Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Mężczyzna, który tańczył tango (Fragmenty Ubrane cz. 21)

Karnawał, świeże postanowienia, które wciąż jeszcze motywują, zbliżająca się z każdym dniem wiosna – to już chyba dość powodów, żeby wejść w nowy rok tanecznym krokiem. A skoro tanecznym krokiem, to wybieram tango, a za towarzysza Arturo Perez Reverte’a.

Sceptycznie podchodzę do romansów, ale lubię, kiedy świetni pisarze biorą na warsztat właśnie ten gatunek. Nawet jeśli ich książki nie kręcą się tylko wokół miłości, to jej wspaniałe wibracje wyczuwa się na każdej stronie, romans szlachetnieje, nabiera przy nich blasku, a sama książka prędzej czy później uznawana jest za klasyk. Bez cienia wątpliwości do tych klasyków dodaję również powieść „Mężczyzna, który tańczył tango”.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Przede wszystkim to niesamowita opowieść o miłości rozpisana na kilka dekad i wyjątkowych miejsc rozsianych po całym świecie. Zbrodnią byłoby jednak wcisnąć ją do grupy banalnych opowieści, gdzie miłość jest zwyczajnie banalna i trywialna. Perez wzorowo odrobił zadanie domowe. Misternie zbudował tło, stworzył wielowymiarowe postaci, których nie da się przejrzeć, a swoją opowieść osadził w pięknych czasach. Jej początki sięgają lat międzywojennych, uczucie bohaterów zaczyna kiełkować gdzieś na oceanie, na pokładzie pierwszej klasy transatlantyku płynącego z Europy do Buenos Aires. Potem autor zabiera czytelnika do szemranych knajp, w których tańczy się jeszcze prawdziwe tango, na francuskie wybrzeże Morza Śródziemnego i wreszcie zaprasza do słonecznego Sorrento na szachowe rozgrywki między najlepszymi graczami świata. Jego bohaterowie zmieniają się, dojrzewają, rozstają się, by znowu się spotykać po latach. W zdumiewający sposób przyciągają się i odpychają od siebie, a chociaż zaprzeczają, że chwile zapomnienia miały dla nich jakiekolwiek znaczenie, to jednak wielokrotnie wracają właśnie do tych momentów.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Sama historia to jednak nie wszystko. Nie mniej ważny jest też ten, kto opowiada i w jaki sposób to robi. Bo nawet znakomitą historię można zepsuć, niemiłosiernie rozwlec albo skrócić, pominąć w niej to, co naprawdę ważne. Niestety sporo jest takich książek, które aż proszą się, żeby jeszcze raz napisał je ktoś inny. „Mężczyznę, który tańczył tango” mógł jednak stworzyć tylko i wyłącznie Arturo Perez Reverte.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Interesująca jest już sama konstrukcja powieści. Reverte nie prowadzi czytelnika od punktu A do B, zdarzenia nie występują w niej jedno po drugim. Jest wręcz przeciwnie. Opowieść zaczyna się w latach 20, później gładko przenosi się do lat 60., a chwilę potem osadzona jest w niespokojnych czasach, latach tuż przed II wojną światową. Bohaterowie na przemian mają po dwadzieścia, trzydzieści i ponad 60 lat, a jednak niezmiennie coś ich do siebie przyciąga, burzy spokój, powoduje żywsze bicie serca. Tak jak rasowe tango. Namiętne i wyrafinowane. Ten sposób opowiadania nie wprowadza jednak chaosu. Przeciwnie, oddalone od siebie w czasie zdarzenia w jakiś sposób się ze sobą łączą, wzajemnie się uzupełniają, pozwalają lepiej wczuć się w sposób postępowania postaci i fantastycznie budują napięcie. Reverte powoli odkrywa coraz więcej kart, wyjaśnia kolejne tajemnice, dodaje nowe wątki i postaci, misternie buduje olśniewające tło. Nie trzeba się bardzo wysilać, żeby przenieść się w czasie, trafić do świata bogaczy, poczuć zapach wykwintnych perfum, miękkość luksusowych materiałów, smak wykwintnych dań i dać się wciągnąć w wyrafinowane rozrywki.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Wszystko to jest jednak tylko i aż tłem dla niezwykłych bohaterów. On to niezwykle utalentowany, bardzo inteligentny i zabójczo przystojny złodziej i podrywacz w jednym. Nie ma grosza przy duszy, ale potrafi wkupić się w łaski bogaczy. Na zmianę postępuje jak drań i dżentelmen, obojętnie przyjmuje bogactwo, a chociaż daje się porwać namiętności, to jednak zachowuje wolność i niezależność.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Ona to z kolei kobieta z tych nieosiągalnych. Taka, która nigdy nie cierpi niedostatku, zawsze obraca się w świetnym towarzystwie, ma doskonały gust, swoją ciemną stronę, jest dumna, pewna siebie i zawsze bierze i robi to, na co ma ochotę. Reverte poświęca jej w powieści mnóstwo miejsca. Ubiera w stroje od najlepszych projektantów, czesze zgodnie z obowiązującą modą, zakłada na szyję naszyjniki, za które spokojnie można by utrzymać się przez kilka lat. I tak jednak wielokrotnie podkreśla, że strój jest jedynie oprawą dla niej samej, a jej uroda jest tak olśniewająca, że rozstanie z nią musi wywołać fizyczny ból. Przy tym wszystkim Mecha Inzunza nie jest tylko porcelanową lalką, która w powieści jedynie pięknie wygląda i milczy. Przeciwnie, to postać silna, inteligentna, bardzo wyrazista i wielowymiarowa.

Mecha i Max to idealna para, żeby razem zatańczyć namiętne, powieściowe tango. Takie, żeby cierpieć i takie, żeby zabić.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Powieściowa Mecha Inzunza to bardzo inspirująca postać. Reverte z jej pomocą opowiedział w „Mężczyźnie, który tańczył tango” historię mody. Mecha zawsze jest na czasie. Nosi najlepsze ubrania, wyrafinowane dodatki, zawsze zwraca na siebie uwagę, w subtelny i sobie tylko właściwy sposób. O niektórych kobietach mawia się, że urodziły się wręcz do noszenia kreacji haute couture. Mecha jest na pewno jedną z nich. Nieważne jak drogie, są dla niej jak druga skóra. Mecha zawsze rozświetla otoczenie, jest elegancka, stawia na wyrafinowaną prostotę, a uroku wcale nie odbiera jej upływ czasu.

Mężczyzna, który tańczył tango recenzja

Dziś na szczęście efekt „wow” zapewnić mogą nie tylko sukienki za ciężkie pieniądze. Coś wyjątkowego można znaleźć w ofertach projektantów i znacznie tańszych sieciówkach. Metka jest tylko metką. Styl jest niezależny od niej.
Już w trakcie czytania „Mężczyzny, który tańczył tango”, wiedziałam, jaka sukienka będzie pasować do tej książki. Z każdym karnawałem zawsze wraca moda na cekiny, mieniące się kamienie, błyszczące materiały i koronki. Na przekór modzie stawiam jednak ma stonowany kolor, prosty fason i niebanalne detale. Sukienka, którą wybrałam jest dopasowana, ma długość przed kolano, lekko łódkowy dekolt i piękny kolor kawy z mlekiem. Nie jest jednak nudna dzięki detalom. Uroku dodają jej przede wszystkim oryginalne rękawy, a charakteru – lekko połyskliwa taśma opleciona wokół talii.
Dodatki są tym razem spokojne. Żadnych ostrych kontrastów i energetycznych kolorów. Torebka jest niewielka, granatowa, ze złotą obwódką, na charakterystycznym łańcuszku jak w kultowych modelach od Chanel. Buty to granatowe botki na grubym słupku, z ozdobnym wiązaniem na wysokości kostek. Szpilki tym razem zostawiłam w szafie. Byłyby zbyt oczywiste, za bardzo wyraziste i zupełnie niepotrzebnie odciągnęłyby uwagę od całej reszty. Bo w tym akurat wypadku najlepiej sprawdza się chyba najsłynniejszy modowy banał, że mniej to jednak więcej.

  • Sukienka bardzo w moim stylu :) A za romansami nie przepadam – zdecydowanie wolę akcję :)

    • Reverte ma w swoim dorobku jeszcze powieści detektywistyczne :)

  • Książka nie w moim typie, ale tak świetnie opisałaś, że chętnie przeczytam i sprawdzę inne pozycje tego autora. Zachęca mnie też ten wątek modowy.
    PS. Piękne włosy :)

    • Dziękuję i polecam. Dawno nie czytałam książki z taką przyjemnością :)

  • Tak soczyście i z takim uczuciem piszesz o tej książce, że sięgnę po nią. Kojarzy mi się klimatycznie trochę z Marquezem, trochę z Elizabeth Strout – zobaczymy :) Dzięki :)

    • Zdecydowanie bliżej jej do Marqueza niż do Strout.

  • Mirka

    Szczerze mówiąc nie przepadam za romansami, ale ten mnie zaciekawił😉

  • Maluch w domu

    Sam tytuł przyciąga uwagę. A sukienka – prostą u piękna.

  • Zdjęcia nieustannie odrywały mnie od tekstu, przepiękna sukienka, dobrze, że nie dusiłaś jej nadmiarem krzykliwych dodatków. Brawo!

  • Bardzo lubię takie powieści, ostatnio czytałam książkę w podobnym stylu, Ale nie mogę sobie przypomnieć tytułu. Dla mnie, tło lokalizacji i czasu powieści są równie ważne jak fabula

    • Ta powieść akurat jest pięknie skonstruowana, Reverte wspaniale wszystko opisał, zadbał o każdy szczegół, nie pominął nawet tego, co bohaterom serwowano na wykwintny obiad 😉

  • Dawno nie czytałam typowego romansu. Nie żebym tak bardzo miała coś przeciwko romansom, bo jak dobrze napisany to może być świetny, ale po prostu od jakiegoś czasu nic mi takiego w ręce nie wpadło. Tym bardziej się cieszę, że piszesz o tej książce, bo bardzo lubię Arturo Perez-Reverte’a. Zachęciłaś mnie.

    • Recenzenci pisali o “Mężczyźnie, który tańczył tango”, że to najbardziej zmysłowa i szelmowska powieść w jego dorobku. Na pewno Ci się spodoba :)

  • A mnie zachwyciła sukienka, totalnie w moim stylu :)

  • Choć literatura całkowicie z nie mojego klimatu to stylizacja bardzo pozytywnie zaskakująca. 😉

  • Stylizacja jak najbardziej wpasowuje się w moje gusta, elegancka i kobieca. :)

  • Historia mody ostatnio coraz bardziej mnie fascynuje – skoro do tego jest wpisana w fascynującą opowieść o miłości, to muszę dać jej szansę! :)

  • Powiem Ci szczerze, że nie wszystkie romanse mi się podobają ale tutaj zaciekawiłaś mnie samym opisem książki. Chętnie po nią sięgnę przy najbliższej okazji. A zdjęcia są cudowne! :) Pozdrawiam :)

    • Ta historia opowiada przede wszystkim o miłości, ale ma w sobie wyjątkową głębię, a samo tło to już prawdziwe mistrzostwo. Naprawdę warto po nią sięgnąć :)

  • Po takiej recenzji to pozstaje mi tylko kupić tę pozycję i ją wieczorami czytać :)

  • Strój śliczny! 😉 Dobrze Ci w takich kolorach :)

  • Mimo, że zwyczajowo lubię lovestory, ten romans jakoś tak mnie nie zachęcił 😉

  • Agnieszka Lewandowska

    Ciekawe podejście do tematu, a i stylizacja piękna :-)

  • August Ciechociński

    O książkach Arturo słyszałem dużo dobrego, ale jeszcze żadnej nie czytałem, może czas zacząć

  • Gośka Budzowsk

    Nie lubie romansów wyrosłam z nich ale stylizacja mega wow