auckland

Miejsce do życia

Zawsze tworzy się z nim związek nie do końca oczywisty. Powinno mieć konkretną energię, wygląd i wiązać się z ciekawą historią. Można zakochać się w nim platonicznie albo związać się z nim na kilka lat, jeśli nie na całe życie.

Rozważni i romantyczni

Wybór nie zawsze jest łatwy. Dla niektórych (jeśli nie dla większości) ważniejsze niż sceneria są perspektywy rozwoju, ludzie, odległości, koszty utrzymania i przede wszystkim wygoda. Chociaż każdy przyzna, że życie na walizkach jest interesujące i w głębi serca zazdrości współczesnym nomadom, którzy bez żalu przenoszą się z miejsca na miejsce, to mało kto decyduje się właśnie na taki styl życia, stawia wszystko na jedną kartę i otwiera się na nieznane.

Z miejsca w miejsce

Kiedyś wymyśliłam sobie, że przyjemnie byłoby średnio co rok zmieniać adres zamieszkania. Okres wystarczająco długi, żeby poznać największe atrakcje i nasiąknąć miejscową kulturą, ale na tyle krótki, żeby nie zdążyć zapuścić tam korzeni. Innym razem, a była to z pewnością późna jesień, wpadłam na pomysł, że przyjemnie byłoby żyć przez pół roku na drugiej półkuli. Byłaby to doskonała okazja, żeby nie tylko poznać nowe miejsca, ale przede wszystkim uciec przed przygnębiającą pogodą. Te podróżnicze plany jak do tej pory jednak skończyły się na wędrowaniu mojego palca wskazującego po krzywiznach globusa. Chociaż nie do końca, bo nieśmiało zaczęłam wdrażać je w swoje życie.

Jak w domu

Zobaczyć na pewno warto setki miejsc na świecie, ale zobaczyć niekoniecznie znaczy uznać je za idealne miejsce do życia. Nie chciałabym mieszkać w Kairze, Paryżu ani Nowym Jorku. Tej wyjątkowej energii nie ma dla mnie wiele innych stolic, a chociaż podoba mi się Azja i Bliski Wschód, to wątpię, bym poczuła się tam tak jak u siebie. Moja lista miejsc do zamieszkania zamyka się jak na razie na około dziesięciu punktach. W sam raz, by ją zrealizować w ciągu życia, a zarazem nie popaść w męczący wir podróżowania.

Platoniczna miłość i sentyment

Wiele lat temu na tej wyjątkowej liście szczególne miejsce zajmowały polskie miasta, z których bardzo długo za najpiękniejsze uznawałam Poznań i Warszawę. Warszawa pozostanie zapewne już w kręgu platonicznych miłości. Wciąż mnie fascynuje, ale nie na tyle, żeby pakować walizki i zaczynać w niej wszystko od nowa. Żadnych wątpliwości nie miałam jednak kilka lat temu, kiedy pojawiła się okazja, żeby przenieść się do Poznania. Wybór okazał się dobry na całych 6 lat. Później czar prysł, a Poznań widziany każdego dnia stał się nagle miejscem jak każde inne. Z przyjemnością tu wracam co jakiś czas, ale jest to już raczej przystanek, a nie początkowe przyciąganie.

Stolice z artystyczną duszą

Taki wielkomiejski urok w dobrym tego słowa znaczeniu zawsze miał dla mnie Berlin. Nie jest aż tak daleko od granicy, w ciekawy sposób łączy się w nim historia z nowoczesnością, a w dodatku ma sobie tylko właściwą artystyczną duszę, inną niż Paryż czy Kraków. Miejsce szczególne na mojej liście miejsc do zamieszkania zajmują jeszcze dwie inne stolice europejskie. Na długo, chociaż niekoniecznie na zawsze, mogłabym zatrzymać się w bajecznej Pradze i Rzymie, a być może również w Wiedniu i Budapeszcie.

Mityczne antypody

A z tych dalszych miejsc? Od kilku dobrych lat fascynuje mnie Auckland – przepiękne miasto na końcu świata. Odległe, ale w jakiś sposób europejskie, nowoczesne, ale w niesamowity sposób komponujące się z urzekającą nowozelandzką przyrodą. Jedynym jego minusem jest tylko odległość. Gdybym mogła się tam teleportować, nie zastanawiałabym się pewnie nawet minuty, a w godzinę byłabym spakowana.

Tam, gdzie słońce nie zachodzi

Z wyjątkowych walorów przyrodniczych znana jest Skandynawia, ale chociaż modna stała się Islandia, wiele nasłuchać można się o malowniczych fiordach w Norwegii, a z racji ukończonego kierunku studiów powinnam zachwycać się fińskimi pojezierzami, to jednak najciekawsze wydają mi się położone daleko na północy Lofoty. Idealne do zamieszkania, ale niestety tylko latem, kiedy słońce tam praktycznie nie zachodzi.

Wieczna wiosna

Ostatnim i właściwie najnowszym miejscem z mojej listy jest idealne na przezimowanie Valparaiso. Miło by było w grudniu czy styczniu spacerować jego ulicami, wygrzewać się na słońcu, oglądać kolorowe domki, jeździć miejską kolejką, a na drugie śniadanie przegryzać świeże owoce i popijać kolorowe soki. Kto wie, Chile okazać się może bardzo wdzięcznym miejscem do zamieszkania na dłużej…

Marzenia w zderzeniu z rzeczywistością

Przyjemnie jest marzyć, a jeszcze przyjemniej w tych marzeniach pożyć. Może i początki są trudne, może i sama organizacja wydaje się nie do przeskoczenia, może w to wszystko trzeba włożyć sporo wysiłku, ale jednak mimo wszystko warto. Bo w końcu od czego jest życie?

Opublikowano: 20.11.2014

Zapisz