Milczenie, Shusaku Endo

Milczenie, Shusaku Endo

Niby o religii, a jednak wywrotowa. Niby opowiada o przeszłości, ale jest też zaskakująco współczesna.
„Milczenie” to powieść, która wymyka się schematom.
Ukazuje chrześcijaństwo na opak. Sprowadza religię do polityki, odbiera jej sens, wywraca do góry nogami jej podstawowe zasady.
Dobitnie pokazuje, że każda, nawet najlepsza, religia jest jedynie drogą na skróty, pułapką i nie można nią zastąpić własnego sumienia. Zrezygnować dla niej z doskonalenia umiejętności odróżniania dobra od zła.

Shusaku Endo to mistrz. Nie dość, że potrafił zgrabnie i autentycznie nakreślić historię sprzed blisko 400 lat, to w dodatku posiadł tajemnice europejskich umysłów. Poznał ich myśli, wartości, sposób pojmowania świata.
Jeśli miałabym się zastanowić, właśnie tak jak w tej powieści wyobraziłabym sobie misjonarzy, którzy w XVII wieku wyruszyli na drugi koniec świata, by nieść innym Dobrą Nowinę. Nie spodziewałam się jednak aż tylu dramatycznych zwrotów akcji i zaskoczeń.
Endo nie oszczędza swoich bohaterów. Co rusz wystawia ich na kolejne próby, wkłada w ich usta coraz trudniejsze pytania. W wyjątkowy sposób pokazuje ich ponurą metamorfozę. Z silnych, zdeterminowanych, żyjących ideałami misjonarzy w złamanych życiem ludzi, którzy stracili swój najcenniejszy skarb.

„Milczenie” to intrygująca opowieść o religii. Ale niekoniecznie dla ludzi religijnych, w tym tradycyjnym ujęciu. Dużo w niej pytań i zwątpień, nie ma w niej pokrzepienia. Bohaterowie też nie są piękni. Bywają tchórzliwi. Męczeństwo nie ma nimbu chwały. Sami misjonarze zaś są bardziej jak wilki, które pożerają swoje owieczki…

W „Milczeniu” Endo rozprawia się z chrześcijańskim Bogiem, wizją heroicznego męczeństwa, znaczeniem służby i dobrego życia. Zadaje mnóstwo pytań, łamie zasady, ale zdaje się docierać do istoty dobrego, religijnego życia.

Bóg w „Milczeniu” to wielki nieobecny. Po raz kolejny patrzy na nieszczęścia i cierpienie, ale pozostaje niewzruszony. Nie interweniuje. Ignoruje pytania. W dodatku jest nieuchwytny. Każdy pojmuje go inaczej. Inaczej go sobie wyobraża. Inaczej interpretuje prawdy wiary.

Męczeństwo pojmowane jako poszukiwanie chwały i nieśmiertelności w „Milczeniu” traci swoją moc. Nie jest ani trochę chwalebne, majestatyczne. Endo brutalnie pozbawia je sensu i jego teatralnej otoczki. Niebiosa nie grzmią, kiedy umierają kolejni chrześcijanie. Nie zapada ciemność, nikt nie płacze. Męczeństwo w „Milczeniu” nie wiąże się z poświęceniem. Staje się zbędne, a sama religia staje się przez nie zagrożeniem dla życia.

Samo chrześcijaństwo w „Milczeniu” jest ukazane jako wiara śmierci, cierpienia i samotności. Dzieli zamiast łączyć. Niszczy najpiękniejsze ideały. Nie zna odpowiedzi na najtrudniejsze pytania. Jako system zawodzi, bo opowiadając się za chrześcijaństwem, jednocześnie trzeba złamać wszystkie jego podstawowe zasady.

„Milczenie” w tragiczny sposób pokazuje, że religia nie musi być oparciem. Wytyka jej słabe strony. Pokazuje bezradność. Każe na nią spojrzeć krytycznie. Jednocześnie przypomina jak ważne jest sumienie i samodzielne myślenie.

A gdzieś pośrodku, między wiarą i rozumem, jest dobre, pełne życie.