Manufaktura codzienności, Joanna Matusiak recenzja

Manufaktura codzienności, Joanna Matusiak

Bardzo dawno nie miałam już w rękach takiej książki jak „Manufaktura codzienności”. Szkoda mi było czytać ją szybko, chociaż z każdą kolejną stroną miałam ochotę na więcej. Koło mojego łóżka spędziła co najmniej kilka tygodni, a otwierałam ją tylko z samego rana. Na dobry początek dnia, żeby uprzyjemnić sobie poranną, leniwą kawę i pozytywnie nastroić się na cały dzień. Bo jak inaczej mogą zadziałać na człowieka myśli typu:

„Przez każdą minutę złości tracisz sześćdziesiąt sekund szczęścia.”

„Marzenia trzeba robić – wbrew fałszującemu rzeczywistość i nieprawdziwemu zwrotowi frazeologicznemu, że marzenia się spełniają.”

„Co by tu zamieszać, by mieć dziś „udany” dzień?!?! Bo wiecie, że udane dni my sami robimy udanymi? Wbrew wszystkim życzeniom one nie są nam dane od losu, trzeba je sobie zrobić zwyczajnie.”

Jeszcze nie spotkałam się, żeby ktoś mówił o szczęściu, jak o świeżych bułeczkach. A jednak to porównanie jest wyjątkowo trafne, jak właśnie w „Manufakturze codzienności”: „Ja nie za bardzo myślę o jutrze. Zatapiam się w dzisiejszych szczęściach. Jutrzejsze przyjdą jutro. (…) Każdego dnia musi być dzisiejsze, świeżutkie szczęście.”

A jeśli znów dopadnie mnie smutne uczucie, że życie przecieka mi przez palce, zastosuję ćwiczenie pani Joanny: „Ćwiczenie na dziś: złączyć palce, by między nimi nic absolutnie nie przeciekło, nie zostało utracone.”

Mogłabym pisać o tej książce, podając z niej cytat za cytatem i potwierdzając, jak bardzo się z nimi zgadzam. Ale to byłoby chyba zbyt proste, więc napiszę, co w „Manufakturze codzienności” mnie naprawdę urzekło.

Przede wszystkim ciekawa jest w tej książce już sama książka. Ma nietypowy format, subtelną okładkę, która przywodzi na myśl misternie utkaną materię z delikatnym haftem pięknych, choć delikatnych i kruchych liści. W środku jest podobnie. Przemyślenia zamknięte są w krótszych i dłuższych akapitach, na marginesach zostaje sporo miejsca na dopiski. Zdania układają się tak, żeby podpowiadać, gdzie się zatrzymać, żeby się zamyślić nad ich sensem. A uroku całości dodają jeszcze lekko przygaszone, nastrojowe zdjęcia, które sprawiają, że robi się tak jakoś błogo i ciepło na sercu, a człowiek zaczyna dostrzegać magię w codziennych drobiazgach i ulotnych chwilach, z których każda ma właściwie coś wartościowego do przekazania. Trzeba to tylko dostrzec i docenić.

Wiele razy zastanawiałam się, nad tym, do jakiego gatunku zaliczyć „Manufakturę codzienności”. Czasami jest jak intymny pamiętnik, czasami czyta się ją jak tomik poezji, czasami to przemyślenia godne najlepszego filozofa, który zrozumiał sens życia. Wreszcie w wielu miejscach ta książka jest jak najlepszy przewodnik po dobrym życiu albo po prostu cicha medytacja na dobry początek dnia.

Ale „Manufaktura codzienności” nie byłaby tak wyjątkowa, gdyby nie jej autorka. Czuła obserwatorka życia, chwytająca każdy dzień, wiecznie młoda duchem, zakochana w życiu, w swoim ulubionym człowieku, szczerze lubiąca ludzi, polecająca książki, które albo są mi już znane, albo dopiero czekają w poczekalni do przeczytania. Osoba, która potrafi spojrzeć na świat i ludzi z różnych perspektyw, empatycznie, z wrażliwością, zrozumieniem i przede wszystkim szacunkiem.
Wiele z jej przemyśleń było dla mnie odkryciem. Do wielu refleksji doszłam już sama i, kiedy je czytałam, tylko się uśmiechałam i kiwałam głową. Mogłabym powiedzieć, że takiego pięknego, spokojnego i dojrzałego życia jej zazdroszczę, ale tego nie zrobię, bo równie mocno kocham moje własne. Z jego doskonałościami i niedoskonałościami. Uśmiechami, zamyśleniami, łzami, które nie zawsze są złe. Bo dokładnie tak jak autorka „Manufaktury codzienności” uważam, że wcale nie musi być perfekcyjnie, żeby było idealnie. Po prostu.

Tylko wciąż cierpliwie uczę się, jak jeszcze lepiej oddzielać to, na co mam wpływ, od tego, co po prostu jest. Przeganiać czasami złość, żeby bezczelnie nie zabierała mi codziennych promyczków szczęścia. Zakasać rękawy, żeby robić swoje marzenia. I docenić piękno czekania, bo wiecie, to co naprawdę wartościowe, musi być w jakiś sposób wyczekane. Ten spokój przychodzi podobno z wiekiem i wcale nie zamierzam go poganiać. Bo w końcu tyle piękna wokół, na którym aż żal się nie skupić, nie cieszyć się nim i nie zamieniać w krzepiące wspomnienia.

„Manufakturę codzienności” polecam najmocniej jak się da. Inspiruje. Dodaje energii. Pokazuje jak wprowadzić magię do codziennego życia, by już na dobre zagościło w nim prawdziwe szczęście.

  • Maluch w domu

    Cytaty rodzaju nic dodać nic ująć 😊

  • Cytaty mówią naprawdę dużo, a recenzja jeszcze bardziej zachęca do lektury.

  • Takich książek, poniekąd, potrzebuję… Dzięki!

  • Newenglandblog

    Takie książki lubię. Lecę do księgarni, żeby ją kupić.

  • Holly Lu

    Mądre książki zawsze są w cenie.

    • Dokładnie, a w dobie poradników uczących jak być szczęśliwym “Manufaktura codzienności” to perełka.