royce-rolls

Na bogato – jak rodził się Rolls-Royce

Podobno spoglądanie zza szyb Rolls-Royce’a to wyjątkowe przeżycie, utkane z silnych emocji, ale też ze spokoju, błogości i dumy. Świat wydaje się bardziej odległy, jego dźwięki są stłumione, kolory przyciemnione, a pasażer może poczuć się bezpiecznie.

Kiedy Rolls spotkał się z Royce’m

Tak jest jednak dziś, a sama marka na miano luksusowej musiała zasłużyć przez lata swojej obecności na rynku. Pod samą nazwą kryją się nazwiska wspólników – Rolls i Royce. Pierwszy lubował się karoseriach, miał kontakty, dryg do interesów i spał na pieniądzach, drugi nie miał niczego, a na sam szczyt w branży motoryzacyjnej wyprowadziły go wspaniałe pomysły znacznie wyprzedzające epokę, w której żył. Spotkali się, jak to w Wielkiej Brytanii bywa, przy lunchu, ale do współpracy przekonała ich dopiero samochodowa przejażdżka. Ale zacznijmy od początku.

Goniec marzący o samochodach

Frederic Henry Royce nazywany w Anglii self made manem przyszedł na świat w 1863 roku w niezamożnej, wielodzietnej rodzinie. Kłopoty finansowe zmusiły Royce’ów do sprzedania rodzinnego młyna i przeprowadzki z rodzinnego Alwalton do Londynu. Wcale nie rozpoczęli dzięki temu mieszczańskiej sielanki, bo w 1872 roku ojciec Frederica umarł, a przyszły założyciel jednej z najsłynniejszych marek samochodowych na świecie w wieku zaledwie 9 lat musiał iść do stałej pracy. Na początek został gońcem pocztowym, 6 lat później przeniósł się do Towarzystwa Kolei Żelaznej w Peterborough. Szybko jednak okazało się, że bycie chłopcem na posyłki to dla Royce’a zdecydowanie za mało. W 1884 roku powstało w Manchesterze Frederic Henry Royce & Company, przedsiębiorstwo zajmujące się instalacjami oraz naprawą sprzętu elektrycznego, a świeżo upieczony szef pracował nawet po 15-17 godzin dziennie. Przy tym wszystkim Frederic coraz bardziej zaczynał interesować się rodzącą się na jego oczach motoryzacją.

Spotkanie na motoryzacyjnym szczycie

W 1895 roku pojawił się na wystawie w Paryżu, podczas której miał okazję poznać pierwszych konstruktorów o wyjątkowo znajomo brzmiących nazwiskach: Armanda Peugeota, Louisa Renaulta, Willema Maybacha oraz Rudolfa Diesla. Zafascynowany nowoczesnymi maszynami na czterech kołach Royce zaczął marzyć o stworzeniu własnego wehikułu, tym bardziej, że w Anglii nikt jeszcze tego nie zrobił, a w samej tylko Francji było już 600 marek samochodowych.

Pierwszy samochód Royce’a

Swoje pomysły i marzenia bardzo szybko wcielił w życie, w 1903 roku zbudował własne auto 10 HP o mocy 10 KM, założył też firmę Royce Limited produkującą dynama, silniki i zajmującą się elektryką samochodową. Szybko jednak okazało się, że głowa pełna pomysłów to za mało, żeby szybko odnieść w branży sukces. Royce’owi z pomocą przyszedł jednak Henry Edmunds, założyciel brytyjskiego Automobile Clubu, umawiając Royce’a na lunch z młodziutkim i szalenie bogatym Charlesem Rollsem, który automobilom oddał już serce.

Rolls i Royce – niezrównany duet

Syn arystokraty, wykształcony w Eton początkowo nie przypadł Royce’owi do gustu, ale lody stopiło ostatecznie mechaniczne dziecko Royce’a. Panowie nawiązali współpracę. Odtąd za kwestie techniczne odpowiedzialny był Royce, Rolls zaś zajmował się pozyskiwaniem klientów i nadawaniem odpowiedniego wyglądu samochodom.

Spirit of Extasy i znaczek RR

Jednym z pierwszych klientów był niejaki książę John Montagu, który zażyczył sobie, by na masce pojazdu umieszczono figurkę przedstawiającą jego kochaną, choć nie zaślubioną, Eleanor Thornton. Przygotowania figurki podjął się Charles Sykes, a chociaż wytrwale i pracowicie rzeźbił w litym srebrze, to nie zyskał aprobaty zakochanego w modelce księcia. Wszystko zmieniła pewna opera oglądana w Paryżu, a statuetka szybko zyskała wygląd tańczącej kobiety znanej odtąd jako Flying Lady lub Spirit of Extasy (Duch Ekstazy). Chociaż Figurka powstała na życzenie klienta, to praktycznie od razu, wraz z literami RR, stała się znakiem rozpoznawczym marki i była umieszczana na maskach kolejnych modeli aut.

Silver Ghost i światowy sukces

Debiut marki Rolls-Royce okazał się wielkim sukcesem. Model nazwany Silver Ghost był bardzo długi, miał okrągłe światła, migacze na zakończeniu błotników, a z tyłu 4 siedzenia dla pasażerów. Od premiery w 1907 roku do 1925 roku wyprodukowano łącznie około 6 000 egzemplarzy, a prace nad każdym z nich trwały nawet do kilku tygodni. Auto tak się spodobało, że model zamawiano też za oceanem, a zakupu nie odmówił sobie nawet ostatni car Rosji. Po szybkim sukcesie, nie trzeba było długo czekać na kolejne. Firma doczekała się nowej fabryki w Derby, trafiła na giełdę, a zamówienia spływały z całej Europy w tym ze Szwecji, z Niemiec, z Włoch, a nawet Francji.

Marzenie o lataniu

Ta przynosząca niebywałe zyski współpraca nie miała jednak potrwać długo. Chociaż Rolls nie przestał interesować się motoryzacją, to szybko znalazł nową i jeszcze bardziej ekscytującą pasję – latanie. Zapewne również i na tym zbiłby fortunę, ale życie napisało mu zupełnie inny, o wiele mniej optymistyczny scenariusz. 12 lipca 1910 w Bournemouth podczas Międzynarodowego Tygodnia Lotniczego Rolls w czasie popisów zahaczył ogonem o ziemię, jego samolot stanął w płomieniach, a on sam zginął na miejscu w wieku zaledwie 33 lat.

Samochody i silniki samolotowe

Wypadek okazał się tak wielkim ciosem, że przepracowany i zdruzgotany Royce wylądował w szpitalu, a do zdrowia zaczął wracać dopiero po długim wypoczynku na francuskiej riwierze. Firma straciła co prawda osobę, która pozyskiwała jej nowych klientów, ale w tym czasie miała już swoje przedstawicielstwa w Paryżu, Madrycie, Delhi i Bombaju, którymi kierowali miejscowi arystokraci. Plany Rollsa co do konstrukcji silników samolotowych zaczął realizować jego wspólnik, Ernest Hives. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę, a jeszcze przed I wojną światową Rolls-Royce stał się głównym dostawcą silników samolotowych: Orłów, Jastrzębi i Sokołów. Ich produkcja i sprzedaż pozwoliła też firmie przetrwać trudne lata wojny, kiedy popyt na luksusowe samochody wyraźnie spadł.

Baby Rolls i Phantom I – rodzina się powiększa

Tuż po wojnie Royce wziął się ostro za projektowanie nowych modeli samochodów. W latach 20. pracował nad autem nowej generacji. Wyprodukowany w 1922 roku w Derby model Twenty 20 HP był znacznie krótszy od Silver Ghosta i zapewne dlatego zyskał miano Baby Rolls. Przez 7 lat wyprodukowano około 3 000 egzemplarzy tego modelu. Równocześnie pracowano też nad stworzeniem nowej limuzyny. Phantom I (40/50 HP) o znacznie wydłużonej sylwetce produkowano w latach 1925-1931 w łącznej ilości około 3 500 egzemplarzy. Na fali kolejnych sukcesów firma zainwestowała w nową fabrykę, tym razem za oceanem, w Springfield w stanie Massachusetts, gdzie rocznie produkowano 150 samochodów.

Sir Frederic Henry Royce

Dla samego Royce’a lata 20. okazały się wyjątkowo udane. W 1919 roku kupił konkurencyjną firmę braci Waltera i Owena Horace’a Bentley’ów, pracował nad nowymi silnikami samolotowymi, a w 1929 premierę miał kolejny model jego marki – Phantom II. Lata 30. zaczęły się nie mniej obiecująco. W 1930 roku Jerzy V nadał Royce’owi tytuł szlachecki. Odtąd pomysłowy konstruktor znikąd znany był jako sir Royce, jednak wcale nie przestał pracować. Wciąż budował, projektował i nadzorował pracę swoich inżynierów. Zmarł 22 kwietnia 1933 umiera w wieku 70 lat.

Samochody arystokratów

Ani Rolls, ani Royce nie zostawili po sobie rodziny, ale marka nadal żyła i prosperowała. Kierownictwo w firmie objął Ernest Hives i skupił się na rozwoju silników samolotowych, które po raz kolejny pomogły przetrwać firmie wojnę. Marka dobrze radziła sobie jeszcze w czasach powojennych, a doceniono ją również i na dworze królewskim. W 1950 roku Ernest Hives w Pałacu Buckingham wręczył Phantoma IV księżniczce Elżbiecie, a w 3 lata później Phantomy zobaczyć można było podczas jej oficjalnej koronacji.

Ciężkie lata dla marki

Mniej więcej wtedy zaczęły się też trudne lata dla marki. Młode pokolenie nie ceniło już tak luksusu, dało się porwać ruchowi hippisowskiemu i zaczęło regularnie chodzić w jeansach. Jeśli chodzi o samo zamiłowanie do czterech kół, to triumfy święciły nowy Jaguar E-Type, a później nowy Mercedes 600. Premiera nowego modelu nazwanego Silver Cloud przeszła więc praktycznie bez echa. Duże nadzieje wiązano również z modelem Silver Shadow, który produkowano od 1965 roku i to w różnych wersjach: sedan, coupé i kabriolet. Chociaż sprzedano około 3 000 egzemplarzy tego modelu, to nie uchroniło to firmy przed kryzysem. W latach 70. marka Rolls-Royce przestała być konkurencyjna, była źle zarządzana, a z czasem stała się niewypłacalna. Żeby ją ratować, w 1972 roku firma została rozdzielona na dwa przedsiębiorstwa: znacjonalizowane Rolls-Royce Plc (produkujące silniki samolotowe) i Rolls-Royce Motor Cars, co jednak okazało się gwoździem do trumny. Od tego czasu duma Wielkiej Brytanii przechodziła z rąk do rąk, a w 1990 roku marki Rolls-Royce i Bentley kupił Volkswagen za bagatela 660 mln euro.

Pod niemieckimi skrzydłami

Wyglądało więc na to, że słynne angielskie limuzyny będą znów dumą, ale tym razem Niemców. Plany Volkswagena pokrzyżowała jednak pewna klauzula dotycząca prawa do nazwy marki – zagraniczny właściciel nie mógł z niej korzystać. Po prawniczych bojach przy Volkswagenie pozostał Bentley, a Rolls-Royce został odsprzedany koncernowi BMW, jednemu z uprzywilejowanych partnerów Rolls-Royce Plc. Chociaż jednak marka ostatecznie trafiła pod niemieckie skrzydła, to jednak dobrze na tym wyszła i nawet nie opuściła Wielkiej Brytanii, ponieważ BMW zainwestowało w nową fabrykę w Goodwood niedaleko Southampton.

Sukcesy po kryzysie

Kolejne modele ze słynnym znaczkiem RR na masce znów zaczęły odnosić sukcesy, a kupców nie odstraszały nawet ceny zaczynające się średnio od 400 000 euro ani długi czas oczekiwania na samochody. Z fabryk marki wyjeżdżały więc kolejne Phantomy (w tym również nowy Phantom Drophead Coupé z silnikiem V12 o mocy 453 KM, z przyspieszeniem do setki w 5 sekund) i wyruszały w podróż m.in. do Beverly Hills, Belgii i na Półwysep Arabski.

365 mechanicznych rumaków sułtana Brunei

Chociaż auta marki są regularnie produkowane, to Rolls-Royce’a próżno szukać na drogach, a ich szczęśliwi posiadacze zazwyczaj chowają je przed światem, jak sułtan Brunei, który ma podobno aż 365 Rolls-Royce’ów. Czy faktycznie są takie piękne i wyjątkowe można się na własne oczy przekonać na motoryzacyjnych targach. Na szczęście nie trzeba jechać już ani do Genewy, ani do Paryża, ani do Frankfurtu, bo w zeszłym roku Rolls-Royce’y pofatygowały się do Polski na poznańskie MotorShow. I faktycznie robią duże wrażenie, wzbudzają podziw, choć niekoniecznie chęć posiadania. Niech po prostu błyszczą na salonach.