycznego świata.
Może dlatego tak lubię powieści, w których opisy są tak zgrabne, że można poczuć wiatr od morza, zapach lawendy, cytrusów albo wilgoć powietrza w czasie monsunów.

Idąc tym tropem, dobra książka powinna być też jak przygoda. Nasza słodka tajemnica, która wciąga i pochłania bez reszty. Zachęca do myślenia, zastanawiania się i snucia różnych scenariuszy tej samej opowieści.

Dla mnie osobiście jest też ważne, by książka była pozytywna. Miała optymistyczny wydźwięk.
Nie powinna dołować. Nawet jeśli tematyka jest trudna, to musi być choć jeden sprawiedliwy, który na koniec się uśmiecha.

I wreszcie forma. Chyba najoczywistsza ze wszystkiego.
Powinna być zgrabna. Klimatyczna. Uwodzić. Autor naprawdę dobrej książki potrafi snuć magiczne opowieści, tkać historie i w zaskakujący sposób splatać wątki. I wreszcie umie wyjątkową myśl zamknąć w jednym doskonałym zdaniu. Takim, które od razu zapada w pamięć i przypomina się w niezwykłych chwilach.

***

Jakiś czas temu spotkałam się z terminem „Abibliofobia”. To podobno lęk przed tym, że nie będzie, co czytać. Dlatego profilaktycznie uzbroiłam się już bardzo dobrze na wakacje i robię dalsze zapasy. Apetycznych powieści. Z mniej i bardziej zawikłaną historią. Obiecujących. Takich, z którymi zamknęłabym się na kilka dni i zupełnie odcięła od świata. Albo wyjechała na bezludną wyspę. Wszystkie to książki 500+.

Też macie taką swoją listę? 😉

  • Uff, to teraz już wiem, na co choruję! 😉 Ja akurat preferuję powieści posiadające około 350 stron, ale i większymi tomiszczami nie pogardzę. Tylko niezbyt dobrze się je trzyma. 😀

  • Pani Komoda

    Tak taka książka byłaby znakomita na wakacje!