kwiaty

Minimalizm według Dominique Loreau

Do współczesności już na dobre przyssała się „filozofia więcej”. Zachęca się nas, żeby więcej kupować, jeść, inwestować w siebie, mieć więcej przyjaciół, pasji, ubrań, osobistych bibelotów, bo w końcu od przybytku głowa nie boli. Otóż boli i to bardzo mocno. Ilość zaś praktycznie w każdej sferze życia przekłada się na jakość.

Od chomika do minimalisty

Faktycznie można mieć więcej, ale po co? Nawet jeśli z zapałem się coś zbiera lub odkłada z założeniem, że „kiedyś się przyda”, to w praktyce wcale się po to nie sięga, gubi lub zapomina, gdzie się to położyło. Zagracanie wcale więc życia nie ułatwia, nie oszczędza czasu ani pieniędzy, stresuje i mobilizuje ewentualnie do jednego – tworzenia „listy rzeczy zagubionych i poszukiwanych”. Ten szał zbieractwa pieszczotliwie zwany chomikowaniem wszystkiego uzależnia, ale i staje się powodem frustracji. Wreszcie, gdy te wszystkie zbędne skarby zaczynają się wysypywać dosłownie zewsząd, w chomiku-frustracie zaczyna się dopiero rodzić zmysł minimalisty. Nagle zaczyna wyrzucać, ograniczać, oszczędzać, odbierać wartość przedmiotom, które w rzeczywistości wcale jej nie mają. Minimalizm to właściwie nowa moda. Najlepszy sposób na zamanifestowanie swojego sprzeciwu wobec świata konsumpcji, wszechobecnych plastików, fast-foodów, konserwantów, morderczego biegu za nie wiadomo czym i szukania poklasku za wszelką cenę.

Filozofia “mniej”

Minimalista nic nie musi, nie jest uzależniony ani od przedmiotów, ani od ludzi, docenia swoją samotność, żyje w harmonii, a jednocześnie z tego życia potrafi czerpać pełnymi garściami, pozostawiając sobie jednak sporo czasu na wzbogacającą wnętrze refleksję. Promowaniem sztuki minimalizmu zajęli się już jakiś czas temu ci, którzy znudzili się światem Zachodu i zapatrzyli się na orzeźwiający, uduchowiony Wschód. Inspiracją staje się więc kultura Japonii, wszystko, co związane z buddyzmem, życie Nomadów, którzy żyją szczęśliwie, przemieszczając się z miejsca na miejsce z niewielkim podręcznym bagażem.

Minimalistyczna seria Dominique Loreau

Wiele ciekawych wskazówek, które dają do myślenia, można znaleźć również w książkach Dominiqe Loreau. Rodowita Francuzka, która przeniosła się na stałe do Japonii, przekonuje, że wcale nie trzeba mieć dużo, by być stylową, gotowanie i sprzątanie nie muszą być przykrymi obowiązkami, a prowadzenie domu z powodzeniem można oprzeć na niedrogich i ekologicznych produktach. Łącznie powstało pięć książek, w których autorka radzi, jak wprowadzać minimalizm do różnych sfer życia. Tą absolutną podstawą jest „Sztuka minimalizmu”, sięgnąć warto po “Sztukę sprzątania”, „Sztukę umiaru”, „Sztukę planowania” i, według mnie najciekawszą, „Sztukę prostoty”.

Sztuka minimalizmu

W „Sztuce minimalizmu” wyczytać można, że minimalizm nie sprowadza się wbrew pozorom do rezygnacji z przedmiotów. Przeciwnie, autorka zachęca, żeby inwestować, ale w rzeczy dobrej jakości, które będą cieszyć i służyć latami. Okazuje się więc, że luksus to w pewnym sensie synonim minimalizmu i prostoty, które powinny zapanować nie tylko w naszym otoczeniu, ale przede wszystkim w umyśle. Co więcej, pozbycie się wszystkiego, co zbędne, ubogaca życie, poprawia relacje z innymi, przynosi wewnętrzny spokój, odstresowuje i w wyjątkowy sposób uodparnia na wszechobecną chęć posiadania.

Sztuka prostoty

W „Sztuce prostoty”, Loreau zachęca, żeby zrezygnować z kosmetyków, sezonowo modnych ubrań, drobiazgów i pamiątek, które przestały już cieszyć. Loreau namawia też do zredukowania listy kontaktów w telefonie i pogłębienia relacji z osobami, które lubi się najbardziej. Przy okazji odkrywa zalety samotności, która sprzyja rozwojowi duchowemu. Minimalista zyskuje przy tym nie tylko spokój, przestrzeń, ale również i czas, nie mówiąc o oszczędnościach, które pojawiają się stopniowo wraz z dobrowolną rezygnacją z rzeczy, o których niezbędności przekonują specjaliści od marketingu.

Sztuka sprzątania i Sztuka umiaru

Sztuka sprzątania” i „Sztuka umiaru” to już poradniki dla tych, którzy dbają o dom. Pierwsza traktuje nie tylko o sprzątaniu, ale również i takim urządzaniu wnętrz, żeby nie trzeba było sprzątać. Druga to praktyczne wskazówki dotyczące gotowania i robienia spożywczych zakupów, które pozwolą żyć zdrowiej, schudnąć i zyskać życiodajną energię. W obu książkach po raz kolejny wszystko sprowadza się do zasady, im prościej, tym lepiej, a im mniej udziwnień w życiu, tym przyjemniej się żyje.

Sztuka planowania

Ze wszystkich pozycji najmniej przekonująca jak dla mnie okazała się „Sztuka planowania”, w której Loreau zachęca do robienia list wszystkiego: zakupów, prezentów, emocji, drobnych przyjemności, marzeń, planów, problemów, które na kartce papieru wyglądają zupełnie inaczej niż w umyśle. Kłopoty nie są już tak straszne, a marzenia nagle zaczynają się stawać realnymi punktami, które stopniowo można odhaczać jeden po drugim. W sumie również i takie notowanie może mieć swój niepowtarzalny urok i przy okazji świetnie porządkować wiecznie zajęty czymś umysł. Lepsze ogarnięcie trosk to w końcu mniejszy stres na co dzień, w myśl zasady niech kartki się nimi martwią, a autor list spokojnie korzysta z życia.

Minimalizm w każdym calu

Książek po okładce oceniać się nie powinno, ale cała seria poradników to edytorski majstersztyk. Okładki są jasne, minimalistyczne, czcionki czytelne, ładnie skrojone, a po każdą z pozycji sięga się z przyjemnością. Jeśli więc w życiu warto nauczyć się redukowania rzeczy, to jednak w którąś z tych pozycji (jeśli nie we wszystkie) warto się zaopatrzyć i przeczytać je nawet kilka razy.

Opublikowano: 7.04.2014 r.

  • Mnie jakoś ta książka nie przekonała i przyznam, że przeczytałam ją tylko do połowy. Zbyt wielki nacisk na pozbywanie się. Rozumiem, że to jest ważne. Sama pozbyłam się zbędnych bibelotów, czy ubrań. Jednak moim zdaniem autorka przesadza. Najlepiej to siedzieć w czterech białych ścianach, bez niczego, z 2 bluzkami w szafie. Niestety tak odbieram tę książkę. Myślę, że są ciekawsze propozycje na ten temat :)

    • Możliwe, ja rozpoczęłam właśnie od poradników Dominique Loreau i w wielu miejscach się z nią zgadzam, ale mojej szafy (nie aż takiej znowu dużej) i regału z książkami mogę bronić jak lwica 😉

      Czy przesada, hmmm, ja to odebrałam raczej jako stawianie na naturalność i jakość w miejsce ilości. Być może również za jakiś czas trafię na coś bardziej inspirującego, ale póki co “Sztuka prostoty” to dla mnie klasyka gatunku :)